sobota, 27 lutego 2016

INGLOT HD Lip Tint Matte - recenzja

Modna nowość na walentynki


Dwa tygodnie temu INGLOT wprowadził do swojej oferty matowe pomadki w płynie HD Lip Tint Matte. Jako, że ostatnimi czasy jestem zakochana w produktach tego typu, w mojej kosmetyczce nie mogło zabraknąć i tych cudeniek. W dzień premiery pobiegłam więc do salonu INGLOTA, żeby zakupić dwa upatrzone kolory pod pretekstem walentynkowego prezentu ode mnie dla siebie (w końcu każda okazja jest dobra, żeby wybrać się na kosmetyczne zakupy ;) ).



INGLOT HD Lip Tint Matte


Do wyboru, do koloru


Produkt występuje w 10 kolorach od klasycznych "nudziaków" poprzez odcienie różu, czerwień aż do czekolady, każdy znajdzie coś dla siebie. Kolory na stronie są całkiem wiernie oddane, więc zakup przez internet nie jest loterią, chociaż oczywiście najlepiej przetestować je na żywo, ponieważ mają konsystencję, która nie każdemu przypadnie do gustu, ale o tym w dalszej części. Proste, minimalistczne opakowanie zawiera 5,5 g produktu, za który zapłacimy 45 zł.
Jeśli chodzi o właściwości pomadki, to producent deklaruje jedwabiście matowe wykończenie, bardzo dobre krycie oraz długotrwały efekt. A jak jest w rzeczywistości?

Kolory, na które się zdecydowałam to nr 15, czyli przepiękny, głęboki jagodowy odcień i 17 - klasyczny ciepły beż, bardzo ładny, naturalny odcień, nie wygląda trupio na ustach.



INGLOT HD Lip Tint Matte nr 15



INGLOT HD Lip Tint Matte nr 17




Tak oba odcienie prezentują się na skórze



Pierwsze wrażenie


Konsystencja pomadek jest dość tępa, nie są tak przyjemne i aksamitne, jak moje ukochane Bourjois Rouge Edition Velvet. Jeśli chodzi o krycie, to jedna warstwa nie jest wystarczająca, aby uzyskać pełne krycie pomadki, należy dołożyć drugą.

Pomimo, że jest to produkt matowy, posiada połyskujące drobinki (w salonie tego nie zauważyłam), co z pewnością nie każdemu się spodoba. Efekt nie jest nachalny i całkiem ciekawie się to prezentuje.

Jeśli chodzi o komfort noszenia, to nie mogę się wypowiedzieć jednoznacznie, ponieważ pomadki które posiadam znacznie się od siebie różnią pod tym względem. Kolor nr 15 jest aksamitny, nie ściąga zbyt bardzo ust, nie przesusza ich nadmiernie, dużo dłużej pozostawia je w nienagannym stanie. Jeśli chodzi o nr 17, sprawa wygląda zupełnie inaczej, usta są bardziej suche zaraz po zastosowaniu, pomadka nieładnie zbiera się na wewnętrznej krawędzi warg. Różnicę widać na zdjęciach powyżej. Dodam jeszcze, że obie pomadki stosowałam na przygotowane wcześniej usta, czyli po peelingu  i nawilżone balsamem.
Nr 17 dodatkowo dziwnie się rozwarstwia w opakowaniu, jakby był nieświeży, a przecież kupiłam je w tym samym czasie i przechowuję w takich samych warunkach, nie wiem, czym może to być spowodowane. (Aktualizacja: złożyłam reklamację w salonie, została rozpatrzona pozytywnie)

Ogromny plus należy się temu produktowi za trwałość, po aplikacji całkowicie zastyga, nie ma więc ryzyka wytarcia jej niechcący, po zrobieniu swatchy próbowałam usunąć produkt wodą z mydłem, ale ruszył ją dopiero płyn dwufazowy. HD Lip Tint Matte dzielnie znosi jedzenie i picie, u mnie spokojnie utrzymuje się ok. 5 godzin bez poprawek.



