niedziela, 29 października 2017

Makijaż HALLOWEEN 2017

Ostatni weekend października był okazją do spotkania ze znajomymi na imprezie w halloweenowym klimacie. Przyznam szczerze, że nie jestem fanką strasznych klimatów i krwawych charakteryzacji. Cała idea Halloween również nie jest mi specjalnie bliska, ale skoro dostałam zaproszenie, to postanowiłam, że nie będę się wyłamywać i bojkotować koncepcji ;)

Postawiłam na klasyczny motyw, niestety musiałam radzić sobie kosmetykami do makijażu, jakie mam w kufrze. Szczególnie trudno było poradzić sobie bez białej farby do twarzy, ale z pomocą przyszedł mi kamuflaż Jolanty Wagner, utrwalony pudrem i białym cieniem z Urban Decay, w strategicznych miejscach wzmocniłam efekt białym cieniem w kremie Maybelline COLOR TATTOO.

Wykonywałam tego typu makijaż pierwszy raz. Jak Wam się podoba? Dałam radę? :D











A co Wy sądzicie o tego typu makijażach? Lubicie wykonywać charakteryzacje?







środa, 25 października 2017

Podkład HEAN NEVER BE BETTER Coverage - recenzja

Jak widzicie po tytule, dziś przychodzę do Was, by  podzielić się moimi wrażeniami na temat podkładu HEAN Never Be Better Coverage

"Niewidoczny efekt drugiej skóry"


Na początek krótka charakterystyka ze strony internetowej producenta. Podkład ma być mocno kryjący, jednocześnie być lekki, dawać efekt drugiej skóry i pozostawać na niej niewidoczny. Ponadto krycie podkładu można stopniować, bez ryzyka efektu maski. Lekka konsystencja produktu ma się dostosować do struktury skóry i ograniczać wydzielanie sebum.

Sporo obietnic, jak na jeden podkład, który w dodatku ma się charakteryzować mocnym kryciem. Brzmi jak opis produktu idealnego. Wszystkie te wspaniałości możemy mieć już za 36 zł za 35ml.

Patrząc na opakowanie produktu trudno uniknąć skojarzenia z kultowym już podkładem CATRICE HD Liquid Coverage. Oba mają butelki wykonane z grubego, matowego szkła oraz aplikator w formie pipetki, przy czym pipeta w Catrice jest moim zdaniem lepszej jakości i łatwiej wydobyć dzięki niej produkt. Czy są jeszcze jakieś podobieństwa?



HEAN Never Be Better



Podkład działający cuda?


Nie trzymam Was w niepewności, przejdźmy do sedna, czyli do właściwości produktu, które są przecież najważniejsze.

Konsystencja podkładu jest płynna, żelowa, dość lekka. Próbowałam aplikować go na różne sposoby i najlepiej mi się go rozprowadzało pędzlem, właśnie ze względu na konsystencję. Po pierwszym użyciu zniechęciłam się do tego podkładu. Nałożyłam go palcami, na szybko i miałam wrażenie, że w ogóle nie "zatrzymał się" na twarzy, o jakimkolwiek kryciu nie było mowy. Kolejny raz zaaplikowałam Never Be Better pędzlem i efekt był o niebo lepszy. Natychmiast udało mi się uzyskać bardzo dobre krycie przy nałożeniu cienkiej warstwy. Na sam koniec delikatnie wklepałam go palcami. Nie polecam używania gąbki do tego typu podkładów, pochłaniają bardzo dużo produktu i nie jest to rozwiązanie ekonomiczne.

Podkład zastyga na twarzy, ale daje czas na dokładną aplikację, nie musimy się spieszyć, żeby nie zrobić plam. Bardzo podoba mi się fakt, że można budować krycie, nie ma problemu z dokładaniem go miejscowo, kolejna warstwa nie zdejmuje poprzedniej, nie warzy się. Produkt nie pozostawia płaskiego matu, co sprawia że wymaga przypudrowania, przynajmniej na mojej mieszanej cerze, jednak nadal wygląda bardzo naturalnie i świeżo.



HEAN Never Be Better


Wybór kolorów


Gama kolorystyczna jest dość ograniczona, ponieważ do wyboru mamy jedynie 5 kolorów. Kolejną kwestią jest fakt, że podkład oksyduje, warto pamiętać o tym przy doborze odcienia i zdecydować się na ton jaśniejszy. Mój odcień to drugi w kolejności 101 Creation Natural, bardzo ładny beżowy odcień z żółtymi podtonami. Niestety sporo ciemnieje, więc zimą kiedy całkiem zblednę po lecie, będzie dla mnie za ciemny.



