wtorek, 19 września 2017

SALLY HANSEN Instant Cuticle Remover - recenzja

Dziś postanowiłam napisać o produkcie, który zrewolucjonizował mój manicure i uratował skórki wokół paznokci, które doprowadzały mnie do rozpaczy od kiedy pamiętam. Ale może zacznę od początku ;)

W lutym tego roku rozpoczęłam przygodę z manicure hybrydowym (niebawem ukaże się post na ten temat) i od samego początku poszukiwałam sposobu na moje suche, nieestetyczne skórki. Co z tego, że paznokcie w szałowym kolorze i może nawet ze zdobieniami, skoro humor psuło to, co dookoła nich. Wychodzę z założenia, że piękny obraz wymaga równie pięknej ramy, nie ma innej opcji!

Podjęłam wiele prób w nierównej walce z niesfornymi skórkami: odsuwanie patyczkiem? pfff... nic sobie z tego nie robiły, nacieranie olejkami przeróżnej maści, supernawilżające kremy do rąk, aż w końcu, doprowadzona do ostateczności, chwyciłam za cążki, jednak okazało się, że o nie dla mnie, pochłaniało zbyt wiele czasu, ryzykowałam skaleczenia i sporo nerwów. Nie ma sensu utrudniać sobie życia ;)

Wiele osób ma podobny problem jak ja i bardzo często w różnych grupach na FB powtarza się pytanie: "jak zapanować nad skórkami?" Sama jeszcze do niedawna je zadawałam, a teraz odpowiadam: SALLY HANSEN Instant Cuticle Remover!



SALLY HANSEN Instant Cuticle Remover



Ten cudowny specyfik wpadł mi w ręce zupełnie przypadkiem podczas zakupów w drogerii. Postanowiłam wypróbować, najgorszy scenariusz był taki, że nie zrobi nic z moimi upartymi skórkami, nie miałam wiele do stracenia.

Sposób użycia jest banalnie prosty, nakładamy żel wzdłuż skórek, czekamy 10-15 sekund i przy pomocy drewnianego patyczka pozbywamy się rozmiękczonych uparciuchów. I to wszystko! Możemy się cieszyć pięknym manicure bez nieestetycznych skórek wokół paznokci :)

Jestem niesamowicie szczęśliwa, że trafiłam na preparat Sally Hansen i mam nadzieję, że nie zostanie on wycofany ze sprzedaży.

Na dowód pokażę Wam jak wyglądają moje paznokcie po regularnym stosowaniu Instant Cuticle Remover.



Paznokcie i skórki po uzyciu SALLY HANSEN Instant Cuticle Remover





A czy Wy miałyście już do czynienia z tym preparatem? A może tak jak ja prowadzicie nierówną walkę z nieestetycznymi skórkami?
Już nie musicie! Biegnijcie do drogerii ;)







niedziela, 17 września 2017

Recenzja pędzli MBRUSH by Maxineczka

Nadeszła chwila, kiedy stałam się właścicielką pędzli MBRUSH stworzonych przez Youtuberkę urodową - Maxineczkę. Jest ona dla mnie autorytetem i wzorem, stanowi inspirację. Mam wrażenie, że wszystko, czego się podejmuje zamienia się w złoto, jest perfekcyjne. Czy odnosi się to również do produktu, który stworzyła? Zapraszam do przeczytania recenzji.

Najwyższa jakość


Na początek kilka kwestii technicznych. Pędzle produkowane są w Japonii z ręcznie układanego włosia kozy, które jest niesamowicie miękkie i najwyższej jakości. Trzonek jest krótki, wykonany jest z drewna, lakierowany z logo marki i numerem modelu. W pierwszej chwili, kiedy pędzle do mnie przyszły, byłam zaskoczona tym, jak są lekkie i małe, spodziewałam się czegoś bardziej konkretnego, ale ostatecznie uważam, że ich gabaryty są zaletą. Przychodzą do nas w tekturowej tubie z logo. Wisienką na torcie są pokryte 24-ro karatowym złotem skuwki. Już na pierwszy rzut oka widzimy, że mamy do czynienia z produktem wyjątkowym i ekskluzywnym. Znajduje to oczywiście odzwierciedlenie w ich cenie, która jest wysoka, ceny pojedynczych modeli zaczynają się od ok. 60zł, a za cały zestaw 21 pędzli musimy zapłacić 1799 zł. Wyłącznym dystrybutorem jest sklep internetowy Mintishop.

Pędzle, które same malują?


Od kiedy pędzle pojawiły się na rynku, zyskały grono oddanych fanów. Natychmiast również zapragnęłam je mieć, niestety ze względu na cenę nie mogłam ich zdobyć tak szybko, jak bym chciała. Zaczęłam od dwóch pędzli do oczu - 05 i 06, aby sprawdzić, czy ich sława jest zasłużona i, przede wszystkim, czy są warte swojej ceny, czy może zyskały sławę dzięki renomie Maxineczki.