Podsumowując, jest to bardzo dobry produkt, obietnice producenta zostały spełnione, no i te przepiękne kolory! Zachęcam do testowania :D

A Wy, miałyście już do czynienia z pomadkami matowymi INGLOT? :)






piątek, 12 lutego 2016

Ulubieńcy stycznia i lutego 2016

Miałam w planie post o ulubieńcach stycznia, ale zastała mnie połowa lutego, a w moich ulubionych kosmetykach nie pojawiło się nic nowego, postanowiłam więc zrobić zbiorczą recenzję z dwóch miesięcy. Zatem do dzieła! :D

Swoje zestawienie ulubionych kosmetyków początku 2016 rozpocznę od absolutnego hitu, jakim jest intensywnie nawilżający krem pod oczy Bobbi Brown Extra Eye Repair. Moją okolicę pod oczami mogę określić tylko jednym słowem - problematyczna. Moją zmorą są duże zasinienia i bardzo sucha skóra, która zdecydowanie wymaga specjalnej troski, konieczne jest więc stosowanie bardzo treściwych i odżywiających kremów. Przez moje ręce przeszło ich już naprawdę wiele, ale działanie w najlepszym przypadku było odczuwalne tylko przez chwilę po zastosowaniu. 

W przypadku kremu Bobbi Brown jest zupełnie inaczej, ma bardzo gęstą konsystencję masła, aby go zaaplikować dobrze najpierw ogrzać go w palcach. Stosuję go na noc, więc mogę sobie pozwolić na grubszą warstwę, rankiem skóra jest idealnie napięta i odżywiona, krem pozostawia na niej coś w rodzaju filmu, jakby ochronnej warstwy. Podsumowując, jest to najlepszy krem pod oczy jakiego kiedykolwiek miałam przyjemność używać, myślę że przypadnie do gustu wszystkim osobom, które mają problemy z obszarem pod oczami. Jeśli chodzi o wady, to niestety ma jedną zasadniczą - cenę, ponieważ za słoiczek o pojemności 15ml musimy zapłacić 290zł, ale należy szczerze przyznać, że jest wart każdej wydanej złotówki.



BOBBI BROWN Extra Eye Repair Cream



Kosmetykiem do makijażu, który zdecydowanie zasłużył na wyróżnienie jest nowość od Catrice płynny korektor High Coverage Concealer. Produkt ten jest dostępny w dwóch wersjach kolorystycznych: 010 porcelain - kolor bardzo jasny o wyraźnie różowych tonach i 020 light beige - ciepły, jasny odcień zdecydowanie żółty.

Nazwa korektora (a właściwie płynnego kamuflażu) sugeruje nam bardzo dobre krycie, producent rekomenduje go do maskowania cieni pod oczami, zapewnia o jego wodoodporności oraz o tym, że nie przesusza on skóry. Brzmi świetnie, tym bardziej, że wszystkie te wspaniałości możemy mieć już za 15,99 zł, a jak jest w rzeczywistości?

 Po pierwsze: krycie
- tak, pod warunkiem, że nie macie bardzo ciemnych sińców pod oczami, te mogą nieco przebijać, z niedoskonałościami natomiast radzi sobie bardzo fajnie
- używam go głównie jako bazy pod cienie, zastyga, nie roluje się, poprawia trwałość i wygląd cieni, więc tu duży plus;

Po drugie: wodoodporność
- tak, do pewnego stopnia, kilka kropli wody mu niestraszne, żeby zmyć go z ręki musiałam chwilę szorować, więc jeśli łzawią Wam oczy, to korektor pozostanie na miejscu, z twarzy również trudno go będzie zetrzeć, nie zniknie więc w trakcie dnia;

Po trzecie: przesuszanie skóry
- nie zauważyłam, mimo że jest to produkt zastygający;

Podsumowując, jest to bardzo dobry korektor, świetny zarówno do ukrywania zasinień pod oczami, jako baza pod cienie, a także do ukrywania niedoskonałości cery. Występuje w dwóch odcieniach - z żółtymi i różowymi tonami. Jedyne, co należy wziąć pod uwagę przy zakupie, to fakt, że nieco ciemnieje, warto więc wypróbować go na ręku, przejść się po drogerii i wtedy podjąć decyzję. Aktualnie produkt jest trudno dostępny stacjonarnie (przynajmniej u mnie w mieście), rozchodzi się jak ciepłe bułeczki, więc warto uzbroić się w cierpliwość, jeśli chcecie go zobaczyć na żywo ;)



CATRICE Liquid Camouflage High Coverage Concealer



Tak prezentuje się CATRICE Liquid Camouflage zaraz po aplikacji (prawa strona) i roztarty (z lewej)

Poza dobrym korektorem, niezbędnym elementem idealnego makijażu, nie tylko dla mnie, ale pewnie także dla wielu z Was jest niezawodny podkład. Mówiąc o takim podkładzie, mam na myśli Inglot HD Perfect Coverup, posiadam ten w kolorze 71. 

