środa, 6 grudnia 2017

Makijaż do sesji zdjęciowej - naturalny i świeży

W weekend spotkałam się z Eweliną, z którą miałam okazję współpracować już kilka razy. Tym razem postawiłyśmy na rozświetloną cerę, delikatny makijaż oka i wyraźny akcent na usta (z których jestem bardzo zadowolona). Na środek ust użyłam odrobinę rozświetlacza, który znajdował się również na twarzy, efekt moim zdaniem jest piękny, na żywo wyglądało to jeszcze lepiej.

Dwa pierwsze zdjęcia wykonane przeze mnie zaraz po zrobieniu makijażu, autorką sesji jest Antonina Car, serdecznie zapraszam na jej Facebooka:



















Co sądzicie o efektach tej współpracy? Ja jestem bardzo zadowolona :D




 

środa, 29 listopada 2017

Zakupy i nowości, czyli co ostatnio wpadło w moje ręce

W listopadzie całkiem sporo się u mnie działo, jeśli chodzi o zakupy i kosmetyczne nowości. Przyczynił się do tego między innymi Black Friday i promocja na produkty, które interesowały mnie od jakiegoś czasu, ale czekały w kolejce na liście "muszę to mieć" ;) Nie muszę chyba dodawać, że lista jest bardzo długa i w miarę dokonywanych zakupów wcale się nie zmniejsza?

Dziś przychodzę do Was z krótkim opisem moich łupów.


Paleta JUVIA'S PLACE MASQUERADE


Przyznam bez bicia, że wzdychałam do tej palety jak do żadnej innej i postanowiłam, że muszę ją mieć. O paletach JUVIA'S PLACE zrobiło się ostatnio bardzo głośno, wszyscy jednogłośnie chwalą pigmentację i konsystencję cieni. Do tego gama produktów jest bardzo bogata i znaleźć w niej możemy mnóstwo pięknych, nietuzinkowych kolorów.

Z pewnością niebawem opublikuję na blogu recenzję tej palety. Jesteście ciekawe?



JUVIA'S PLACE Masquerade



Lakiery hybrydowe SEMILAC


W oczekiwaniu na świąteczno - sylwestrowy czas postanowiłam sprawić sobie dwie nowe hybrydowe błyskotki i piękną perłową czerwień.

Amazing Amethyst pochodzi z kolekcji stworzonej dla Semilac przez Youtuberkę Maxineczkę. Jest to cudowny pół-transparentny lakier z różowymi i fioletowymi drobinami różnej wielkości. Będzie wyglądał cudownie w połączeniu z moim ukochanym 034 Mardi Gras, ale oczywiście będę szukała dla niego również innych zastosowań.

Gold Disco - pół-transparentny lakier z mnóstwem srebrno-złotych brokatowych drobinek, które cudownie mienią się w sztucznym świetle. Widziałam go na zdjęciach wielokrotnie i jakoś nigdy mnie szczególnie nie fascynował. Postanowiłam w końcu go sobie sprawić pod kątem zaplanowanych konkretnych stylizacji i powiem Wam, że ten lakier to coś absolutnie cudownego!

Pearl Red - wiśniowa czerwień o perłowym wykończeniu, głęboki, intensywny kolor, idealny do wykonania manicure na kolację wigilijną i zimowych zdobień.



SEMILAC Gold Disco, Amazing Amethyst, Pearl Red


Pomadki i konturówka HUDA BEAUTY


Z okazji rabatu 20% w Sephorze sprawiłam sobie zestaw składający się z miniaturek pomadek Trophy Wife i brokatowej Shameless oraz konturówki Trophy Wife. Całość zamknięta w uroczej puszce w kształcie ust. 
Produkty testowałam póki co tylko raz, ale mogę już powiedzieć, że konturówka to mistrzostwo świata! Utrzymuje się doskonale przez długie godziny i jest wodoodporna, nic jej nie rusza. Jest dość miękka by pozwolić na swobodne wyrysowanie konturu, ale jednocześnie niezwykle precyzyjna.


Paczka powitalna od SIGMA BEAUTY


Dwa miesiące temu otrzymałam maila od przedstawicielki firmy Sigma Beauty z propozycją dołączenia do programu Sigma PRO, dedykowanego profesjonalistom i pasjonatom makijażu. Jednym z przywilejów, jakie oferuje marka jest zakup produktów w preferencyjnych cenach. Dodatkowo dostałam paczkę powitalną z mini pędzelkiem do blendowania, podkładką do mycia pędzli, pojedynczym cieniem do powiek i szamponem do prania pędzli.

Produkty nie były jeszcze przeze mnie używane, ale z pewnością dam znać, jak przebiegły testy.



Nowości z ostatnich tygodni





A co Wam wpadło ciekawego w ręce w ostatnim czasie? Zaszalałyście z okazji Black Friday?





niedziela, 19 listopada 2017

Palety cieni, jakie wybrać na początek?

Od czego zacząć?


To pytanie, które szczególnie często pojawia się na forach dla wizażystek i pasjonatek makijażu. Według mnie nie ma jednej właściwej odpowiedzi. Rodzaj produktów, jakimi się posługujemy zależy bowiem od indywidualnych preferencji, każdemu sprawdzi się coś innego. Chciałabym jednak podpowiedzieć Wam, na które palety warto zwrócić uwagę, by nie zniechęcić się do makijażu już na starcie.

Zapraszam do lektury wszystkich, poszukujących sprawdzonych, godnych zaufania produktów, które pozwolą wyczarować najbardziej wymyślne makijaże, ale także będą doskonałe do codziennego użytku.



Palety cieni na początek



Palety cieni ZOEVA


Według mnie jedne z lepszych palet, które są powszechnie dostępne (niestety tylko w sklepach internetowych, stacjonarnie raczej nie do dostania). Uważam, że to świetne i stosunkowo niedrogie cienie do powiek, od których warto zacząć swoją przygodę z makijażem.

Konsystencja cieni ZOEVA jest niezwykle przyjemna i miękka, co sprawia, że doskonale się z nimi pracuje. Nabranie ich na pędzel nie stanowi problemu, warto jednak mieć na uwadze, że dzięki ich strukturze można przesadzić z ilością produktu na pędzlu, polecała bym raczej aplikować je stopniowo. Blendowanie cieni, łączenie ich ze sobą i stopniowanie intensywności to czysta przyjemność.

Marka ZOEVA ma w ofercie palety z cieniami w wielu zestawieniach kolorystycznych, od neutralnych brązów do codziennego użytku po cienie perłowe i intensywne, żywe kolory. Wszystkie są genialnie napigemntowane. Ponadto, każda paleta posiada jasny beżowy matowy cień, dzięki czemu nie musimy podczas wykonywania makijażu szukać innych produktów.

Cena palety zawierającej 10 cieni to 89,90 zł.



Palety cieni ZOEVA


 Cienie INGLOT


W zestawieniu palet cieni do powiek nie mogło zabraknąć INGLOTA. Największą zaletą cieni tej marki jest fakt, że mają one postać wkładów magnetycznych, które możemy dowolnie ze sobą komponować. Dzięki Freedom System - systemowi kasetek magnetycznych w różnych kształtach i rozmiarach, nasze cienie będą uporządkowane, zabezpieczone przed uszkodzeniami i, co najważniejsze, w takiej konfiguracji, jaka jest nam aktualnie potrzebna.

Same cienie są bardzo dobrej jakości, ich konsystencja jest bardziej sucha niż ZOEVY, co sprawia, że mogą się nieco osypywać, jeśli przesadzimy z ilością produktu na pędzlu. Pigmentację oceniam jako dobrą (choć są również wybitne wyjątki jak moja ukochana kolekcja What a Spice), można stopniować intensywność, dlatego cienie INGLOT świetnie sprawdzą się dla osób z mniej wprawną ręką.