Często w komentarzach powtarza się opinia, że MBrush malują za nas. Coś w tym jest, aplikacja produktów tymi pędzlami to bajka, doskonale trzymają pudrowe konsystencje, pozwalają na perfekcyjną pracę bez robienia plam. Oczywiście, należy sobie jasno i uczciwie powiedzieć, że to nasze umiejętności decydują o finalnym efekcie, ale dobrej jakości narzędzia ułatwiają pracę i czynią ją znacznie przyjemniejszą.

Bez wahania mogę powiedzieć, że to najbardziej miękkie pędzle, jakich miałam okazję używać. Są niezwykle lekkie i posiadają krótkie trzonki, jest to bardzo wygodne, ponieważ mamy lepszą kontrolę nad tym, co robimy. Do tej pory prym wiodły u mnie pędzle ZOEVY, które nadal bardzo lubię, jednak MBrush je zdetronizowały, znajdują się o klasę wyżej, inna sprawa, że w drugim przypadku mówimy o naturalnym włosiu, a ZOEVA, z tego co mi wiadomo, ma mieszane, nie można więc tak do końca ich porównywać. 



MBrush by Maxineczka

Pędzle uniwersalne


Modele MBrush oznaczone są kolejnymi numerami, sama Maxineczka uzasadniła ten zabieg faktem, że nie chciała  ograniczać użytkowników sugerując konkretne zastosowania, produkt z założenia ma być wielozadaniowy. Uważam, że to bardzo dobry pomysł, a jedynym ograniczeniem jest nasza wyobraźnia.

Mój wybór padł na modele o numerach (od lewej na zdjęciu): 02, 04, 09, 06, 05. Zdecydowałam się na kształty, których do tej pory mi brakowało (duże pędzle) lub te, po które sięgam najczęściej.

02 - jest to model o zbitym, dość krótki włosiu, okrągły w przekroju, który doskonale sprawdza się do konturowania.

04 - miotełka o długim, elastycznym włosiu, świetna do rozświetlacza lub mocno napigmentowanego różu.

09 - płaski pędzel, włosie nie jest mocno zbite, idealny do utrwalania korektora pod oczami.

06 - puchacz o spłaszczonej nieco skuwce i zaokrąglonym na górze włosiu, używam go najchętniej do miękkiego zaznaczania załamania powieki.

05 - kolejny puchaty pędzel, jednak w odróżnieniu od poprzednika okrągły w przekroju, włosie różnej długości, najdłuższe na środku. Szczerze mówiąc wolałabym, żeby szpic był mniejszy, nie dopatrzyłam się tego podczas składania zamówienia.

MBrush by Maxineczka


MBrushy używam od niedawna, ale miałam już okazję je prać, przyznam że trochę z duszą na ramieniu, nie byłam pewna, jak zniosą ten zabieg. Na szczęście nic się z nimi nie dzieje, nie tracą włosia, nie łamie się, odpowiednio zabezpieczone po czyszczeniu (zawsze używam osłonek) nie tracą kształtu i wyglądają jak nowe. Mam szczerą nadzieję, że będę się mogła nimi cieszyć długie lata.

Czy było warto?


Zdecydowanie TAK! Maxineczka świetnie się spisała tworząc te pędzle, są doskonałe w każdym aspekcie i widać, że dokładnie przemyślane. Unikatowe kształty zadowolą każdego, nawet najbardziej wymagającego użytkownika. Uważam, że są absolutnie obowiązkowym wyposażeniem każdego profesjonalisty.

Z pewnością wielu osobom, które jeszcze ich nie posiadają nasuwa się pytanie, czy faktycznie warto zapłacić tak wysoką cenę za pędzle? Moim zdaniem tak, ponieważ kupując MBrush inwestujemy w najwyższą dostępną na rynku jakość, którą gwarantuje nam ręczne wykonanie oraz dobór najlepszych materiałów. Zachęcam do przetestowania, kiedy raz się je wypróbuje, chce się więcej, nie sposób się z nimi rozstać.

Jestem przekonana, że na tych pięciu sztukach się u mnie nie skończy, w miarę finansowych możliwości z pewnością będę powiększała swoją kolekcję tych cudeniek ;)



MBrush by Maxineczka



A Wy mieliście już przyjemność używać MBrush? Kochacie je tak jak ja?






środa, 13 września 2017

Makijaż okolicznościowy w granacie i bordo

Dziś prezentuję Wam makijaż okolicznościowy, który miałam przyjemność wykonać w sobotę. Modelka nie miała wizji, a jedynym wymaganiem było zastosowanie koloru niebieskiego (jej ulubiony). Sukienka, w której szła na wesele była granatowa, zdecydowałyśmy się więc użyć tego koloru również na powiece, jednak został on przełamany odrobiną szarości i bakłażana.