HEAN Naver Be Better 101 Creation Natural


Poniżej prezentuję Wam zdjęcie świeżo nałożonego podkładu (środek), pozostającego od kilku minut na skórze (dół) i roztartego (góra).



HEAN Never Be Better kolor 101 Creation Natural



Za czy przeciw?


Podsumowując, HEAN Never Be Better to bardzo dobry podkład drogeryjny, jeden z lepszych, jakie miałam okazję testować. Obietnice producenta zostały w wielu punktach spełnione. Faktycznie podkład nie tworzy efektu maski, bardzo przyzwoicie kryje i można go budować. Jest wyczuwalny na twarzy, nie zastyga na całkowity mat, ale dzięki temu cera wygląda zdrowo i świeżo. Co do ograniczenia produkcji sebum, nie zaobserwowałam różnicy w stosunku do innych podkładów, ale nie spodziewałam się cudów w tym temacie.

Powracając do pytania o podobieństwa z podkładem Catrice, według mnie Never Be Better nie jest zamiennikiem, ponieważ konsystencja obu podkładów się różni, dają również inne wykończenie na skórze. Jeden i drugi  mają niezłą trwałość, choć Catrice chyba wysuwa się na prowadzenie pod tym względem.

Podsumowując, zdecydowanie polecam podkład HEAN, jeśli oczywiście uda się Wam dobrać odcień dla siebie. Sprawdzi się dla cery normalnej i mieszanej, sucha i ta ze skłonnością do nadmiernego świecenia się raczej się z tym podkładem nie polubią.




Miałyście już okazję testować podkład HEAN Never Be Better? Co o nim sądzicie?









sobota, 21 października 2017

Pielęgnacja twarzy z AVON Nutra Effects

W dzisiejszym poście opowiem Wam o elementach mojej aktualnej pielęgnacji twarzy, a konkretnie o linii kosmetyków marki AVON - Nutra Effects. Dla tych, którzy śledzą ofertę firmy powiem, że jest to seria, która zastąpiła Solutions, jednak sądzę, że zmianie uległa tylko szata graficzna i nazwa, ponieważ produkty do złudzenia przypominają te z poprzedniej linii. Avon wprowadza od czasu do czasu takie "nowości" aby odświeżyć ofertę, jestem pewna, że miałam już do czynienia z kosmetykami, które dziś Wam przedstawię.

Naturalna pielęgnacja?


Magnesem, mającym zachęcić nas do zakupu produktów Nutra Effects, w której znajdują się kosmetyki do pielęgnacji twarzy oraz ciała, ma być deklarowany przez producenta naturalny skład. Nie jestem specjalistką, jeśli chodzi o skład kosmetyków, więc nie chcę się tu wymądrzać, ale już na pierwszy rzut oka widać, że obietnice nie mają zbyt wiele wspólnego z prawdą. Z drugiej jednak strony, przyznaję że nie oczekiwałam zbyt wiele w tym względzie od stosunkowo tanich kosmetyków. Kremy Nutra Effects w ogóle mi nie odpowiadają, produkty do ciała również nie zdobyły miejsca w moim sercu, za to całkiem nieźle wypadły produkty do oczyszczania twarzy w codziennej pielęgnacji.

Codzienna rutyna 


Produktów Nutra Effects używam do codziennego oczyszczania twarzy z resztek makijażu. Po zastosowaniu płynu micelarnego, myję twarz odświeżającym żelem, a na koniec przemywam ją tonikiem. Dwa trzy razy w tygodniu zamiast żelu stosuje peeling.

Jeśli chodzi o żel, nie mam mu nic do zarzucenia, bardzo dobrze oczyszcza twarz, nie podrażania jej, nie powoduje uczucia pieczenia czy dyskomfortu w trakcie używania. Tonik ma w składzie alkohol, który niestety wychodzi na pierwszy plan w trakcie użytkowania, co jest dla mnie dużym minusem, jednak dzięki niemu szybko pozbywam się ewentualnych niedoskonałości na twarzy.

Pianka do mycia twarzy, która również znajduje się w gamie produktów Nutra Effects jest dla mnie kompletnym nieporozumieniem, nie robi absolutnie nic, nie usuwa pozostałości makijażu, po jej zastosowaniu twarz nadal wymaga oczyszczenia. Po "umyciu" nią twarzy wytarłam buzię białym ręcznikiem i bardzo się zdziwiłam :-/

Delikatne oczyszczanie?