Cena pojedynczego wkładu to 15zł.


Paleta cieni INGLOT Freedom System



Cienie MELKIOR PROFESSIONAL


Jako ostatnie chciałabym polecić Wam cienie MELKIOR PROFESSIONAL. Są one jednym z moich najnowszych odkryć. Podobnie jak w przypadku cieni INGLOT, te również występują w postaci wkładów magnetycznych (choć można je kupić także w opakowaniach). Cienie oferowane są w trzech wykończeniach: matowym, satynowym oraz metalicznym, mamy również do dyspozycji cienie wypiekane.

Ja w swojej kolekcji mam tylko cienie matowe i jestem nimi zachwycona. Konsystencję określiła bym na coś pomiędzy ZOEVA a INGLOT, są aksamitne i świetnie się nimi pracuje. Pigmentacja jest wybitna, należy więc aplikować je stopniowo, żeby uniknąć plam koloru. Na szczęście cienie wybaczają błędy i pozwalają skorygować pomyłki. To jedne z tych produktów, które "pracują za nas". Nieco się osypują, ale przy takiej pigmentacji i najwyższej jakości można im to wybaczyć.

Paleta kolorów jest tak bogata, że trudno zdecydować się tylko na parę sztuk, jednocześnie mamy ten komfort, że znajdziemy w niej w zasadzie wszystko. Jeśli wymyślicie sobie jakiś odcień, którego w danej chwili Wam brakuje, z pewnością MELKIOR go ma ;)

Koszt jednego cienia w formie wkładu magnetycznego to 22zł.



Cienie MELKIOR PROFESSIONAL



Tak przedstawia się moje zestawienie produktów, które z czystym sumieniem poleciła bym zarówno osobie początkującej, jak i tej, która ma określone oczekiwania względem cieni do powiek. Różnią się od siebie konsystencją oraz tym jak zachowują się na powiece, jednak łączą je trzy najbardziej istotne dla produktów tego typu cech: genialna trwałość, pigmentacja i fakt, że można je łączyć z cieniami innych marek (co nie w każdym przypadku jest oczywiste.

Najwyższa jakość od początku


Uważam, że każda osoba, która pasjonuje się makijażem, albo chciała by zacząć przygodę z malowaniem siebie lub innych, powinna inwestować w produkty jak najlepszej jakości. Nie uważam, żeby produkty z górnej półki były zarezerwowane wyłącznie dla profesjonalistów. Jeśli możemy uczyć się stosując najlepsze narzędzia, warto je wybierać, nauka będzie przyjemniejsza i zdecydowanie ułatwiona.

Na koniec mam jeszcze dla Was jedną ważną uwagę - żaden, nawet najlepszy cień nie pozwoli uzyskać świetnych efektów i nie zachwyci trwałością, czy pigmentacją, jeśli nie będzie aplikowany na odpowiednią bazę. Właściwe przygotowanie powieki jest niezbędne, jak odpowiednie płótno do malowania obrazu.

Jestem bardzo ciekawa, czy moje zestawienie pomogło Wam znaleźć produkt na miarę potrzeb? Być może zadawaliście sobie pytanie od czego zacząć i jakie cienie wybrać na początek?

A może macie własne propozycje cieni wartych uwagi?







wtorek, 14 listopada 2017

Puder RIMMEL MATCH PERFECTION - recenzja

Poszukiwania "złotego środka"


Jak już wspominałam wiele razy, mam bardzo suchą i cienką skórę pod oczami, która wymaga szczególnego traktowania. Koniecznością jest stosowanie odpowiedniej pielęgnacji, ale poza tym również kosmetyków, które nie obciążą tego miejsca i nie podkreślą załamań skóry. 

Produktami do makijażu, bez których nie mogę się obejść i do których muszę mieć pełne zaufanie są więc korektor i puder pod oczy. Ten pierwszy musi być dość mocno kryjący, drugi powinien rozjaśniać i wygładzać obszar pod oczami. Każda z Was, która boryka się z podobnymi do moich problemami wie, jak trudno dobrać odpowiednie produkty do ich skutecznego kamuflowania.

Dobry puder z drogerii?


Coraz częściej możemy się przekonać, że to możliwe. Producenci kosmetyków, które znajdziemy na drogeryjnych półkach muszą sprostać wymaganiom konsumentów i podążać za konkurencją, dzięki temu od pewnego czasu możemy cieszyć się kosmetykami coraz wyższej jakości. Jedną z takich drogeryjnych perełek jest właśnie puder sypki RIMMEL Match Perfection.

Sięgnęłam po niego zupełnie przypadkiem i w ciemno, oczywiście w Rossmannie nie było testera... I okazał się on strzałem w dziesiątkę! Ale może po kolei.

Dotychczas całkiem nieźle z utrwalaniem korektora pod oczami radził sobie puder w kamieniu RIMMEL Lasting Finish. Jednak nie przepadam za taką formułą pudrów, zdecydowanie lepiej pracuje mi się z produktami sypkimi. Postanowiłam więc poszukać dla niego zamiennika.

Rozjaśnienie, wygładzenie, utrwalenie


Puder RIMMEL Match Perfection, według moich ustaleń, występuje tylko w odcieniu - 001 Transparent. W opakowaniu ma ona bardzo jasny delikatnie beżowy kolor z różowymi tonami, jednak po nałożeniu na skórę jest zupełnie niewidoczny. Puder jest bardzo drobniutko zmielony i aksamitny w dotyku, dzięki czemu doskonale stapia się ze skórą.

Używam go tylko pod oczy i sprawdza się idealnie, przepięknie wygładza skórę, a dzięki bardzo delikatnym dorbinkom odbija światło. Jak już mówiłam, konsystencja RIMMEL Match Perfection jest aksamitna, więc puder nie podkreśla załamań skóry. Korektor pod oczami pozostaje nienaruszony przez cały dzień i wygląda świeżo, jak zaraz po aplikacji, to chyba największa zaleta produktu.

Podsumowując, jest to świetny, tani, drogeryjny puder, który świetnie się sprawdzi wszystkim tym, które szukają utrwalenia, wygładzenia i rozjaśnienia obszaru pod oczami.

Za opakowanie 10g zapłacimy w drogerii internetowej ok. 24 zł. Jeśli nie trafiłyście jeszcze na swój ideał, wypróbujcie go koniecznie ;)



Puder RIMMEL Match Perfection





Testowałyście już puder RIMMEL Match Perfection? A może znacie inne pudry, które czynią cuda, ale nie rujnują przy okazji kieszeni?






niedziela, 12 listopada 2017

Makijaż - nieoczywisty fiolet

Nareszcie znalazłam trochę czasu, by zmalować coś na swojej twarzy, dawno nie publikowałam fotek makijaży. Tym razem naszło mnie na wykorzystanie fioletu i różu, ale w nieoczywistym wydaniu. Przy okazji testowałam nowy dla mnie podkład, słynny Estee Lauder Double Wear i muszę powiedzieć, że pierwsze wrażenie jest pozytywne, choć spodziewałam się bardziej spektakularnego efektu po jego użyciu. Z pewnością muszę go jeszcze trochę potestować, zanim napiszę coś więcej.

Na oczach znalazły się rzęsy z Aliexpress, na przezroczystym pasku i niezbyt gęste, teraz widzę, że powinnam była jednak wykorzystać coś bardziej dramatycznego.

Do wykonania makijażu użyłam palety cieni Urban Decay Full Spectrum oraz cieni Melkior Professional.