Tym razem makijaż był dla mnie sporym wyzwaniem ze względu na wrażliwe oczy, które łzawiły przy każdym zbliżeniu do nich pędzla, o użyciu czegokolwiek na linii wodnej w ogóle nie mogło być mowy. Wydawało mi się, że moje oczy są problematyczne, ale szybko zweryfikowałam swoje poglądy.



Makijaż okolicznościowy



Makijaż okolicznościowy





Jak Wam się podoba? :)






niedziela, 10 września 2017

SKINFOOD Freshmade Coconut Mask i Royal Honey Essential Queen's Cream - recenzja

Dziś zapraszam na recenzję kosmetyków SKINFOOD - marki inspirowanej kuchnią, dostępnych w Sephorze. Skusiłam się na nie w ciemno, nie czytając wcześniej żadnych recenzji. Mój wybór padł na ujędrniającą maseczkę kokosową (jestem fanatyczką wszystkiego co kokosowe ;) ) Freshmade Coconut Mask oraz nawilżający krem z dodatkiem miodu Royal Honey Essential Queen's Cream .


SKINFOOD Coconut Mask i Royal Honey Essential Queen's Cream

Miodowe rozpieszczanie


Pierwsze, na co zwracamy uwagę to piękne opakowanie przypominające słoik z miodem (bardzo podoba mi się stylistyka tych opakowań). Odkręcamy pokrywkę i dociera do nas bardzo intensywny zapach miodu, naturalny bez chemicznej nuty, miód jest dość wysoko w składzie.

Konsystencja produktu jest bardzo lekka, żelowa, co z pewnością nie zachęci osób lubiących treściwe kremy. W pierwszej chwili byłam nieco zawiedziona z powodu konsystencji, nie przepadam za żelowymi kremami. Jednak już po użyciu zmieniłam zdanie, ponieważ krem świetnie nawilża, szybko się wchłania, nie pozostawiając lepkiej czy tłustej warstwy. Używam go wyłącznie na noc, rano niestety nie mam czasu na dodatkowe elementy pielęgnacji. Po przebudzeniu mam gładką i napiętą skórę, uwielbiam efekt, jaki daje ten krem.

Ze względu na lekką konsystencję, świetnie sprawdza się pod makijaż, użyłam go aby ratować twarz po oparzeniu słonecznym, gdy musiałam wykonać makijaż, nic się nie rolowało, cera nie zaczęła się świecić, podkład nie stracił na trwałości.

Jestem bardzo ciekawa, czy krem poradzi sobie zimą, kiedy skóra potrzebuje bardziej intensywnego nawilżenia, najchętniej wybieram wówczas bardziej treściwe produkty.

Zdecydowanie polecam produkt wszystkim, którzy poszukują kremu intensywnie nawilżającego. No i ten obłędny zapach! Warto podarować sobie odrobinę smakowitego luksusu ;)

Krem SKINFOOD Royal Honey Essentian Quen's Cream 
Pojemność: 62ml
Cena: 105 zł



Krem SKINFOOD Royal Honey Essential Queen's Cream



Krem SKINFOOD Royal Honey Essential Queen's Cream



Kokosowe nawilżenie

Kolejnym produktem, o którym chciała bym Wam opowiedzieć jest nawilżająca i ujędrniająca maseczka z ekstraktem z kokosa. Jestem absolutnie uzależniona od wszystkiego co kokosowe, nie mogłam więc przejść obok tej maseczki obojętnie. 

Konsystencja maseczki jest żelowa, na pierwszy rzut oka wygląda na gęstą, jednak kiedy zanurzymy w niej palec okazuje się, że jest wodnista i bardzo lekka. Najlepsze zaczyna się po aplikacji, ma się wrażenie, że twarz jest mokra, maseczka tworzy na niej krople, jakbyśmy używali wody kokosowej. Doskonale nawilża i napina skórę, a przy tym daje wrażenie odświeżenia - wspaniale koi twarz po całym dniu. Jej ogromną zaletą jest fakt, że nie musimy jej zmywać, tylko pozostawiamy do wchłonięcia.

