niedziela, 13 listopada 2016

Odrobina błysku - INGLOT What a Spice

Przy okazji kolejnego konkursu makijażowego (w którym nie zdążyłam wziąć udziału) powstał makijaż z odrobiną błysku. Wykorzystałam do jego wykonania absolutnie zjawiskową paletę cieni Inglota What a Spice oraz pigment Inglota AMC nr 120, niestety zdjęcia nie oddają jego pięknego, mieniącego się na niebiesko odcienia.





Z tego zdjęcia jestem szczególnie zadowolona :D Wyszło całkiem nieźle, jak na możliwości sprzętu, którym dysponuję.



środa, 9 listopada 2016

Makijaż konkursowy na 10 urodziny Smashbox - INGLOT, KOBO

Dziś prezentuję Wam makijaż, który zgłosiłam do konkursu na 10 urodziny marki Smashbox. Główną rolę zagrał przepiękny błyszczący cień z kolekcji Inglot Rise & Shine nr 161, wewnętrznemu i zewnętrznemu kącikowi głębi dodał piękny kobaltowy cień Kobo, a w zewnętrznym kąciku dodatkowo pojawił się ciemny fiolet z najnowszej kolekcji What a Spice Inglot (która swoją drogą jest absolutnie zjawiskowa!).

Całość prezentuje się tak:







piątek, 30 września 2016

Makijaż miętowa czekolada - ZOEVA Cocoa Blend i 144 Eyeshadow Palett Makeup Revolution

Dziś przychodzę do Was z makijażem w kolorze mięty i czekolady.

W roli głównej wystąpiła przepiękna mięta z paletki 144 cieni Makeup Revolution, a brązowy cień 
w kolorze gorzkiej czekolady - Beans Are White, pochodzi z jednej z moich ukochanych palet - ZOEVA Cocoa Blend.















Jak Wam się podoba? :)

czwartek, 22 września 2016

Ulubieńcy wakacji 2016

Wakacje się skończyły, czas powrócić do rzeczywistości i przyziemnych obowiązków. Moje wakacje minęły bardzo intensywnie, więc na bloga jakoś brakło mi czasu. Teraz nadrabiam zaległości i mam w planie publikować więcej makijaży.

Póki co przychodzę do Was z kosmetycznym podsumowaniem ostatnich miesięcy, czyli ulubieńcami wakacji 2016. Startujemy!

Ulubieńcy wakacji 2016


Pierwszym ulubieńcem jest nowość na mojej półce, która już po pierwszym użyciu skradła moje serce - odżywka do włosów Dove Pure Care Dry Oil. Jakiś na początku wakacji zafundowałam sobie ombre, które niestety mocno przesuszyło mi włosy, musiałam więc poszukać odżywki, która zdyscyplinuje włosy i nada im miękkości. Odżywka Dove, z dodatkiem naturalnych olejków, spełniła swoje zadanie idealnie, uwielbiam to, co robi z włosami, wygładza je i sprawia, że nie mam problemu z układaniem. Z pewnością nie jest to moje ostatnie opakowanie tego produktu! :)

Pojemność: 250 ml, cena: ok. 22 zł

Dove Pure Care Dry Oil

Kolejnego produktu nie trzeba chyba nikomu przedstawiać, jest nim kultowy już Garnier Płyn Micelarny 3 w 1. Nie będę się zbytnio rozpisywać na jego temat, napiszę tylko, że świetnie radzi sobie z makijażem (wyłączając kosmetyki wodoodporne, z nimi radzi sobie średnio) i nie podrażnia moich bardzo wrażliwych oczu. Jest to kolejne już opakowanie, staram się zawsze mieć zapas.

Pojemność: 400 ml, cen: ok 19 zł

Garnier płyn micelarny 3 w 1
Ostatnim kosmetykiem do pielęgnacji twarzy jest peeling do z Avonu Planet Spa Oriental Radiance
z biała herbatą. Peeling łagodnie oczyszcza skórę, odświeża ją, po jego zastosowaniu ma się uczucie dobrze oczyszczonej skóry, bez przesuszenia i efektu ściągnięcia, co często ma miejsce przy wrażliwej, skłonnej do podrażnień cerze. Na linię Oriental Radiance składa się jeszcze maseczka peel off oraz żel do oczyszczania twarzy, ale produkty te jakoś specjalnie mnie nie zachwyciły, za to peeling polecam serdecznie!