Produkt jest zapewne dobrze znany wielu fankom makijażu, można go kochać lub nienawidzić, ale z pewnością nie da się przejść obok niego obojętnie. Z pewnością nie można go nazwać lekkim podkładem, ma gęstą konsystencję, jest kryjący, ale na twarzy wygląda naturalnie, nie tworzy efektu maski (oczywiście pod warunkiem, że nie przesadzimy z grubością nakładanej warstwy ;) ). Rozprowadzanie go palcami jest dość uciążliwe, polecam używanie do tego celu gąbki (u mnie Real Techniques) lub pędzla, chociaż pędzlem ciężej uzyskać naturalny efekt. Podkład świetnie sprawdza się przy zdjęciach makijaży, nie błyszczy się, za to pięknie i równomiernie odbija światło dobrze dobrany kolor wygląda jak druga skóra

Świetny produkt godny polecenia zwłaszcza osobom ze skórą normalną lub mieszaną. Ogromnym plusem jest opakowanie z "tłoczkiem", dzięki któremu bez trudu wydobędziemy produkt do ostatniej kropli.

Za 35 ml podkładu zapłacimy 79zł, jestem na TAK :D



INGLOT HD Perfect Coverup



Moją najnowszą makijażową miłością są produkty do konturowania i ocieplania karnacji, nie mogło więc zabraknąć produktu z tej kategorii w ulubionych.
Najnowszym nabytkiem jest bronzer Ultra Bronze od Makeup Revolution. Jest to produkt matowy o ciepłym odcieniu, więc nie nada się do konturowania twarzy, a raczej do nadania zdrowego kolorytu, jak po słonecznym urlopie. Konsystencja jest bardzo przyjemna, dość miękka, satynowa, co sprawia, że bez problemu nabierzemy go na pędzel i z łatwością rozprowadzimy na wybranych partiach twarzy, ale należy go aplikować z wyczuciem, żeby nie zrobić plam. 

Produkt jest więc godny polecenia w swojej kategorii cenowej, ponadto świetnie sprawdzi się przy różnych karnacjach, gdyż możemy stopniować intensywność. Bronzer jest ogromny, opakowanie zawiera AŻ 15g produktu i możemy go mieć za jedyne 15zł, rewelacyjny stosunek jakości do ceny!



MAKEUP REVOLUTION Ultra Bronze



MAKEUP REVOLUTION Ultra Bronze



Na koniec zostawiłam sobie świecidełko :D
Ulubionym rozświetlaczem miesiąca został Diamond Illuminator marki Wibo. Konsystencja produktu jest dość sucha, jednak nie ma problemu z jego aplikacją. Pozostawia na twarzy piękny połysk, daje bardzo elegancki efekt, który można stopniować wedle upodobań. Odcień rozświetlacza to piękne złoto, bez jakichkolwiek brokatowych drobinek. Produkt dostępny w Rossamnnie za ok. 10 zł.



WIBO Diamond Iluminator



WIBO Diamond Iluminator




To już wszyscy moi ulubieńcy, trafiłam sporo perełek w ostatnim czasie. Chętnie poczytam na temat Waszych. A może testowaliście któryś z opisanych produktów? Jak się sprawdził?




czwartek, 4 lutego 2016

Kolor na pochmurny dzień - 144 Eyeshadow Palette Makeup Revolution




Za oknem pochmurno i jesień na całego, więc przyszedł mi do głowy kolorowy makijaż na poprawę humoru. Jednocześnie będzie to mój blogowy debiut :)

Wszystkie cienie pochodzą z mojej nowej palety 144 cieni od Makeup Revolution. Warto wspomnieć o niej kilka słów, cienie są całkiem nieźle napigmentowane, o przyjemnej konsystencji, co sprawia że praca z nimi jest przyjemnością, bardzo dobrze się rozcierają, nie robią smug ani plam. Kolejnym atutem jest trwałość, nie rolują się na powiece, nie zbierają w załamaniach, nie tracą na intensywności. Oczywiście, podstawą każdego makijażu oczu jest dobra baza, należy o tym pamiętać, jeśli chcemy uzyskać efekt na najwyższym poziomie i wykorzystać w pełni potencjał ceni, z którymi pracujemy.

Podsumowując Makeup Revolution kolejny raz świetnie się spisało!



MAKEUP REVOLUTION 144 Eyeshadow Palette



Oto wynik mojej zabawy kolorami :)




Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.