Bez zbędnego pisania, oto efekt mojej dzisiejszej pracy.










Jak Wam się podoba?





wtorek, 7 listopada 2017

Ulubione pomadki na jesień

Jesień w pełni, pogoda nie rozpieszcza szczególnie, więc mam ochotę otulić się ciepłym płaszczem i grubym szalem, zmienia się nie tylko garderoba - chętniej sięgam po ciężkie zapachy, ciemne kolory w makijażu i na paznokciach. Obowiązkowo w centrum uwagi znajdują się aktualnie pomadki w jesiennych kolorach.

Nie wyobrażacie sobie wyjścia z domu bez pomadki na ustach? Ten post jest dla Was :D



Pomadki w jesiennych kolorach


Jesienne inspiracje


Złapałam się ostatnio na tym, że zaczęłam jawnie kolekcjonować pomadki, sama przed sobą już się do tego przyznałam. Mam ich w swoich zbiorach dużo więcej niż potrzebuję i jestem w stanie zużyć. Ale co tam, każdy ma jakiegoś fioła ;). Prym wiodą matowe pomadki w płynie, taka formuła odpowiada mi najbardziej ze względu na łatwość aplikacji i trwałość.

Po dokonaniu przeglądu kolekcji postanowiłam pokazać Wam kilka pomadek w jesiennych kolorach, które wybitnie kojarzą mi się z tą porą roku (co jednak nie oznacza, że nie używam ich latem czy wiosną). Jesień inspiruje feerią barw, jednak moim pierwszym kolorystycznym skojarzeniem są odcienie bordo i czerwieni.

Poniżej zestawienie kilku ulubieńców, kojarzących mi się z jesiennymi klimatami.



ZOEVA Pure Velours Lips

Płynna matowa pomadka ZOEVA jest kolejnym dowodem na to, że twórcy marki znają się na rzeczy. Świetny produkt o doskonałej pigmentacji i trwałości, ufam jej całkowicie i nie mam obaw nakładając ją przed dłuższym wyjściem. Spokojnie wytrzymuje picie i jedzenie, nawet tłustych potraw. Kolor Blue Blood to niezwykle elegancka, wytworna czerwień pozbawiona pomarańczowych tonów, dzięki czemu nie podbija żółtego koloru zębów.


BELL Mat Liquid Lips

Trwała matowa pomadka, która nie charakteryzuje się tak mocną pigmentacją, jak jej towarzyszki z mojego zestawienia, ale można to uznać za zaletę, jeśli poszukujecie pomadki do użytku w codziennym makijażu i nie lubicie się martwic o to, czy Wasze usta będą wyglądały nieskazitelnie. Pomadka "zjada się" w niewidoczny sposób, nie pozostawia wyraźnych granic, kiedy znika z ust. Nosi się ją bardzo wygodnie, nie wysusza mocno warg. Kolor 03 to typowy nudziak w brudnoróżowym kolorze. 


SEPHORA Cream Lip Stain
Cudowna pomadka, jedno z odkryć ostatnich miesięcy. Mój kolor to nr 38, piękna głęboka wiśnia. Jest to bardzo komfortowa w noszeniu pomadka o lekkiej konsystencji. Aplikator jest precyzyjny i w idealnym rozmiarze, by wykonać precyzyjny makijaż ust.


GOLDEN ROSE Longstay Liquid Matte Lipstick

Produkt ten stał się już kultowy, wszystkie miłośniczki makijażu i płynnych matowych pomadek już o nim słyszały. Pomadka LONGSTAY odznacza się przede wszystkim wysoką trwałością i mocnym pigmentem. Niestety, wysusza nieco usta, ale jest to cecha wielu płynnych, długotrwałych pomadek, więc wybaczam ;) Mam kilka kolorów, w zestawieniu znalazły się dwa z nich: nr 05 - bordowy z fioletowymi tonami i nr 21 - brudny róż, bardzo uniwersalny kolor, który sprawdzi się w wielu zestawieniach kolorystycznych.


GOLDEN ROSE Matte Lipstick Crayon

Kremowa pomadka w wygodnej formie kredki. Producent deklaruje, że jest ona matowa i długotrwała, ja jednak tego matu nie widzę, trwałość również szczególnie nie powala. Jednak niezaprzeczalną zaletą jest wygoda i szybkość aplikacji oraz fakt, że nie wysusza ust. Świetnie sprawdza się w codziennym makijażu. Kolor 05 to piękny, głęboki odcień czerwonego wina.


HEAN Matte Liquid Lipstic

Pomadka idealna! Jej formuła jest jak lekki mus, sunie gładko po ustach, zastyga na nich nie pozostawiając uczucia ściągnięcia ani wysuszenia. Ma się wręcz wrażenie, że pielęgnuje usta, a to dzięki zawartości wosku pszczelego i witaminy E. Mój kolor to 04 Purple Land - jasny, chłodny fiolet z domieszką fuksji.

Na blogu znajdziecie recenzję tej cudownej pomadki, polecam ;)
HEAN Luxury Matte Liquid Lipstick - recenzja


Tak prezentują się wszystkie kolory na dłoni, który podoba się Wam najbardziej?



Pomadki w jesiennych kolorach swatche





Jacy są Wasi jesienni ulubieńcy wśród produktów do ust?
Podzielcie się swoimi propozycjami.





środa, 1 listopada 2017

Utrwalający puder sypki AVON MARK Magix HD - recenzja

Dziś mam dla Was recenzję sypkiego pudru transparentnego Magix HD AVON MARK. Producent deklaruje, że puder idealnie matowi skórę, utrwala makijaż i ukrywa niedoskonałości. Możemy go nakładać na podkład lub bezpośrednio na skórę, uzyskując profesjonalny efekt. Dzięki mineralnym składnikom oraz zawartości witamin i ekstraktu z róży cera ma być dodatkowo wypielęgnowana.

Ostatnio najczęściej sięgam właśnie po sypki pudry transparentne do utrwalenia makijażu, musiałam więc spróbować również Magix HD.



Puder AVON MARK Magix HD



Transparentny, matujący, kryjący?


Uzbierało się sporo cech, które mają nas przekonać, że Magix HD jest absolutnym must have w każdej kosmetyczce. Najważniejszą dla mnie właściwością pudru MARK jest fakt, że zapewnia idealne zmatowienie cery, które utrzymuje się przez długie godziny. Makijaż pozostaje nieskazitelny przez cały dzień. Z racji, że puder daje całkowicie matowe wykończenie, nie polecam go osobom z cerą skłonną do przesuszeń i suchymi skórkami. Stosowanie go pod oczy również nie będzie dobrym pomysłem.

Jeśli chodzi o krycie, to czysta fantazja producenta, ponieważ mamy do czynienia z pudrem transparentnym. W opakowaniu jest on śnieżnobiały i miałam obawy, że będzie bielił twarz. Na szczęście nic takiego się nie dzieje, nakładam go ruchami stemplującymi, następnie delikatnie rozcieram, żeby pozbyć się nadmiaru. Aplikowany w ten sposób nie pozostawia białych śladów i nie zmienia koloru podkładu, świetnie go utrwala.

Puder HD?


Formuła pudru Magix HD jest bardzo sucha, do tego jest drobniutko zmielony, co sprawia, że mocno się pyli. Mimo matowego wykończenia, zawiera maleńkie drobinki, które odbijają światło, ale nie robią na twarzy dyskoteki ;) Jednak nie uważam, żeby to wspomniane drobinki czyniły go pudrem HD, nie używam go gdy mam w planie zdjęcia makijażu.