Pojemność: 75 ml, cena: ok. 12 zł

Avon Planet Spa Oriental Radiance

Podkładem, który przeszedł test bojowy podczas letnich upałów był również produkt marki Avon Supertrwały Podkład - Extra Lasting Liquid Foundation w kolorze Natural Beige. Jest to podkład o bardzo lekkiej konsystencji i średnim kryciu. Nie obciąża on ani nie zapycha skóry, nie tworzy efektu maski. Tuż po nałożeniu zyskuje nieco pudrowe wykończenie, trochę czuć go na twarzy. Po przypudrowaniu nie wygląda może zniewalająco, ale trzeba dać mu chwilę by w pełni stopił się ze skórą, prezentuje się wówczas naprawdę bardzo ładnie. Największą jego zaletą jest to, ze nie ściera się w ciągu dnia, wytrzymuje bez poprawek nawet do 8-9 godzin (no, może nie w 30-stoniowe upały ;) ). Zdecydowanie wart wypróbowania.

Pojemność: 30 ml, cena: ok. 25 zł

Avon Extra Lasting Liquid Foundation kol. Natural Beige

Moim najnowszym makijażowym odkryciem są cienie Mono Eyeshadow Freedom Makeup. Wpadły w moje ręce zupełnie przypadkiem, podczas zakupów w Pepco. Przyznam, że jestem bardzo miło zaskoczona ich jakością, mają delikatną, miękką konsystencję przez co nieco się sypią, ale można im to wybaczyć dzięki temu, jak dobrze się z nimi pracuje. Blendowanie tych cieni to czysta przyjemność! Kolejnym ich atutem, zasługującym na podkreślenie jest ich dobra pigmentacja. Jeśli jeszcze ich nie macie, koniecznie biegnijcie do Pepco!

Cena: 5 zł (beżowy kosztował mnie 4 zł)

Mono Eyeshadow Freedom Makeup


Tak prezentują się na skórze

Jeśli kosmetyki idealne na lato, to obowiązkowo nawilżające pomadki w soczystych kolorach :) I tu znowu pojawia się marka Avon i ich kolorowa nowość Szminka Moc Blasku . Zawiera ona pielęgnujące ekstrakty z papai oraz granatu, a także olejek kokosowy, występuję w 15 pięknych, letnich kolorach. Na ustach daje efekt nawilżenia (odczuwalny) i nasyconego koloru, ciemne barwy są dość mocno, jak na tę formułę, kryjące. No i popatrzcie na te urocze opakowania! :)

Cena: ok. 20 zł

Avon Moc Blasku

Avon Moc Blasku kol. Tangerine Gleam i Vivid Cherry

Absolutnym hitem lata, jeśli hodzi o produkty do ust została nowość z Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick, czyli długotrwała matowa pomadka w płynie. Jak do tej pory Bouriois Rouge Edition Velvet nie miała sobie równych, jednak ten produkt absolutnie go zdetronizował. Moje usta mają niestety tendencję do przesuszeń, więc jeśli już decyduję się użyć matowego kosmetyku, musi on mieć lekką konsystencję i nie wysuszać dodatkowo. Pomadka z Golden Rose ma według mnie wszystko, nosi się ją komfortowo, jest długotrwała i nie daje po dłuższym noszeniu efektu ściągnięcia na ustach. Kocham ją całym sercem! 

Pojemość: 5,5 ml, cena: 19,90 zł

Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick


Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick kol. 07

Ostatnią już perełką, która szczególnie mnie urzekła latem jest żelowy lakier do paznokci i top coat Golden Rose Prodigy Gel . Połączenie obu produktów zapewnia piękny manicure przez wiele dni i do złudzenia przypomina hybrydę (koleżanki pytały czy to manicure hybrydowy). Na zdjęciu lakier w kolorze 05, ale dokupiłam już kolejny - 07 :D
Genialne lakiery!

Golden Rose Prodigy Gel


A jak tam Wasze wakacyjne zdobycze? :D





poniedziałek, 11 lipca 2016

Makijaż okolicznościowy

Kolejny weekend za mną, kolejna buzia do kolekcji ;)
Tym razem wykonałam makijaż na wesele, na życzenie ciemne przydymione oko, bez nadmiaru błyskotek.
Cały czas walczę z aparatem w telefonie o przyzwoitą jakość zdjęć, nie zawsze uda się wygrać...










niedziela, 26 czerwca 2016

Makijaż Panny Młodej i Świadkowej - 25.06.16

Wczoraj miałam przyjemność wykonywać makijaż Panny Młodej i jej Świadkowej.
Atmosfera była świetna, pomimo że koszmarny upał nie ułatwiał pracy.
Obie Panie były bardzo dzielne i cierpliwie zniosły wszystkie zabiegi :D

Oto efekty:


Panna Młoda




Świadkowa

piątek, 10 czerwca 2016

Ulubieńcy kwietnia i maja 2016

Dwa miesiące minęły mi tak błyskawicznie, że ledwo je zauważyłam... czas więc na kosmetyczne podsumowanie i kilka słów o produktach, które wyjątkowo przypadły mi do gustu.