Opakowania produktów, które Wam prezentuję opatrzone są informacją, że nadają się one do cery wrażliwej. Muszę od razu zaznaczyć, że w moim odczuciu absolutnie NIE. Tonik zawiera alkohol i działa wysuszająco, po użyciu żelu również czuć ściągniecie na twarzy, więc jeśli ktoś ma problem z delikatną, wrażliwą skórą, powinien omijać produkty Nutra Effects szerokim łukiem.

Moja cera jest mieszana, więc chętnie sięgam po produkty matujące i odświeżające skórę. Po użyciu produktów Nutra Effects do jej oczyszczenia, stosuję porządne nawilżenie i w takim połączeniu całkiem nieźle mi się one sprawdzają.

Z pewnością produkty nie trafią we wszystkie gusta. Jeśli oczekujecie oczyszczenia połączonego z pielęgnacją, to nie polecam sięgania po Nutra Effects. Ja oczekuję od nich porządnego oczyszczenia skóry i przygotowania jej do zastosowania pielęgnacji, w tej roli sprawdzają się dobrze i posiadaczki cer mieszanych i tłustych mogą po nie sięgnąć, cerom wrażliwym nie polecam.



Seria do oczyszczania twarzy AVON Nutra Effects 



Miałyście okazję testować produkty AVON Nutra Effects? Jaka jest Wasza opinia?





wtorek, 17 października 2017

Promocja ROSSMANN -49%, -55% - dlaczego nie korzystam?

Piękny początek sezonu


To hasło, pod którym wystartowała najnowsza odsłona wielkiej promocji w sieci drogerii ROSSMANN, trwającej w dniach 10.10 - 19.10.17. W tym czasie można skorzystać z oferty -49% na wszystkie produkty do makijażu oraz manicure, bez ograniczeń ilościowych, a posiadacze karty KLUBU ROSSMANN mają prawo do rabatu 55%, jednak muszą wybrać minimum 3 produkty objęte promocją.

Zazwyczaj, na wieść o promocji leciałam jak na skrzydłach do najbliższego ROSSMANNA, by złowić upatrzone wcześniej perełki (których jest coraz więcej na drogeryjnych półkach, co bardzo cieszy). Dodatkową motywacją jest fakt, że cały internet aż huczy od rekomendacji, co warto nabyć o połowę taniej i pęka w szwach od zdjęć zdobyczy blogerek i pasjonatek makijażu.

Tym razem wyhamowałam w połowie drogi do ROSSMANNA, aby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy faktycznie czekają tam na mnie okazje życia?

Prawdziwa OKAZJA! czy na pewno?


Zrobiłam szybkie podsumowanie, co mogłoby mnie zainteresować, przypomniałam sobie rossmannowskie ceny "moich" produktów i wyszło na to, że np. podkłady Bourjois czy Revlon, których używam namiętnie, kupuję regularnie za połowę ceny w drogeriach internetowych ;) Kwestia atrakcyjnej ceny nie jest więc czynnikiem, który skusi mnie do buszowania wśród kosmetycznych szaf.

Wniosek jest oczywisty i raczej mało odkrywczy, stacjonarna drogeria jest droższa od tej wirtualnej, przyczyn zapewne jest kilka, ale nie o nich jest ten post. Oczywiście, sporo produktów, zwłaszcza tych tańszych, kupimy w internecie w podobnych cenach do tych, jakie znajdziemy na drogeryjnych półkach, ale bez przesady, jeśli produkt kosztuje 10 zł, to nie ma już czego obniżać ;)

Walka o przetrwanie


To chyba najbardziej trafne określenie na to, co dzieje się w drogeriach, kiedy ogłaszają one tak duże rabaty. Jak już wspominałam, nie jestem fanką zakupów w zatłoczonych miejscach, dlatego rozsądek podpowiada mi, że nie powinnam się zbliżać do ROSSMANNA aż do czwartku. Muszę stwierdzić z przykrością, że panie w wielu przypadkach nie potrafią się zachować, kiedy kusi je wizja zakupów upragnionych kosmetyków za pół ceny. 