Puder AVON MARK Magix HD



Pudru AVON MARK Magix HD używam od kilku miesięcy, zużyłam już trzy opakowania i jestem bardzo zadowolona z efektów, jakie daje. Sięgam po niego każdego ranka podczas wykonywania makijażu. Z całą odpowiedzialnością polecam go tym z Was, które mają mieszaną cerę i poszukują dobrego utrwalenia i długotrwałego matu.

Produkt jest bardzo wydajny, opakowanie o pojemności 9g wystarcza na długo, a jego cena to ok. 30 zł, w zależności od aktualnej oferty w katalogu.



Puder AVON MARK Magix HD




Testowałyście już puder Magix HD?








niedziela, 29 października 2017

Makijaż HALLOWEEN 2017

Ostatni weekend października był okazją do spotkania ze znajomymi na imprezie w halloweenowym klimacie. Przyznam szczerze, że nie jestem fanką strasznych klimatów i krwawych charakteryzacji. Cała idea Halloween również nie jest mi specjalnie bliska, ale skoro dostałam zaproszenie, to postanowiłam, że nie będę się wyłamywać i bojkotować koncepcji ;)

Postawiłam na klasyczny motyw, niestety musiałam radzić sobie kosmetykami do makijażu, jakie mam w kufrze. Szczególnie trudno było poradzić sobie bez białej farby do twarzy, ale z pomocą przyszedł mi kamuflaż Jolanty Wagner, utrwalony pudrem i białym cieniem z Urban Decay, w strategicznych miejscach wzmocniłam efekt białym cieniem w kremie Maybelline COLOR TATTOO.

Wykonywałam tego typu makijaż pierwszy raz. Jak Wam się podoba? Dałam radę? :D











A co Wy sądzicie o tego typu makijażach? Lubicie wykonywać charakteryzacje?







środa, 25 października 2017

Podkład HEAN NEVER BE BETTER Coverage - recenzja

Jak widzicie po tytule, dziś przychodzę do Was, by  podzielić się moimi wrażeniami na temat podkładu HEAN Never Be Better Coverage

"Niewidoczny efekt drugiej skóry"


Na początek krótka charakterystyka ze strony internetowej producenta. Podkład ma być mocno kryjący, jednocześnie być lekki, dawać efekt drugiej skóry i pozostawać na niej niewidoczny. Ponadto krycie podkładu można stopniować, bez ryzyka efektu maski. Lekka konsystencja produktu ma się dostosować do struktury skóry i ograniczać wydzielanie sebum.

Sporo obietnic, jak na jeden podkład, który w dodatku ma się charakteryzować mocnym kryciem. Brzmi jak opis produktu idealnego. Wszystkie te wspaniałości możemy mieć już za 36 zł za 35ml.

Patrząc na opakowanie produktu trudno uniknąć skojarzenia z kultowym już podkładem CATRICE HD Liquid Coverage. Oba mają butelki wykonane z grubego, matowego szkła oraz aplikator w formie pipetki, przy czym pipeta w Catrice jest moim zdaniem lepszej jakości i łatwiej wydobyć dzięki niej produkt. Czy są jeszcze jakieś podobieństwa?



HEAN Never Be Better



Podkład działający cuda?


Nie trzymam Was w niepewności, przejdźmy do sedna, czyli do właściwości produktu, które są przecież najważniejsze.

Konsystencja podkładu jest płynna, żelowa, dość lekka. Próbowałam aplikować go na różne sposoby i najlepiej mi się go rozprowadzało pędzlem, właśnie ze względu na konsystencję. Po pierwszym użyciu zniechęciłam się do tego podkładu. Nałożyłam go palcami, na szybko i miałam wrażenie, że w ogóle nie "zatrzymał się" na twarzy, o jakimkolwiek kryciu nie było mowy. Kolejny raz zaaplikowałam Never Be Better pędzlem i efekt był o niebo lepszy. Natychmiast udało mi się uzyskać bardzo dobre krycie przy nałożeniu cienkiej warstwy. Na sam koniec delikatnie wklepałam go palcami. Nie polecam używania gąbki do tego typu podkładów, pochłaniają bardzo dużo produktu i nie jest to rozwiązanie ekonomiczne.

Podkład zastyga na twarzy, ale daje czas na dokładną aplikację, nie musimy się spieszyć, żeby nie zrobić plam. Bardzo podoba mi się fakt, że można budować krycie, nie ma problemu z dokładaniem go miejscowo, kolejna warstwa nie zdejmuje poprzedniej, nie warzy się. Produkt nie pozostawia płaskiego matu, co sprawia że wymaga przypudrowania, przynajmniej na mojej mieszanej cerze, jednak nadal wygląda bardzo naturalnie i świeżo.



HEAN Never Be Better


Wybór kolorów


Gama kolorystyczna jest dość ograniczona, ponieważ do wyboru mamy jedynie 5 kolorów. Kolejną kwestią jest fakt, że podkład oksyduje, warto pamiętać o tym przy doborze odcienia i zdecydować się na ton jaśniejszy. Mój odcień to drugi w kolejności 101 Creation Natural, bardzo ładny beżowy odcień z żółtymi podtonami. Niestety sporo ciemnieje, więc zimą kiedy całkiem zblednę po lecie, będzie dla mnie za ciemny.



HEAN Naver Be Better 101 Creation Natural


Poniżej prezentuję Wam zdjęcie świeżo nałożonego podkładu (środek), pozostającego od kilku minut na skórze (dół) i roztartego (góra).



HEAN Never Be Better kolor 101 Creation Natural



Za czy przeciw?


Podsumowując, HEAN Never Be Better to bardzo dobry podkład drogeryjny, jeden z lepszych, jakie miałam okazję testować. Obietnice producenta zostały w wielu punktach spełnione. Faktycznie podkład nie tworzy efektu maski, bardzo przyzwoicie kryje i można go budować. Jest wyczuwalny na twarzy, nie zastyga na całkowity mat, ale dzięki temu cera wygląda zdrowo i świeżo. Co do ograniczenia produkcji sebum, nie zaobserwowałam różnicy w stosunku do innych podkładów, ale nie spodziewałam się cudów w tym temacie.

Powracając do pytania o podobieństwa z podkładem Catrice, według mnie Never Be Better nie jest zamiennikiem, ponieważ konsystencja obu podkładów się różni, dają również inne wykończenie na skórze. Jeden i drugi  mają niezłą trwałość, choć Catrice chyba wysuwa się na prowadzenie pod tym względem.

Podsumowując, zdecydowanie polecam podkład HEAN, jeśli oczywiście uda się Wam dobrać odcień dla siebie. Sprawdzi się dla cery normalnej i mieszanej, sucha i ta ze skłonnością do nadmiernego świecenia się raczej się z tym podkładem nie polubią.




Miałyście już okazję testować podkład HEAN Never Be Better? Co o nim sądzicie?









sobota, 21 października 2017

Pielęgnacja twarzy z AVON Nutra Effects

W dzisiejszym poście opowiem Wam o elementach mojej aktualnej pielęgnacji twarzy, a konkretnie o linii kosmetyków marki AVON - Nutra Effects. Dla tych, którzy śledzą ofertę firmy powiem, że jest to seria, która zastąpiła Solutions, jednak sądzę, że zmianie uległa tylko szata graficzna i nazwa, ponieważ produkty do złudzenia przypominają te z poprzedniej linii. Avon wprowadza od czasu do czasu takie "nowości" aby odświeżyć ofertę, jestem pewna, że miałam już do czynienia z kosmetykami, które dziś Wam przedstawię.

Naturalna pielęgnacja?