Ulubieni w kwietniu i maju 2016


Na pierwszy ogień idzie absolutny hit ostatnich tygodni - suchy szampon Batiste. Zadaję sobie pytanie, jak to możliwe, że dopiero teraz go odkryłam?? Cała blogosfera zachwyca się nim już od dłuższego czasu, ja jednak byłam negatywnie nastawiona po nieudanej przygodzie z suchym szamponem Syoss (włosy wyglądały po jego użyciu jeszcze gorzej).
Okazało się, że niepotrzebnie zwlekałam, bo TEN suchy szampon to prawdziwe zbawienie, gdy nie ma czasu na mycie włosów (no wiecie, rano każda sekunda w łóżku jest na wagę złota ;) ), a szybko trzeba wyjść z domu. Świetnie odświeża włosy, nie jest na nich widoczny (o ile użyje się go umiejętnie, czyli przy samej skórze), włosy są miękkie w dotyku, nie zostawia nieprzyjemnego "nalotu" (jak w przypadku Syossa). Jednym słowem rewelacja dla spóźnialskich! ;)
Cena ok. 15 zł

Suchy szampon Batiste



Kolejnym hitem i miłością od pierwszego użycia jest podkład Bourjois City Radiance. Kupiłam go przez przypadek, ponieważ nie było Healthy Mixa w moim kolorze. Muszę przyznać, że to był świetny zakup. Zacznę od tego, że preferuję podkłady dość lekkie, naturalnie wyglądające na skórze, nie oczekuję mocnego krycia, ideałem był do tej pory Bourjois Healthy Mix, ale City Radiance go zdetronizował!
Jeśli chodzi o krycie, powiedziałabym, że jest średnie, podkład pięknie wyrównuje koloryt skóry, nadaje jej odświeżającego blasku. Konsystencja jest bardziej treściwa niż HM, przypomina nieco krem do twarzy, rozprowadza się lekko, nie pozostawia smug, przyjemny do aplikacji zarówno palcami, jak i gąbką (większe krycie).
Kolejnym atutem jest filtr SPF 20, dzięki któremu podkład będzie świetnym wyborem na lato. Przetestowałam go już podczas upałów, nie spłynął z twarzy, utrzymał się w nieskazitelnym stanie przez bardzo długi czas.
Dawno już nie miałam w rękach (i na twarzy rzecz jasna) tak dobrego podkładu w tak atrakcyjnej cenie. Do pełni szczęścia brakuje mi opakowania z pompką, ale z drugiej strony tubka jest bardziej praktyczna w podróży, w końcu zbliża się czas urlopów.
Cena w drogerii to ok. 59 zł, ale w drogeriach internetowych możemy go nabyć za połowę ceny :)

Bourjois CITY RADIANCE



Kolejnym produktem wartym uwagi jest podkład z serii LUXE Miracle marki Avon. Wybrałam wersję rozświetlającą, z delikatnymi drobinkami (nie z brokatem ;) ). Na skórze prezentuje się naprawdę pięknie, nie tworzy efektu maski, a dzięki drobinkom uzyskujemy zdrowy blask. Krycie jest średnie, jak w przypadku Bourjois. Bardzo dobrze trzyma się na skórze, nie znika z twarzy, nie musimy się bać, że go zetrzemy przypadkowo dotykając twarzy.
Podkład ten ma jednak pewną wadę, jest odrobinę zbyt gęsty i ciężki dla mojej cery, stosowany kilka dni z rzędu niestety zapycha pory. Wielka szkoda, ponieważ bardzo lubię to, jak wygląda na skórze. Mimo wszystko chętnie sięgałam po niego w nieco chłodniejsze dni, na upały mi się nie sprawdził. Mogę go za to zdecydowanie polecić osobom z suchą cerą, myślę że sprawdzi się idealnie.
Cena to ok. 35 zł

