wtorek, 17 października 2017

Promocja ROSSMANN -49%, -55% - dlaczego nie korzystam?

Piękny początek sezonu


To hasło, pod którym wystartowała najnowsza odsłona wielkiej promocji w sieci drogerii ROSSMANN, trwającej w dniach 10.10 - 19.10.17. W tym czasie można skorzystać z oferty -49% na wszystkie produkty do makijażu oraz manicure, bez ograniczeń ilościowych, a posiadacze karty KLUBU ROSSMANN mają prawo do rabatu 55%, jednak muszą wybrać minimum 3 produkty objęte promocją.

Zazwyczaj, na wieść o promocji leciałam jak na skrzydłach do najbliższego ROSSMANNA, by złowić upatrzone wcześniej perełki (których jest coraz więcej na drogeryjnych półkach, co bardzo cieszy). Dodatkową motywacją jest fakt, że cały internet aż huczy od rekomendacji, co warto nabyć o połowę taniej i pęka w szwach od zdjęć zdobyczy blogerek i pasjonatek makijażu.

Tym razem wyhamowałam w połowie drogi do ROSSMANNA, aby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy faktycznie czekają tam na mnie okazje życia?

Prawdziwa OKAZJA! czy na pewno?


Zrobiłam szybkie podsumowanie, co mogłoby mnie zainteresować, przypomniałam sobie rossmannowskie ceny "moich" produktów i wyszło na to, że np. podkłady Bourjois czy Revlon, których używam namiętnie, kupuję regularnie za połowę ceny w drogeriach internetowych ;) Kwestia atrakcyjnej ceny nie jest więc czynnikiem, który skusi mnie do buszowania wśród kosmetycznych szaf.

Wniosek jest oczywisty i raczej mało odkrywczy, stacjonarna drogeria jest droższa od tej wirtualnej, przyczyn zapewne jest kilka, ale nie o nich jest ten post. Oczywiście, sporo produktów, zwłaszcza tych tańszych, kupimy w internecie w podobnych cenach do tych, jakie znajdziemy na drogeryjnych półkach, ale bez przesady, jeśli produkt kosztuje 10 zł, to nie ma już czego obniżać ;)

Walka o przetrwanie


To chyba najbardziej trafne określenie na to, co dzieje się w drogeriach, kiedy ogłaszają one tak duże rabaty. Jak już wspominałam, nie jestem fanką zakupów w zatłoczonych miejscach, dlatego rozsądek podpowiada mi, że nie powinnam się zbliżać do ROSSMANNA aż do czwartku. Muszę stwierdzić z przykrością, że panie w wielu przypadkach nie potrafią się zachować, kiedy kusi je wizja zakupów upragnionych kosmetyków za pół ceny. 

Mniejsza już o tłok przy szafach, odrzuca mnie wręcz pchanie paluchów do wszystkiego, co chwycą w dłonie, mimo że testery również są wystawione (ok, zdaję sobie sprawę, że często drogeria mają problemy z testerami). Pod koniec dnia nie ma już prawie szans na zdobycie najpopularniejszych produktów, które nie były by "wymacane" lub otwarte. Nie wiem jak Wy, ale ja wolę zrezygnować z zakupu niż ryzykować, w końcu sporo osób ma z takim kosmetykiem styczność.

Szał zakupów


Na sam koniec zostawiłam sobie argument, który dotyczy chyba wszystkich kosmetykomaniaczek (niech podniesie rękę ta z Was, która ani razu nie zgrzeszyła!) - trudno kupić TYLKO to, po co się przyszło, w końcu jest 49% (55%) taniej!

Znacie to? Ja znam doskonale. Korzystałam z promocji wielokrotnie, czekałam na nią niecierpliwie i kiedy już znalazłam się w drogerii, wpadałam w szał zakupów. "To jest taaaakie ładne", a "to na 100% mi się przyda", "bez tamtego nie wykonam makijażu, który mam zaplanowany" itd. Wiecie o czym mówię? :)






A jak jest u Was? Dajecie się ponieść promocyjnemu szaleństwu? Czy może bojkotujecie promocję na "Piękny początek sezonu"?



P.S. Jeśli jednak wybierzecie się na łowy, serdecznie polecam podkład i tusz ze zdjęcia ;)

 

 

8 komentarzy:

  1. Kupiłam sporo rzeczy. W drogeriach internetowych zwykle trzeba doliczyć jeszcze koszty przesyłki. Co gdy kupujemy tylko jedną rzecz nie zawsze się opłaca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, przy zakupie jednej rzeczy nie opłaca się zamawiać w drogerii internetowej. Mi jednak do tej pory nie zdarzyło się zamówić tylko jednej rzeczy ;)

      Usuń
  2. Ja sobie odpuściłam tym razem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zniechęciło Cię to co mnie, czy niczego ciekawego nie miałaś na liście?
      A może jakiś inny powód?

      Usuń
  3. Ja weszłam któregoś dnia do Rossmanna i wyszłam po chwili, jak tylko wzięłam kilka produktów, które mi się skończyły. Jak zobaczyłam stado pań malujących kredką brwi czy pomadką usta, oczywiście nie testerem to krew się we mnie zagotowała, ale co ja mogę zrobić, obróciłam się na pięcie i czym prędzej wyszłam. Także na promocji nie poszalałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, zawsze jest ryzyko, że wpadnie nam w ręce coś mocno używanego. Niestety, obsługa drogerii nic sobie z tego nie robi :(

      Usuń
  4. Też odpuściłam. Aktualnie niczego nie potrzebuję i staram się ograniczać szaleństwa zakupowe. W Rossmannie byłam, po pieluchy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie również niczego nie potrzebuję, ale jestem pewna, że jeśli bym poszła, z pewnością znalazła bym coś, co na 100% jest mi potrzebne ;)

      Usuń

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.