Magnesem, mającym zachęcić nas do zakupu produktów Nutra Effects, w której znajdują się kosmetyki do pielęgnacji twarzy oraz ciała, ma być deklarowany przez producenta naturalny skład. Nie jestem specjalistką, jeśli chodzi o skład kosmetyków, więc nie chcę się tu wymądrzać, ale już na pierwszy rzut oka widać, że obietnice nie mają zbyt wiele wspólnego z prawdą. Z drugiej jednak strony, przyznaję że nie oczekiwałam zbyt wiele w tym względzie od stosunkowo tanich kosmetyków. Kremy Nutra Effects w ogóle mi nie odpowiadają, produkty do ciała również nie zdobyły miejsca w moim sercu, za to całkiem nieźle wypadły produkty do oczyszczania twarzy w codziennej pielęgnacji.

Codzienna rutyna 


Produktów Nutra Effects używam do codziennego oczyszczania twarzy z resztek makijażu. Po zastosowaniu płynu micelarnego, myję twarz odświeżającym żelem, a na koniec przemywam ją tonikiem. Dwa trzy razy w tygodniu zamiast żelu stosuje peeling.

Jeśli chodzi o żel, nie mam mu nic do zarzucenia, bardzo dobrze oczyszcza twarz, nie podrażania jej, nie powoduje uczucia pieczenia czy dyskomfortu w trakcie używania. Tonik ma w składzie alkohol, który niestety wychodzi na pierwszy plan w trakcie użytkowania, co jest dla mnie dużym minusem, jednak dzięki niemu szybko pozbywam się ewentualnych niedoskonałości na twarzy.

Pianka do mycia twarzy, która również znajduje się w gamie produktów Nutra Effects jest dla mnie kompletnym nieporozumieniem, nie robi absolutnie nic, nie usuwa pozostałości makijażu, po jej zastosowaniu twarz nadal wymaga oczyszczenia. Po "umyciu" nią twarzy wytarłam buzię białym ręcznikiem i bardzo się zdziwiłam :-/

Delikatne oczyszczanie?


Opakowania produktów, które Wam prezentuję opatrzone są informacją, że nadają się one do cery wrażliwej. Muszę od razu zaznaczyć, że w moim odczuciu absolutnie NIE. Tonik zawiera alkohol i działa wysuszająco, po użyciu żelu również czuć ściągniecie na twarzy, więc jeśli ktoś ma problem z delikatną, wrażliwą skórą, powinien omijać produkty Nutra Effects szerokim łukiem.

Moja cera jest mieszana, więc chętnie sięgam po produkty matujące i odświeżające skórę. Po użyciu produktów Nutra Effects do jej oczyszczenia, stosuję porządne nawilżenie i w takim połączeniu całkiem nieźle mi się one sprawdzają.

Z pewnością produkty nie trafią we wszystkie gusta. Jeśli oczekujecie oczyszczenia połączonego z pielęgnacją, to nie polecam sięgania po Nutra Effects. Ja oczekuję od nich porządnego oczyszczenia skóry i przygotowania jej do zastosowania pielęgnacji, w tej roli sprawdzają się dobrze i posiadaczki cer mieszanych i tłustych mogą po nie sięgnąć, cerom wrażliwym nie polecam.



Seria do oczyszczania twarzy AVON Nutra Effects 



Miałyście okazję testować produkty AVON Nutra Effects? Jaka jest Wasza opinia?





wtorek, 17 października 2017

Promocja ROSSMANN -49%, -55% - dlaczego nie korzystam?

Piękny początek sezonu


To hasło, pod którym wystartowała najnowsza odsłona wielkiej promocji w sieci drogerii ROSSMANN, trwającej w dniach 10.10 - 19.10.17. W tym czasie można skorzystać z oferty -49% na wszystkie produkty do makijażu oraz manicure, bez ograniczeń ilościowych, a posiadacze karty KLUBU ROSSMANN mają prawo do rabatu 55%, jednak muszą wybrać minimum 3 produkty objęte promocją.

Zazwyczaj, na wieść o promocji leciałam jak na skrzydłach do najbliższego ROSSMANNA, by złowić upatrzone wcześniej perełki (których jest coraz więcej na drogeryjnych półkach, co bardzo cieszy). Dodatkową motywacją jest fakt, że cały internet aż huczy od rekomendacji, co warto nabyć o połowę taniej i pęka w szwach od zdjęć zdobyczy blogerek i pasjonatek makijażu.

Tym razem wyhamowałam w połowie drogi do ROSSMANNA, aby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy faktycznie czekają tam na mnie okazje życia?

Prawdziwa OKAZJA! czy na pewno?


Zrobiłam szybkie podsumowanie, co mogłoby mnie zainteresować, przypomniałam sobie rossmannowskie ceny "moich" produktów i wyszło na to, że np. podkłady Bourjois czy Revlon, których używam namiętnie, kupuję regularnie za połowę ceny w drogeriach internetowych ;) Kwestia atrakcyjnej ceny nie jest więc czynnikiem, który skusi mnie do buszowania wśród kosmetycznych szaf.

Wniosek jest oczywisty i raczej mało odkrywczy, stacjonarna drogeria jest droższa od tej wirtualnej, przyczyn zapewne jest kilka, ale nie o nich jest ten post. Oczywiście, sporo produktów, zwłaszcza tych tańszych, kupimy w internecie w podobnych cenach do tych, jakie znajdziemy na drogeryjnych półkach, ale bez przesady, jeśli produkt kosztuje 10 zł, to nie ma już czego obniżać ;)

Walka o przetrwanie


To chyba najbardziej trafne określenie na to, co dzieje się w drogeriach, kiedy ogłaszają one tak duże rabaty. Jak już wspominałam, nie jestem fanką zakupów w zatłoczonych miejscach, dlatego rozsądek podpowiada mi, że nie powinnam się zbliżać do ROSSMANNA aż do czwartku. Muszę stwierdzić z przykrością, że panie w wielu przypadkach nie potrafią się zachować, kiedy kusi je wizja zakupów upragnionych kosmetyków za pół ceny. 

Mniejsza już o tłok przy szafach, odrzuca mnie wręcz pchanie paluchów do wszystkiego, co chwycą w dłonie, mimo że testery również są wystawione (ok, zdaję sobie sprawę, że często drogeria mają problemy z testerami). Pod koniec dnia nie ma już prawie szans na zdobycie najpopularniejszych produktów, które nie były by "wymacane" lub otwarte. Nie wiem jak Wy, ale ja wolę zrezygnować z zakupu niż ryzykować, w końcu sporo osób ma z takim kosmetykiem styczność.

Szał zakupów


Na sam koniec zostawiłam sobie argument, który dotyczy chyba wszystkich kosmetykomaniaczek (niech podniesie rękę ta z Was, która ani razu nie zgrzeszyła!) - trudno kupić TYLKO to, po co się przyszło, w końcu jest 49% (55%) taniej!

Znacie to? Ja znam doskonale. Korzystałam z promocji wielokrotnie, czekałam na nią niecierpliwie i kiedy już znalazłam się w drogerii, wpadałam w szał zakupów. "To jest taaaakie ładne", a "to na 100% mi się przyda", "bez tamtego nie wykonam makijażu, który mam zaplanowany" itd. Wiecie o czym mówię? :)






A jak jest u Was? Dajecie się ponieść promocyjnemu szaleństwu? Czy może bojkotujecie promocję na "Piękny początek sezonu"?