Avon LUXE Miracle



Pozostając przy makijażu twarzy warto wymienić puder, którego używałam w poprzednich miesiącach najczęściej - Fixing Powder marki Wibo. Jest to bardzo drobno zmielony, pół transparentny puder utrwalający i matujący. Niewielka jego ilość zapewnia zmatowienie skóry
i pozwala cieszyć się nieskazitelnym makijażem przez niemal cały dzień, bez poprawek. Jest na tyle delikatny, że śmiało można utrwalać nim korektor pod oczami. No i ogromną jego zaletą jest cena, jak to w przypadku Wibo - niska ;)
Cena ok. 13 zł

Wibo Fixing Powder



Ostatnimi czasy szaleję na punkcie produktów brązujących, do opalania twarzy, nadających jej wygląd muśniętej słońcem. Na pierwszym miejscu w tej kategorii znalazła się aktualnie cudowny Mineral Terracotta Powder  w kolorze 4 z Golden Rose. Pozostawia na skórze delikatny, lekko złoty połysk, wygląda niesamowicie naturalnie. Utrzymuje się bardzo długo, a co najlepsze, nie da się
z nim przesadzić. Aplikacja produktu jest bajecznie prosta dzięki jego aksamitnej konsystencji. Prawdziwe cudeńko, zresztą zobaczcie same...
Cena 24,90 zł

Mineral Trracotta Powder Golden Rose



Ostatnim ulubieńcem kwietnia i maja (a właściwie pozostałych miesięcy również, ponieważ używam go od początku roku) jest podkręcający tusz do rzęs Curling Pump Up Mascara marki Lovely. Największym jego atutem jest fakt, że posiada dość drobną silikonową szczoteczkę, która świetnie rozdziela rzęsy, dodatkowo jest wyprofilowana w taki sposób, że unosi je podczas aplikacji. Ogromny plus ode mnie za formułę tuszu, która pozwala na stosowanie niewielkiej jego ilości na raz, dzięki czemu unikniemy nieestetycznych grudek i posklejanych rzęs. Spokojnie można nałożyć kilka warstw, bez obaw, że tusz zacznie się kruszyć w trakcie noszenia, nie odbija się na powiekach, pozostaje nienaruszony przez cały dzień (oczywiście, jeśli nie trzemy oczu i nie płaczemy - nie jest wodoodporny).
Cena ok. 11 zł

Curling Pump Up Mascara Lovely



Muszę przyznać, że minione dwa miesiące były bardzo owocne, jeśli chodzi o kosmetyczne zakupy. Nie trafiłam na żadnego bubla, co również mnie cieszy :)

Czy znajdzie się ktoś, kto podzieli się swoimi ulubieńcami? :)

środa, 1 czerwca 2016

Błyskotki :)


Dorobiłam się w końcu lampy pierścieniowej, której nie miałam dotąd okazji przetestować, znalazłam więc pretekst. Przychodzę więc z szybkim postem z moją zabawą błyszczącymi pigmentami i oczywiście lampą ;)

Użyte kolory:
- w roli głównej przepiękny sypki cień do powiek INGLOT AMC nr 114
- złoto w kąciku to pigment do ciała INGLOT w kolorze 189
- cudna miedź  na dolnej powiece to sypki cień INGLOT AMC nr 27

- srebrna kreska na powiece to kremowy cień Maybelline w kolorze Infinite white










Są tu jakieś fanki błyskotek? :D

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Zimowy makijaż z marką INGLOT

Makijaż ze zdjęć poniżej wykonałam już jakiś czas temu, jednak jakoś nie mogłam się zebrać, żeby obrobić zdjęcia. Nadrabiam więc zaległości i bez zbędnej pisaniny wrzucam efekty mojej pracy.

Jest to praca na konkurs karnawałowy ogłoszony w styczniu 2016 przez markę INGLOT.

Wielkie dzięki dla mojej pięknej i cierpliwej modelki - Karoliny :*









UŻYTE KOSMETYKI:

* podkład INGLOT HD nr 71
* puder sypki INGLOT nr 15
* puder do modelowania twarzy INGLOT HD Freedom System nr 505
* róż INGLOT Freedom System nr 84
* rozświetlacz WIBO Diamond Illuminator
* cień INGLOT Freedom System nr 450
* sypki cień do powiek INGLOT AMC nr 86
* konturówka GOLDEN ROSE Dream Lips nr 511
* pomadka w płynie BOURJOIS Rouge Edition Velvet nr 7 Nude-ist (uwielbiam połączenie tej pomadki z konturówką GR <3 )
* połówki rzęs ARDELL Accent nr 305

czwartek, 7 kwietnia 2016

Ulubieńcy marca 2016

Kolejny miesiąc dobiegł końca, zaczęła się (mam nadzieję, że na dobre) wiosna. Pora na podsumowanie oraz kilka słów o ulubionych kosmetykach marca.