Mniejsza już o tłok przy szafach, odrzuca mnie wręcz pchanie paluchów do wszystkiego, co chwycą w dłonie, mimo że testery również są wystawione (ok, zdaję sobie sprawę, że często drogeria mają problemy z testerami). Pod koniec dnia nie ma już prawie szans na zdobycie najpopularniejszych produktów, które nie były by "wymacane" lub otwarte. Nie wiem jak Wy, ale ja wolę zrezygnować z zakupu niż ryzykować, w końcu sporo osób ma z takim kosmetykiem styczność.

Szał zakupów


Na sam koniec zostawiłam sobie argument, który dotyczy chyba wszystkich kosmetykomaniaczek (niech podniesie rękę ta z Was, która ani razu nie zgrzeszyła!) - trudno kupić TYLKO to, po co się przyszło, w końcu jest 49% (55%) taniej!

Znacie to? Ja znam doskonale. Korzystałam z promocji wielokrotnie, czekałam na nią niecierpliwie i kiedy już znalazłam się w drogerii, wpadałam w szał zakupów. "To jest taaaakie ładne", a "to na 100% mi się przyda", "bez tamtego nie wykonam makijażu, który mam zaplanowany" itd. Wiecie o czym mówię? :)






A jak jest u Was? Dajecie się ponieść promocyjnemu szaleństwu? Czy może bojkotujecie promocję na "Piękny początek sezonu"?



P.S. Jeśli jednak wybierzecie się na łowy, serdecznie polecam podkład i tusz ze zdjęcia ;)

 

 

wtorek, 10 października 2017

Manicure hybrydowy - moje początki

Moda na manicure hybrydowy trwa w najlepsze i nie zanosi się na to, by miała wkrótce przeminąć, wręcz przeciwnie - grono fanek hybryd systematycznie się powiększa. W sieci można znaleźć setki filmów instruktażowych i poradników dotyczących wykonywania manicure przy użyciu lakierów utwardzanych w lampach UV i LED, a także ogromu możliwości, jakie dają. Temat zaczął mnie coraz bardziej wciągać, aż w końcu postanowiłam spróbować na własnej skórze (płytce paznokcia ;)).



Zestaw startowy do manicure hybrydowego SEMILAC

Trudne początki


Kiedy w lutym tego roku kupiłam swój pierwszy zestaw, podeszłam do hybryd z dużym dystansem, ponieważ moje doświadczenia do tej pory nie były zbyt dobre. Pierwsze zetknięcie z manicure hybrydowym miałam przed swoim ślubem, byłam zachwycona trwałością i wyglądem, mogłam się cieszyć błyszczącymi paznokciami, które przez dwa tygodnie pozostawały idealne (zapytacie dlaczego tylko tyle, o tym w dalszej części wpisu ;) ). Prawdziwe przeboje zaczęły się kiedy przyszło do usuwania hybrydy... Dziś wiem, że popełniłam wszystkie możliwe błędy, ale wtedy winą za zniszczone i osłabione na kilka tygodni paznokcie obarczyłam lakiery.

Ciekawość kosmetykomaniaczki i chęć posiadania pięknych paznokci dłużej niż przez trzy dni (tyle maksymalnie utrzymywały się u mnie klasyczne lakiery) zwyciężyły z obawą o ponowne ich zniszczenie. Pomyślałam, że założę hybrydy, sprawdzę co i jak, a zdejmowaniem pomartwię się później.

Hybrydowy niezbędnik - pierwszy zestaw


Zdecydowałam się na zestaw Semilac, którego najważniejszym elementem jest lampa UV LED o mocy 24W, ponadto w komplecie zakupiłam wszystkie pozostałe akcesoria niezbędne do wykonania manicure hybrydowego w domowym zaciszu: bazę witaminową, top, aceton i cleaner, waciki bezpyłowe i stipler do zdejmowania lakierów, wybrałam sobie dwa lakiery kolorowe na początek.



Lakiery hybrydowe SEMILAC


Pierwsze próby odbyły się bez większych trudności, okazało się, że najważniejsza w aplikacji hybryd jest precyzja i cienkie warstwy kolejnych produktów oraz porządne ich utwardzenie. Zdejmowanie również okazało się łatwe, jeśli przestrzega się pewnych zasad, jak choćby najbardziej oczywista - nie robimy nic na siłę.

Oczywiście pierwszego manicure (ani nawet drugiego czy piątego) nie nazwałabym udanym, ale stopniowo doszłam do wprawy i osiągam satysfakcjonujące rezultaty. Od niedawna bawię się żelami do zdobień, powiększa się także moja kolekcja pyłków i wszelkich akcesoriów do wykonywania manicure.