P.S. Jeśli jednak wybierzecie się na łowy, serdecznie polecam podkład i tusz ze zdjęcia ;)

 

 

wtorek, 10 października 2017

Manicure hybrydowy - moje początki

Moda na manicure hybrydowy trwa w najlepsze i nie zanosi się na to, by miała wkrótce przeminąć, wręcz przeciwnie - grono fanek hybryd systematycznie się powiększa. W sieci można znaleźć setki filmów instruktażowych i poradników dotyczących wykonywania manicure przy użyciu lakierów utwardzanych w lampach UV i LED, a także ogromu możliwości, jakie dają. Temat zaczął mnie coraz bardziej wciągać, aż w końcu postanowiłam spróbować na własnej skórze (płytce paznokcia ;)).



Zestaw startowy do manicure hybrydowego SEMILAC

Trudne początki


Kiedy w lutym tego roku kupiłam swój pierwszy zestaw, podeszłam do hybryd z dużym dystansem, ponieważ moje doświadczenia do tej pory nie były zbyt dobre. Pierwsze zetknięcie z manicure hybrydowym miałam przed swoim ślubem, byłam zachwycona trwałością i wyglądem, mogłam się cieszyć błyszczącymi paznokciami, które przez dwa tygodnie pozostawały idealne (zapytacie dlaczego tylko tyle, o tym w dalszej części wpisu ;) ). Prawdziwe przeboje zaczęły się kiedy przyszło do usuwania hybrydy... Dziś wiem, że popełniłam wszystkie możliwe błędy, ale wtedy winą za zniszczone i osłabione na kilka tygodni paznokcie obarczyłam lakiery.

Ciekawość kosmetykomaniaczki i chęć posiadania pięknych paznokci dłużej niż przez trzy dni (tyle maksymalnie utrzymywały się u mnie klasyczne lakiery) zwyciężyły z obawą o ponowne ich zniszczenie. Pomyślałam, że założę hybrydy, sprawdzę co i jak, a zdejmowaniem pomartwię się później.

Hybrydowy niezbędnik - pierwszy zestaw


Zdecydowałam się na zestaw Semilac, którego najważniejszym elementem jest lampa UV LED o mocy 24W, ponadto w komplecie zakupiłam wszystkie pozostałe akcesoria niezbędne do wykonania manicure hybrydowego w domowym zaciszu: bazę witaminową, top, aceton i cleaner, waciki bezpyłowe i stipler do zdejmowania lakierów, wybrałam sobie dwa lakiery kolorowe na początek.



Lakiery hybrydowe SEMILAC


Pierwsze próby odbyły się bez większych trudności, okazało się, że najważniejsza w aplikacji hybryd jest precyzja i cienkie warstwy kolejnych produktów oraz porządne ich utwardzenie. Zdejmowanie również okazało się łatwe, jeśli przestrzega się pewnych zasad, jak choćby najbardziej oczywista - nie robimy nic na siłę.

Oczywiście pierwszego manicure (ani nawet drugiego czy piątego) nie nazwałabym udanym, ale stopniowo doszłam do wprawy i osiągam satysfakcjonujące rezultaty. Od niedawna bawię się żelami do zdobień, powiększa się także moja kolekcja pyłków i wszelkich akcesoriów do wykonywania manicure.

Zalety i wady, czyli czy warto zainwestować w hybrydy?


Manicure hybrydowy towarzyszy mi już od ośmiu miesięcy, miałam w tym czasie tylko jedną przerwę, kiedy na paznokciach nie nosiłam nic. Czy warto było spróbować? Bez wahania odpowiadam, że TAK.

Przede wszystkim hybrydy dają możliwość noszenia nienagannego manicure przez co najmniej 2 tygodnie - tyle ja go noszę, ponieważ paznokcie rosną mi dość szybko i odrost po 14 dniach jest już spory, bardzo tego nie lubię, choć można z tym żyć ;)

Lakiery hybrydowe dobrej jakości i poprawnie nałożone oraz utwardzone w lampie nie odpryskują, nie pojawiają się w nich ubytki ani rysy.

Kolejną zaletą jest fakt, że dzięki hybrydom nareszcie udało mi się zapuścić paznokcie, co do tej pory nie było możliwe przez miękką płytkę. Muszę uczciwie dodać, że w pierwszych tygodniach, gdy używałam hybryd nadal miałam problem z łamiącymi się paznokciami, a to dlatego, że nie budowałam odpowiednio ich kształtu na powierzchni płytki. Aktualnie, by temu zapobiec, używam preparatu służącego do budowania paznokci i ich przedłużania.

Możecie się zastanawiać, czy hybrydy przy takiej ilości zalet mają w ogóle jakieś wady?
Niestety tak. Chyba największą wadą manicure hybrydowego jest fakt, że wykonanie go, od momentu zdjęcia poprzedniego do zakończenia zdobienia, zajmuje sporo czasu. Każda nakładana warstwa wymaga osobnego utwardzenia, co znacznie wydłuża czas wykonania manicure, zwłaszcza gdy robimy także zdobienia.

Kolejną wadą tej metody według mnie jest fakt, że usuwamy lakier hybrydowy przy użyciu acetonu, który osłabia płytkę paznokcia i wysusza skórki. Niestety, jeśli zdejmujemy hybrydy niewprawnie, bardzo łatwo możemy uszkodzić płytkę.

Zachęciłam Was do wypróbowania hybryd? A może macie już doświadczenia z ich użyciem?



Moje paznokcie hybrydowe







wtorek, 3 października 2017

Jesienny makijaż z bordowo-białą kreską

Witajcie po dłuższej przerwie :)
Na moją nieobecność złożyło się kilka czynników, najważniejszym z nich jest fakt, że zdecydowałam się przenieść "na swoje" i wykupić własną domenę 😄 Miałam kilka problemów technicznych, ale wszystko już działa w najlepszym porządku, a ja jestem z siebie dumna i bardzo zadowolona, że sprawiłam sobie własny, niepowtarzalny adres w sieci ;)

W miniony weekend, po raz kolejny, odbyła się akcja rabatowa miesięcznika TWÓJ STYL - Stylowe zakupy, naturalnie nie mogłam oprzeć się pokusie i wyruszyłam na kosmetyczne (i nie tylko) łowy. Niebawem pochwalę się moimi zdobyczami, czekam na jeszcze jedną przesyłkę.

Póki co prezentuję Wam najnowsze oko z bordowym eyelinerem w roli głównej, jest to konturówka w żelu do oczu INGLOT nr 64 z najnowszej kolekcji Italian Kiss. Jest to linia, która stanowi rozszerzenie kolorystyczne uwielbianej przeze mnie kolekcji What a Spice, znajdziemy w niej cienie do powiek, matowe pomadki i właśnie żelowe eyelinery. Kolorystyka jest bardzo na czasie, ale szczerze mówiąc, poza tym, który kupiłam nic mnie jakoś szczególnie nie zachwyciło.

Wracając do samej konturówki do powiek, nie miałam wcześniej do czynienia z tym produktem i żałuję bardzo, że nie zainteresowałam się nim wcześniej - jest genialny! Konsystencja pozwala na wykonanie kresek bez większego wysiłku, dzięki temu, że lekko sunie po powiece, nie zastyga zbyt szybko, pigmentacja jest świetna. Muszę kiedyś sprawdzić, czy konturówka sprawdziła by się jako baza pod cienie.

Tak prezentuje się na oku:







Jak Wam się podoba taka interpretacja jesiennych klimatów?






wtorek, 19 września 2017

SALLY HANSEN Instant Cuticle Remover - recenzja

Dziś postanowiłam napisać o produkcie, który zrewolucjonizował mój manicure i uratował skórki wokół paznokci, które doprowadzały mnie do rozpaczy od kiedy pamiętam. Ale może zacznę od początku ;)

W lutym tego roku rozpoczęłam przygodę z manicure hybrydowym (niebawem ukaże się post na ten temat) i od samego początku poszukiwałam sposobu na moje suche, nieestetyczne skórki. Co z tego, że paznokcie w szałowym kolorze i może nawet ze zdobieniami, skoro humor psuło to, co dookoła nich. Wychodzę z założenia, że piękny obraz wymaga równie pięknej ramy, nie ma innej opcji!