Ulubieńcy marca 2016


Pierwszym produktem, który towarzyszy mi już od dawna i  śmiało mogę określić go mianem absolutnego hitu, jest żel do mycia twarzy AA Technologia wieku Ultra Nawilżanie . Produkt ten ma za zadanie oczywiście oczyścić naszą twarz z makijażu oraz innych zanieczyszczeń, ponadto producent obiecuje również nawilżenie i wygładzenie, doskonałe odżywienie bez przesuszania i podrażnień oraz ochronę przed działaniem szkodliwych czynników. Jak wobec tego wypadają te obietnice w rzeczywistości?

OCZYSZCZANIE: zdecydowanie tak, jest to produkt łagodnie lecz skutecznie oczyszczający skórę, warto jednak dodać, że po jego użyciu dobrze jeszcze przemyć twarz tonikiem. Co bardzo istotne, nie podrażnia, spokojnie mogę go polecić osobom z wrażliwą cerą, które muszą bardzo uważnie dobierać produkty do oczyszczania twarzy.

NAWILŻENIE I WYGŁADZENIE: spektakularnego efektu nawilżenia nie odnotowałam, ale wysuszonej skóry z pewnością po jego użyciu nie mam, co do wygładzenia to zdecydowanie TAK, skóra jest bardzo przyjemna w dotyku, taka aksamitna.

OCHRONA: tu chyba nikt specjalnie złudzeń nie ma ;)

Podsumowując, jest to świetny produkt, który spełnia wszystkie moje oczekiwania, nie podrażnia, nie przesusza skóry, pozostawia ją miękką i aksamitną, jest wydajny. Jeśli dodać do tego cenę ok. 15 zł (często w Super-Pharm można go kupić za ok. 10zł), otrzymujemy ulubieńca, z którym nie chcemy się rozstawać. Na potwierdzenie moich słów dodam jeszcze, że na półce w łazience znalazło się już piąte opakowanie.


AA Technologia wieku Ultra Nawilżanie


Pozostając przy oczyszczaniu, przejdę do kolejnego produktu, którym jest AA Oil Infusion , żel micelarny do demakijażu z olejkami avocado i babassu. Przeznaczony jest do skóry wrażliwej i skłonnej do alergii z racji swego delikatnego działania, jest również bezbarwny i bezwonny, co w moim odczuciu podnosi komfort jego stosowania, nie jestem fanką intensywnie pachnących kosmetyków do pielęgnacji twarzy. Mam bardzo wrażliwe oczy, które produkt ten niestety podrażnił, więc używałam go do oczyszczania twarzy z resztek makijażu, już po płynie micelarnym. W tej roli sprawdził mi się świetnie. Skóra po jego użyciu sprawiała wrażenie dobrze wypielęgnowanej, dzięki zawartym w składzie olejkom.
Cena żelu wynosi ok. 15 zł, zdecydowanie polecam do przetestowania.


AA Oil Infusion

W tym miesiącu ulubieńcem wśród produktów do ciała (na których punkcie mam bzika) był intensywnie nawilżający balsam z olejkiem z orzechów macadamia  Skin So Soft Supreme Nourishment marki AVON. Moja skóra, zwłaszcza ta na nogach jest sucha jak pieprz, muszę więc bardzo dbać o jej prawidłowe nawilżenie. Balsam wpadł mi w ręce przypadkiem, sporo dobrego słyszałam dotychczas o serii SSS, miałam więc wysokie wymagania. Muszę szczerze przyznać, że nie zawiodłam się. Kosmetyk ma treściwą i dość gęstą konsystencję, rewelacyjnie nawilża i odżywia nawet bardzo suchą skórę. Najlepsze jest to, że działa długotrwale, nie znika z powierzchni skóry, tylko przenika ją i czyni aksamitnie miękką, nawilżenie utrzymuje się przez wiele godzin. Do tego ma cudowny (choć dość intensywny) zapach! Zdecydowanie jeszcze kiedyś do niego wrócę, póki co, muszę uporać się z całą górą produktów, które czekają w kolejce ;)