Zalety i wady, czyli czy warto zainwestować w hybrydy?


Manicure hybrydowy towarzyszy mi już od ośmiu miesięcy, miałam w tym czasie tylko jedną przerwę, kiedy na paznokciach nie nosiłam nic. Czy warto było spróbować? Bez wahania odpowiadam, że TAK.

Przede wszystkim hybrydy dają możliwość noszenia nienagannego manicure przez co najmniej 2 tygodnie - tyle ja go noszę, ponieważ paznokcie rosną mi dość szybko i odrost po 14 dniach jest już spory, bardzo tego nie lubię, choć można z tym żyć ;)

Lakiery hybrydowe dobrej jakości i poprawnie nałożone oraz utwardzone w lampie nie odpryskują, nie pojawiają się w nich ubytki ani rysy.

Kolejną zaletą jest fakt, że dzięki hybrydom nareszcie udało mi się zapuścić paznokcie, co do tej pory nie było możliwe przez miękką płytkę. Muszę uczciwie dodać, że w pierwszych tygodniach, gdy używałam hybryd nadal miałam problem z łamiącymi się paznokciami, a to dlatego, że nie budowałam odpowiednio ich kształtu na powierzchni płytki. Aktualnie, by temu zapobiec, używam preparatu służącego do budowania paznokci i ich przedłużania.

Możecie się zastanawiać, czy hybrydy przy takiej ilości zalet mają w ogóle jakieś wady?
Niestety tak. Chyba największą wadą manicure hybrydowego jest fakt, że wykonanie go, od momentu zdjęcia poprzedniego do zakończenia zdobienia, zajmuje sporo czasu. Każda nakładana warstwa wymaga osobnego utwardzenia, co znacznie wydłuża czas wykonania manicure, zwłaszcza gdy robimy także zdobienia.

Kolejną wadą tej metody według mnie jest fakt, że usuwamy lakier hybrydowy przy użyciu acetonu, który osłabia płytkę paznokcia i wysusza skórki. Niestety, jeśli zdejmujemy hybrydy niewprawnie, bardzo łatwo możemy uszkodzić płytkę.

Zachęciłam Was do wypróbowania hybryd? A może macie już doświadczenia z ich użyciem?



Moje paznokcie hybrydowe







wtorek, 3 października 2017

Jesienny makijaż z bordowo-białą kreską

Witajcie po dłuższej przerwie :)
Na moją nieobecność złożyło się kilka czynników, najważniejszym z nich jest fakt, że zdecydowałam się przenieść "na swoje" i wykupić własną domenę 😄 Miałam kilka problemów technicznych, ale wszystko już działa w najlepszym porządku, a ja jestem z siebie dumna i bardzo zadowolona, że sprawiłam sobie własny, niepowtarzalny adres w sieci ;)

W miniony weekend, po raz kolejny, odbyła się akcja rabatowa miesięcznika TWÓJ STYL - Stylowe zakupy, naturalnie nie mogłam oprzeć się pokusie i wyruszyłam na kosmetyczne (i nie tylko) łowy. Niebawem pochwalę się moimi zdobyczami, czekam na jeszcze jedną przesyłkę.

Póki co prezentuję Wam najnowsze oko z bordowym eyelinerem w roli głównej, jest to konturówka w żelu do oczu INGLOT nr 64 z najnowszej kolekcji Italian Kiss. Jest to linia, która stanowi rozszerzenie kolorystyczne uwielbianej przeze mnie kolekcji What a Spice, znajdziemy w niej cienie do powiek, matowe pomadki i właśnie żelowe eyelinery. Kolorystyka jest bardzo na czasie, ale szczerze mówiąc, poza tym, który kupiłam nic mnie jakoś szczególnie nie zachwyciło.

Wracając do samej konturówki do powiek, nie miałam wcześniej do czynienia z tym produktem i żałuję bardzo, że nie zainteresowałam się nim wcześniej - jest genialny! Konsystencja pozwala na wykonanie kresek bez większego wysiłku, dzięki temu, że lekko sunie po powiece, nie zastyga zbyt szybko, pigmentacja jest świetna. Muszę kiedyś sprawdzić, czy konturówka sprawdziła by się jako baza pod cienie.

Tak prezentuje się na oku:







Jak Wam się podoba taka interpretacja jesiennych klimatów?






Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.