Podjęłam wiele prób w nierównej walce z niesfornymi skórkami: odsuwanie patyczkiem? pfff... nic sobie z tego nie robiły, nacieranie olejkami przeróżnej maści, supernawilżające kremy do rąk, aż w końcu, doprowadzona do ostateczności, chwyciłam za cążki, jednak okazało się, że o nie dla mnie, pochłaniało zbyt wiele czasu, ryzykowałam skaleczenia i sporo nerwów. Nie ma sensu utrudniać sobie życia ;)

Wiele osób ma podobny problem jak ja i bardzo często w różnych grupach na FB powtarza się pytanie: "jak zapanować nad skórkami?" Sama jeszcze do niedawna je zadawałam, a teraz odpowiadam: SALLY HANSEN Instant Cuticle Remover!



SALLY HANSEN Instant Cuticle Remover



Ten cudowny specyfik wpadł mi w ręce zupełnie przypadkiem podczas zakupów w drogerii. Postanowiłam wypróbować, najgorszy scenariusz był taki, że nie zrobi nic z moimi upartymi skórkami, nie miałam wiele do stracenia.

Sposób użycia jest banalnie prosty, nakładamy żel wzdłuż skórek, czekamy 10-15 sekund i przy pomocy drewnianego patyczka pozbywamy się rozmiękczonych uparciuchów. I to wszystko! Możemy się cieszyć pięknym manicure bez nieestetycznych skórek wokół paznokci :)

Jestem niesamowicie szczęśliwa, że trafiłam na preparat Sally Hansen i mam nadzieję, że nie zostanie on wycofany ze sprzedaży.

Na dowód pokażę Wam jak wyglądają moje paznokcie po regularnym stosowaniu Instant Cuticle Remover.



Paznokcie i skórki po uzyciu SALLY HANSEN Instant Cuticle Remover





A czy Wy miałyście już do czynienia z tym preparatem? A może tak jak ja prowadzicie nierówną walkę z nieestetycznymi skórkami?
Już nie musicie! Biegnijcie do drogerii ;)







niedziela, 17 września 2017

Recenzja pędzli MBRUSH by Maxineczka

Nadeszła chwila, kiedy stałam się właścicielką pędzli MBRUSH stworzonych przez Youtuberkę urodową - Maxineczkę. Jest ona dla mnie autorytetem i wzorem, stanowi inspirację. Mam wrażenie, że wszystko, czego się podejmuje zamienia się w złoto, jest perfekcyjne. Czy odnosi się to również do produktu, który stworzyła? Zapraszam do przeczytania recenzji.

Najwyższa jakość


Na początek kilka kwestii technicznych. Pędzle produkowane są w Japonii z ręcznie układanego włosia kozy, które jest niesamowicie miękkie i najwyższej jakości. Trzonek jest krótki, wykonany jest z drewna, lakierowany z logo marki i numerem modelu. W pierwszej chwili, kiedy pędzle do mnie przyszły, byłam zaskoczona tym, jak są lekkie i małe, spodziewałam się czegoś bardziej konkretnego, ale ostatecznie uważam, że ich gabaryty są zaletą. Przychodzą do nas w tekturowej tubie z logo. Wisienką na torcie są pokryte 24-ro karatowym złotem skuwki. Już na pierwszy rzut oka widzimy, że mamy do czynienia z produktem wyjątkowym i ekskluzywnym. Znajduje to oczywiście odzwierciedlenie w ich cenie, która jest wysoka, ceny pojedynczych modeli zaczynają się od ok. 60zł, a za cały zestaw 21 pędzli musimy zapłacić 1799 zł. Wyłącznym dystrybutorem jest sklep internetowy Mintishop.

Pędzle, które same malują?


Od kiedy pędzle pojawiły się na rynku, zyskały grono oddanych fanów. Natychmiast również zapragnęłam je mieć, niestety ze względu na cenę nie mogłam ich zdobyć tak szybko, jak bym chciała. Zaczęłam od dwóch pędzli do oczu - 05 i 06, aby sprawdzić, czy ich sława jest zasłużona i, przede wszystkim, czy są warte swojej ceny, czy może zyskały sławę dzięki renomie Maxineczki.

Często w komentarzach powtarza się opinia, że MBrush malują za nas. Coś w tym jest, aplikacja produktów tymi pędzlami to bajka, doskonale trzymają pudrowe konsystencje, pozwalają na perfekcyjną pracę bez robienia plam. Oczywiście, należy sobie jasno i uczciwie powiedzieć, że to nasze umiejętności decydują o finalnym efekcie, ale dobrej jakości narzędzia ułatwiają pracę i czynią ją znacznie przyjemniejszą.

Bez wahania mogę powiedzieć, że to najbardziej miękkie pędzle, jakich miałam okazję używać. Są niezwykle lekkie i posiadają krótkie trzonki, jest to bardzo wygodne, ponieważ mamy lepszą kontrolę nad tym, co robimy. Do tej pory prym wiodły u mnie pędzle ZOEVY, które nadal bardzo lubię, jednak MBrush je zdetronizowały, znajdują się o klasę wyżej, inna sprawa, że w drugim przypadku mówimy o naturalnym włosiu, a ZOEVA, z tego co mi wiadomo, ma mieszane, nie można więc tak do końca ich porównywać. 



MBrush by Maxineczka

Pędzle uniwersalne


Modele MBrush oznaczone są kolejnymi numerami, sama Maxineczka uzasadniła ten zabieg faktem, że nie chciała  ograniczać użytkowników sugerując konkretne zastosowania, produkt z założenia ma być wielozadaniowy. Uważam, że to bardzo dobry pomysł, a jedynym ograniczeniem jest nasza wyobraźnia.

Mój wybór padł na modele o numerach (od lewej na zdjęciu): 02, 04, 09, 06, 05. Zdecydowałam się na kształty, których do tej pory mi brakowało (duże pędzle) lub te, po które sięgam najczęściej.

02 - jest to model o zbitym, dość krótki włosiu, okrągły w przekroju, który doskonale sprawdza się do konturowania.

04 - miotełka o długim, elastycznym włosiu, świetna do rozświetlacza lub mocno napigmentowanego różu.

09 - płaski pędzel, włosie nie jest mocno zbite, idealny do utrwalania korektora pod oczami.

06 - puchacz o spłaszczonej nieco skuwce i zaokrąglonym na górze włosiu, używam go najchętniej do miękkiego zaznaczania załamania powieki.

05 - kolejny puchaty pędzel, jednak w odróżnieniu od poprzednika okrągły w przekroju, włosie różnej długości, najdłuższe na środku. Szczerze mówiąc wolałabym, żeby szpic był mniejszy, nie dopatrzyłam się tego podczas składania zamówienia.

MBrush by Maxineczka


MBrushy używam od niedawna, ale miałam już okazję je prać, przyznam że trochę z duszą na ramieniu, nie byłam pewna, jak zniosą ten zabieg. Na szczęście nic się z nimi nie dzieje, nie tracą włosia, nie łamie się, odpowiednio zabezpieczone po czyszczeniu (zawsze używam osłonek) nie tracą kształtu i wyglądają jak nowe. Mam szczerą nadzieję, że będę się mogła nimi cieszyć długie lata.

Czy było warto?