Skin So Soft Supreme Nourishment


Na koniec pozostawiłam sobie makijaż, w tej kategorii produktem najczęściej używanym był podkład True Match L'OREAL Paris w nowej formule, mój odcień to N.2 Vanilla. Kosmetyk ten jest bardzo lekki, ma lejącą się konsystencję i średnie krycie, którego raczej nie zbudujemy. Kiedy aplikowałam go pierwszy raz (zawsze robiłam to palcami), miałam wrażenie "pudrowości" na twarzy, sądziłam że będzie to jeden z podkładów, które czuć na twarzy w mało komfortowy sposób. Otóż nic bardziej mylnego, pod wpływem ciepła podkład stapia się ze skórę, dając bardzo naturalny efekt rozświetlonej, wypoczętej cery. Byłabym 100% na tak, gdyby nie fakt, że podkład nie należy do specjalnie trwałych, wytrzymywał u mnie ok. 6 godzin w nienagannym stanie, potem zwyczajnie znikał ze "strefy T" (muszę dodać, że staram się w ciągu dnia nie dotykać twarzy).
Podsumowując, podkład świetnie sprawdzi się u osób z cerą bez większych problemów, które nie wymagają mocnego krycia, a raczej oczekują wyrównania kolorytu i naturalnego efektu, trwałością niestety nie grzeszy.
Cena podkładu to ok. 40 zł.


L'Oreal True Match

sobota, 27 lutego 2016

INGLOT HD Lip Tint Matte - recenzja

Modna nowość na walentynki


Dwa tygodnie temu INGLOT wprowadził do swojej oferty matowe pomadki w płynie HD Lip Tint Matte. Jako, że ostatnimi czasy jestem zakochana w produktach tego typu, w mojej kosmetyczce nie mogło zabraknąć i tych cudeniek. W dzień premiery pobiegłam więc do salonu INGLOTA, żeby zakupić dwa upatrzone kolory pod pretekstem walentynkowego prezentu ode mnie dla siebie (w końcu każda okazja jest dobra, żeby wybrać się na kosmetyczne zakupy ;) ).



INGLOT HD Lip Tint Matte


Do wyboru, do koloru


Produkt występuje w 10 kolorach od klasycznych "nudziaków" poprzez odcienie różu, czerwień aż do czekolady, każdy znajdzie coś dla siebie. Kolory na stronie są całkiem wiernie oddane, więc zakup przez internet nie jest loterią, chociaż oczywiście najlepiej przetestować je na żywo, ponieważ mają konsystencję, która nie każdemu przypadnie do gustu, ale o tym w dalszej części. Proste, minimalistczne opakowanie zawiera 5,5 g produktu, za który zapłacimy 45 zł.
Jeśli chodzi o właściwości pomadki, to producent deklaruje jedwabiście matowe wykończenie, bardzo dobre krycie oraz długotrwały efekt. A jak jest w rzeczywistości?

Kolory, na które się zdecydowałam to nr 15, czyli przepiękny, głęboki jagodowy odcień i 17 - klasyczny ciepły beż, bardzo ładny, naturalny odcień, nie wygląda trupio na ustach.



INGLOT HD Lip Tint Matte nr 15



INGLOT HD Lip Tint Matte nr 17




Tak oba odcienie prezentują się na skórze



Pierwsze wrażenie


Konsystencja pomadek jest dość tępa, nie są tak przyjemne i aksamitne, jak moje ukochane Bourjois Rouge Edition Velvet. Jeśli chodzi o krycie, to jedna warstwa nie jest wystarczająca, aby uzyskać pełne krycie pomadki, należy dołożyć drugą.

Pomimo, że jest to produkt matowy, posiada połyskujące drobinki (w salonie tego nie zauważyłam), co z pewnością nie każdemu się spodoba. Efekt nie jest nachalny i całkiem ciekawie się to prezentuje.

Jeśli chodzi o komfort noszenia, to nie mogę się wypowiedzieć jednoznacznie, ponieważ pomadki które posiadam znacznie się od siebie różnią pod tym względem. Kolor nr 15 jest aksamitny, nie ściąga zbyt bardzo ust, nie przesusza ich nadmiernie, dużo dłużej pozostawia je w nienagannym stanie. Jeśli chodzi o nr 17, sprawa wygląda zupełnie inaczej, usta są bardziej suche zaraz po zastosowaniu, pomadka nieładnie zbiera się na wewnętrznej krawędzi warg. Różnicę widać na zdjęciach powyżej. Dodam jeszcze, że obie pomadki stosowałam na przygotowane wcześniej usta, czyli po peelingu  i nawilżone balsamem.
Nr 17 dodatkowo dziwnie się rozwarstwia w opakowaniu, jakby był nieświeży, a przecież kupiłam je w tym samym czasie i przechowuję w takich samych warunkach, nie wiem, czym może to być spowodowane. (Aktualizacja: złożyłam reklamację w salonie, została rozpatrzona pozytywnie)