Jedynym mankamentem jest to, co miało być zaletą - zapach. Jest to chemiczny, sztuczny aromat kokosa, niewiele ma wspólnego z prawdziwym :( No cóż, nie można mieć wszystkiego, w końcu działanie jest najważniejsze ;)

Maska SKINFOOD Freshmade Coconut Mask 
Pojemność: 90ml
Cena: 55 zł



Maska SKINFOOD Freshmade Coconut Mask



Maska SKINFOOD Freshmade Coconut Mask


Znacie produkty SKINFOOD? Może jest jeszcze jakiś w ofercie marki, który warto przetestować?
Ja zetknęłam się z nimi pierwszy raz i nie żałuję ;)





wtorek, 5 września 2017

Naturalna Panna Młoda - makijaż ślubny i makijaż okolicznościowy

W miniony weekend miałam przyjemność wykonywać makijaż Panny Młodej i gościa weselnego. Obie Panie miały bardzo konkretne oczekiwania odnośnie tego, jak chcą wyglądać. Panna Młoda jest zwolenniczką minimalizmu w makijażu, zależało jej więc na tym, aby zachować naturalność i dodać twarzy świeżości. We włosy miała wkomponowane żywe kwiaty, postanowiłam więc przemycić odrobinę pasującej do nich zieleni na dolnej powiece. Usta na życzenie pozostały naturalne.

Wywiązałam się z zadania całkiem nieźle, biorąc pod uwagę szeroki uśmiech przeglądającej się w lustrze Panny Młodej :D Poniżej efekt mojej pracy, oceńcie sami, jak mi poszło.










Drugą z pań miałam już okazję malować, zadanie było więc nieco ułatwione ;) Postawiła na mocne oko, ale pozostawiła dowolność odnośnie wyboru kolorów (wymarzona sytuacja). Widzicie te wielkie oczy? Czysta przyjemność je malować! Usta pozostały także w tym przypadku naturalne na wyraźne życzenie.









I jak Wam się podoba? :)

niedziela, 3 września 2017

Recenzja pędzli DUCARE z Aliexpress

Nikogo, kto choć trochę interesuje się tematyką makijażową, nie muszę chyba przekonywać, jak istotne są odpowiednie narzędzia, które pozwolą na precyzyjne wykonanie makijażu i ułatwią pracę. Nie wyobrażam sobie nawet codziennego makijażu bez dobrych pędzli. Oczywiście, nie muszą to koniecznie być bardzo drogie pędzle, żeby spełniły swoje zadanie. Producenci oferują nam niezliczoną ilość modeli, wzorów, a także różne rodzaje włosia o różnych zastosowaniach.


Co wybrać?

Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o pędzlach z niższej półki cenowej, zamówionych na Aliexpress. Do napisania tego postu zainspirowały mnie często powtarzające się pytania na różnych Facebookowych grupach. Wybór na Aliexpress jest tak ogromny, że można się pogubić, trudno wybrać narzędzia, które znajdą praktyczne zastosowanie, a przy tym nie rozpadną się po pierwszym myciu. Specyfika zakupów na Aliexpress jest taka, że nigdy nie możemy być pewni, jaką zawartość wyjmiemy z paczki ;) , ale to już zupełnie inny temat...


Tanie (nie)znaczy dobre?

Przeglądałam przeróżne oferty, zanim wypatrzyłam coś, co wydało mi się warte zakupu, padło na Pędzle DUcare. Jest to zestaw 11 pędzli pozwalający nam na wykonanie kompletnego makijażu twarzy i prostego makijażu oczu. Znajdziemy w nim duży, puchaty pędzel do pudru, flat top do podkładu, do różu, do rozświetlacza, wachlarz (nie wykorzystuję go do makijażu tylko przy wykonywaniu manicure, ale to już inny temat), dwa bardziej puszyste pędzle do oczu, do brwi, dwa precyzyjne i pędzel do eyelinera (który jest absolutną porażką i nie nadaje się do niczego).
Cena zestawu to ok. 15$, czyli mniej więcej 55 zł, co daje nam 5 zł za sztukę ;)



Pędzle DUcare z Aliexpress



Czy warto? 

Moim zdaniem za tę cenę jak najbardziej.

Używam pędzli już od kilku miesięcy, wielokrotnie je prałam i absolutnie nic się z nimi nie dzieje, nie tracą kształtu, nie farbują od kosmetyków. Włosie jest miękkie i dobrze chwyta produkty, które bez problemu możemy wpracować w skórę. 

Z pewnością nie są to pędzle z najwyższej półki jeśli chodzi o jakość, nie oczekuję również, żeby wytrzymały ze mną długie lata, ale świetnie sprawdzają się jako zestaw awaryjny, kiedy moje ulubione modele czekają na pranie, albo choćby przy większej ilości osób do malowania. 

Nie jestem zwolenniczką kupowania całych zestawów pędzli, ponieważ najczęściej jest tak, że praktyczne zastosowanie znajduje tylko kilka sztuk, a cała reszta robi tylko "sztuczny tłok". Jednak jeśli chodzi o ten zestaw, przydają mi się prawie wszystkie pędzle, z wyłączeniem tego do eyelinera, jest zbyt giętki i mało zbity, żeby wykorzystać go do precyzyjnych elementów.

Serdecznie polecam pędzle osobom, które chciałyby kupić swój pierwszy zestaw, nie będziecie żałować :)


Pędzle DUcare z Aliexpress

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.