Zdecydowanie TAK! Maxineczka świetnie się spisała tworząc te pędzle, są doskonałe w każdym aspekcie i widać, że dokładnie przemyślane. Unikatowe kształty zadowolą każdego, nawet najbardziej wymagającego użytkownika. Uważam, że są absolutnie obowiązkowym wyposażeniem każdego profesjonalisty.

Z pewnością wielu osobom, które jeszcze ich nie posiadają nasuwa się pytanie, czy faktycznie warto zapłacić tak wysoką cenę za pędzle? Moim zdaniem tak, ponieważ kupując MBrush inwestujemy w najwyższą dostępną na rynku jakość, którą gwarantuje nam ręczne wykonanie oraz dobór najlepszych materiałów. Zachęcam do przetestowania, kiedy raz się je wypróbuje, chce się więcej, nie sposób się z nimi rozstać.

Jestem przekonana, że na tych pięciu sztukach się u mnie nie skończy, w miarę finansowych możliwości z pewnością będę powiększała swoją kolekcję tych cudeniek ;)



MBrush by Maxineczka



A Wy mieliście już przyjemność używać MBrush? Kochacie je tak jak ja?






środa, 13 września 2017

Makijaż okolicznościowy w granacie i bordo

Dziś prezentuję Wam makijaż okolicznościowy, który miałam przyjemność wykonać w sobotę. Modelka nie miała wizji, a jedynym wymaganiem było zastosowanie koloru niebieskiego (jej ulubiony). Sukienka, w której szła na wesele była granatowa, zdecydowałyśmy się więc użyć tego koloru również na powiece, jednak został on przełamany odrobiną szarości i bakłażana.

Tym razem makijaż był dla mnie sporym wyzwaniem ze względu na wrażliwe oczy, które łzawiły przy każdym zbliżeniu do nich pędzla, o użyciu czegokolwiek na linii wodnej w ogóle nie mogło być mowy. Wydawało mi się, że moje oczy są problematyczne, ale szybko zweryfikowałam swoje poglądy.



Makijaż okolicznościowy



Makijaż okolicznościowy





Jak Wam się podoba? :)






niedziela, 10 września 2017

SKINFOOD Freshmade Coconut Mask i Royal Honey Essential Queen's Cream - recenzja

Dziś zapraszam na recenzję kosmetyków SKINFOOD - marki inspirowanej kuchnią, dostępnych w Sephorze. Skusiłam się na nie w ciemno, nie czytając wcześniej żadnych recenzji. Mój wybór padł na ujędrniającą maseczkę kokosową (jestem fanatyczką wszystkiego co kokosowe ;) ) Freshmade Coconut Mask oraz nawilżający krem z dodatkiem miodu Royal Honey Essential Queen's Cream .


SKINFOOD Coconut Mask i Royal Honey Essential Queen's Cream

Miodowe rozpieszczanie


Pierwsze, na co zwracamy uwagę to piękne opakowanie przypominające słoik z miodem (bardzo podoba mi się stylistyka tych opakowań). Odkręcamy pokrywkę i dociera do nas bardzo intensywny zapach miodu, naturalny bez chemicznej nuty, miód jest dość wysoko w składzie.

Konsystencja produktu jest bardzo lekka, żelowa, co z pewnością nie zachęci osób lubiących treściwe kremy. W pierwszej chwili byłam nieco zawiedziona z powodu konsystencji, nie przepadam za żelowymi kremami. Jednak już po użyciu zmieniłam zdanie, ponieważ krem świetnie nawilża, szybko się wchłania, nie pozostawiając lepkiej czy tłustej warstwy. Używam go wyłącznie na noc, rano niestety nie mam czasu na dodatkowe elementy pielęgnacji. Po przebudzeniu mam gładką i napiętą skórę, uwielbiam efekt, jaki daje ten krem.

Ze względu na lekką konsystencję, świetnie sprawdza się pod makijaż, użyłam go aby ratować twarz po oparzeniu słonecznym, gdy musiałam wykonać makijaż, nic się nie rolowało, cera nie zaczęła się świecić, podkład nie stracił na trwałości.

Jestem bardzo ciekawa, czy krem poradzi sobie zimą, kiedy skóra potrzebuje bardziej intensywnego nawilżenia, najchętniej wybieram wówczas bardziej treściwe produkty.

Zdecydowanie polecam produkt wszystkim, którzy poszukują kremu intensywnie nawilżającego. No i ten obłędny zapach! Warto podarować sobie odrobinę smakowitego luksusu ;)

Krem SKINFOOD Royal Honey Essentian Quen's Cream 
Pojemność: 62ml
Cena: 105 zł



Krem SKINFOOD Royal Honey Essential Queen's Cream



Krem SKINFOOD Royal Honey Essential Queen's Cream



Kokosowe nawilżenie

Kolejnym produktem, o którym chciała bym Wam opowiedzieć jest nawilżająca i ujędrniająca maseczka z ekstraktem z kokosa. Jestem absolutnie uzależniona od wszystkiego co kokosowe, nie mogłam więc przejść obok tej maseczki obojętnie. 

Konsystencja maseczki jest żelowa, na pierwszy rzut oka wygląda na gęstą, jednak kiedy zanurzymy w niej palec okazuje się, że jest wodnista i bardzo lekka. Najlepsze zaczyna się po aplikacji, ma się wrażenie, że twarz jest mokra, maseczka tworzy na niej krople, jakbyśmy używali wody kokosowej. Doskonale nawilża i napina skórę, a przy tym daje wrażenie odświeżenia - wspaniale koi twarz po całym dniu. Jej ogromną zaletą jest fakt, że nie musimy jej zmywać, tylko pozostawiamy do wchłonięcia.

Jedynym mankamentem jest to, co miało być zaletą - zapach. Jest to chemiczny, sztuczny aromat kokosa, niewiele ma wspólnego z prawdziwym :( No cóż, nie można mieć wszystkiego, w końcu działanie jest najważniejsze ;)

Maska SKINFOOD Freshmade Coconut Mask 
Pojemność: 90ml
Cena: 55 zł



Maska SKINFOOD Freshmade Coconut Mask



Maska SKINFOOD Freshmade Coconut Mask


Znacie produkty SKINFOOD? Może jest jeszcze jakiś w ofercie marki, który warto przetestować?
Ja zetknęłam się z nimi pierwszy raz i nie żałuję ;)





wtorek, 5 września 2017

Naturalna Panna Młoda - makijaż ślubny i makijaż okolicznościowy

W miniony weekend miałam przyjemność wykonywać makijaż Panny Młodej i gościa weselnego. Obie Panie miały bardzo konkretne oczekiwania odnośnie tego, jak chcą wyglądać. Panna Młoda jest zwolenniczką minimalizmu w makijażu, zależało jej więc na tym, aby zachować naturalność i dodać twarzy świeżości. We włosy miała wkomponowane żywe kwiaty, postanowiłam więc przemycić odrobinę pasującej do nich zieleni na dolnej powiece. Usta na życzenie pozostały naturalne.

Wywiązałam się z zadania całkiem nieźle, biorąc pod uwagę szeroki uśmiech przeglądającej się w lustrze Panny Młodej :D Poniżej efekt mojej pracy, oceńcie sami, jak mi poszło.










Drugą z pań miałam już okazję malować, zadanie było więc nieco ułatwione ;) Postawiła na mocne oko, ale pozostawiła dowolność odnośnie wyboru kolorów (wymarzona sytuacja). Widzicie te wielkie oczy? Czysta przyjemność je malować! Usta pozostały także w tym przypadku naturalne na wyraźne życzenie.









I jak Wam się podoba? :)

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.