Ogromny plus należy się temu produktowi za trwałość, po aplikacji całkowicie zastyga, nie ma więc ryzyka wytarcia jej niechcący, po zrobieniu swatchy próbowałam usunąć produkt wodą z mydłem, ale ruszył ją dopiero płyn dwufazowy. HD Lip Tint Matte dzielnie znosi jedzenie i picie, u mnie spokojnie utrzymuje się ok. 5 godzin bez poprawek.



Podsumowując, jest to bardzo dobry produkt, obietnice producenta zostały spełnione, no i te przepiękne kolory! Zachęcam do testowania :D

A Wy, miałyście już do czynienia z pomadkami matowymi INGLOT? :)






piątek, 12 lutego 2016

Ulubieńcy stycznia i lutego 2016

Miałam w planie post o ulubieńcach stycznia, ale zastała mnie połowa lutego, a w moich ulubionych kosmetykach nie pojawiło się nic nowego, postanowiłam więc zrobić zbiorczą recenzję z dwóch miesięcy. Zatem do dzieła! :D

Swoje zestawienie ulubionych kosmetyków początku 2016 rozpocznę od absolutnego hitu, jakim jest intensywnie nawilżający krem pod oczy Bobbi Brown Extra Eye Repair. Moją okolicę pod oczami mogę określić tylko jednym słowem - problematyczna. Moją zmorą są duże zasinienia i bardzo sucha skóra, która zdecydowanie wymaga specjalnej troski, konieczne jest więc stosowanie bardzo treściwych i odżywiających kremów. Przez moje ręce przeszło ich już naprawdę wiele, ale działanie w najlepszym przypadku było odczuwalne tylko przez chwilę po zastosowaniu. 

W przypadku kremu Bobbi Brown jest zupełnie inaczej, ma bardzo gęstą konsystencję masła, aby go zaaplikować dobrze najpierw ogrzać go w palcach. Stosuję go na noc, więc mogę sobie pozwolić na grubszą warstwę, rankiem skóra jest idealnie napięta i odżywiona, krem pozostawia na niej coś w rodzaju filmu, jakby ochronnej warstwy. Podsumowując, jest to najlepszy krem pod oczy jakiego kiedykolwiek miałam przyjemność używać, myślę że przypadnie do gustu wszystkim osobom, które mają problemy z obszarem pod oczami. Jeśli chodzi o wady, to niestety ma jedną zasadniczą - cenę, ponieważ za słoiczek o pojemności 15ml musimy zapłacić 290zł, ale należy szczerze przyznać, że jest wart każdej wydanej złotówki.



BOBBI BROWN Extra Eye Repair Cream



Kosmetykiem do makijażu, który zdecydowanie zasłużył na wyróżnienie jest nowość od Catrice płynny korektor High Coverage Concealer. Produkt ten jest dostępny w dwóch wersjach kolorystycznych: 010 porcelain - kolor bardzo jasny o wyraźnie różowych tonach i 020 light beige - ciepły, jasny odcień zdecydowanie żółty.

Nazwa korektora (a właściwie płynnego kamuflażu) sugeruje nam bardzo dobre krycie, producent rekomenduje go do maskowania cieni pod oczami, zapewnia o jego wodoodporności oraz o tym, że nie przesusza on skóry. Brzmi świetnie, tym bardziej, że wszystkie te wspaniałości możemy mieć już za 15,99 zł, a jak jest w rzeczywistości?

 Po pierwsze: krycie
- tak, pod warunkiem, że nie macie bardzo ciemnych sińców pod oczami, te mogą nieco przebijać, z niedoskonałościami natomiast radzi sobie bardzo fajnie
- używam go głównie jako bazy pod cienie, zastyga, nie roluje się, poprawia trwałość i wygląd cieni, więc tu duży plus;

Po drugie: wodoodporność
- tak, do pewnego stopnia, kilka kropli wody mu niestraszne, żeby zmyć go z ręki musiałam chwilę szorować, więc jeśli łzawią Wam oczy, to korektor pozostanie na miejscu, z twarzy również trudno go będzie zetrzeć, nie zniknie więc w trakcie dnia;

Po trzecie: przesuszanie skóry
- nie zauważyłam, mimo że jest to produkt zastygający;

Podsumowując, jest to bardzo dobry korektor, świetny zarówno do ukrywania zasinień pod oczami, jako baza pod cienie, a także do ukrywania niedoskonałości cery. Występuje w dwóch odcieniach - z żółtymi i różowymi tonami. Jedyne, co należy wziąć pod uwagę przy zakupie, to fakt, że nieco ciemnieje, warto więc wypróbować go na ręku, przejść się po drogerii i wtedy podjąć decyzję. Aktualnie produkt jest trudno dostępny stacjonarnie (przynajmniej u mnie w mieście), rozchodzi się jak ciepłe bułeczki, więc warto uzbroić się w cierpliwość, jeśli chcecie go zobaczyć na żywo ;)



CATRICE Liquid Camouflage High Coverage Concealer



Tak prezentuje się CATRICE Liquid Camouflage zaraz po aplikacji (prawa strona) i roztarty (z lewej)

Poza dobrym korektorem, niezbędnym elementem idealnego makijażu, nie tylko dla mnie, ale pewnie także dla wielu z Was jest niezawodny podkład. Mówiąc o takim podkładzie, mam na myśli Inglot HD Perfect Coverup, posiadam ten w kolorze 71. 

Produkt jest zapewne dobrze znany wielu fankom makijażu, można go kochać lub nienawidzić, ale z pewnością nie da się przejść obok niego obojętnie. Z pewnością nie można go nazwać lekkim podkładem, ma gęstą konsystencję, jest kryjący, ale na twarzy wygląda naturalnie, nie tworzy efektu maski (oczywiście pod warunkiem, że nie przesadzimy z grubością nakładanej warstwy ;) ). Rozprowadzanie go palcami jest dość uciążliwe, polecam używanie do tego celu gąbki (u mnie Real Techniques) lub pędzla, chociaż pędzlem ciężej uzyskać naturalny efekt. Podkład świetnie sprawdza się przy zdjęciach makijaży, nie błyszczy się, za to pięknie i równomiernie odbija światło dobrze dobrany kolor wygląda jak druga skóra

Świetny produkt godny polecenia zwłaszcza osobom ze skórą normalną lub mieszaną. Ogromnym plusem jest opakowanie z "tłoczkiem", dzięki któremu bez trudu wydobędziemy produkt do ostatniej kropli.

Za 35 ml podkładu zapłacimy 79zł, jestem na TAK :D



INGLOT HD Perfect Coverup



Moją najnowszą makijażową miłością są produkty do konturowania i ocieplania karnacji, nie mogło więc zabraknąć produktu z tej kategorii w ulubionych.
Najnowszym nabytkiem jest bronzer Ultra Bronze od Makeup Revolution. Jest to produkt matowy o ciepłym odcieniu, więc nie nada się do konturowania twarzy, a raczej do nadania zdrowego kolorytu, jak po słonecznym urlopie. Konsystencja jest bardzo przyjemna, dość miękka, satynowa, co sprawia, że bez problemu nabierzemy go na pędzel i z łatwością rozprowadzimy na wybranych partiach twarzy, ale należy go aplikować z wyczuciem, żeby nie zrobić plam. 

Produkt jest więc godny polecenia w swojej kategorii cenowej, ponadto świetnie sprawdzi się przy różnych karnacjach, gdyż możemy stopniować intensywność. Bronzer jest ogromny, opakowanie zawiera AŻ 15g produktu i możemy go mieć za jedyne 15zł, rewelacyjny stosunek jakości do ceny!



MAKEUP REVOLUTION Ultra Bronze



MAKEUP REVOLUTION Ultra Bronze



Na koniec zostawiłam sobie świecidełko :D
Ulubionym rozświetlaczem miesiąca został Diamond Illuminator marki Wibo. Konsystencja produktu jest dość sucha, jednak nie ma problemu z jego aplikacją. Pozostawia na twarzy piękny połysk, daje bardzo elegancki efekt, który można stopniować wedle upodobań. Odcień rozświetlacza to piękne złoto, bez jakichkolwiek brokatowych drobinek. Produkt dostępny w Rossamnnie za ok. 10 zł.



WIBO Diamond Iluminator



WIBO Diamond Iluminator




To już wszyscy moi ulubieńcy, trafiłam sporo perełek w ostatnim czasie. Chętnie poczytam na temat Waszych. A może testowaliście któryś z opisanych produktów? Jak się sprawdził?




Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.