Podkład REVLON COLORSTAY - recenzja

Podkład REVLON COLORSTAY - recenzja

Nie wiem jak Wy, ale w codziennej makijażowej rutynie nie wyobrażam sobie pomijać podkładu. Dla mnie wyrównanie kolorytu i stworzenia płótna pod pozostałe elementy makijażu to obowiązkowy punkt. Mam cerę mieszaną, ze skłonnością do niedoskonałości i rozszerzonymi porami w okolicy nosa. Produkty do twarzy testuję w ilościach hurtowych, a od podkładu wymagam przede wszystkim trwałości i tego, by nie świecił się już po kilku godzinach.



REVLON Colorstay 150 Buff


Potrzeby cery


Na szczęście nie mam na twarzy zbyt wiele do ukrycia (pomijając ciemne cienie pod oczami, ale o tym innym razem), więc mój idealny podkład powinien ujednolicać koloryt, nie musi być jak szpachla, która wszystko zamaskuje ;). Najchętniej sięgam po podkłady dające naturalne wykończenie, unikam płaskiego matu. Z drugiej jednak strony moja cera ma tendencję do wyświecania się po bokach nosa i na czole, muszę więc pamiętać o solidnym przypudrowaniu tej okolicy.

Jednym z moich faworytów w kategorii podkładów jest produkt, który można określić mianem kultowego, jest bowiem obecny na rynku już od bardzo dawna, jednak w moje ręce wpadł dopiero w zeszłym roku.

O jaki podkład chodzi?

REVLON COLORSTAY, konkretnie o wersję dla skóry mieszanej i tłustej. Produkt ten występuje również w wariancie dla cery suchej i normalnej, jednak nie miałam okazji go testować, więc nie uwzględniam go w mojej recenzji.

Konsystencja


Podkład ma idealną gęstość, konsystencja daje się bez problemu rozprowadzać na twarzy, ale nie jest "cienka" i lejąca. Według mnie jest idealny do codziennej aplikacji, ponieważ nie trzeba wkładać szczególnego wysiłku, aby dobrze wyglądał na twarzy. Błyskawicznie rozprowadzimy go palcami, albo każdym innym narzędziem, jakiego lubicie używać w codziennym makijażu, mi najszybciej rano jest użyć dłoni. Bez wahania napiszę, że jest to pewniak, po którego sięgam zawsze wtedy, gdy nie chcę, albo nie mam czasu martwić się o wygląd mojego makijażu.



REVLON Colorstay 150 Buff



Krycie


Oceniam je na średnie +, wystarczające na codzień, mocniejsze przebarwienia czy niedoskonałości wymagają dodatkowego punktowego krycia. Umiarkowane krycie jest atutem tego produktu, ponieważ gwarantuje naturalne wykończenie bez widocznej, ciężkiej warstwy na twarzy.

Trwałość


Moja cera ma skłonność do świecenia się w strefie T i w tym właśnie obszarze podkład jest narażony na najszybsze ścieranie. Jeśli podkład pozostaje na swoim miejscu przez 8-10 godzin, jest to najbardziej miarodajny test jego wytrzymałości i REVLON COLORSTAY zdaje ten test śpiewająco. Podkład nie znika mi z twarzy w trakcie dnia, nie powstają w nim plamy, nawet jeśli z biegiem czasu zacznie się świecić, to wystarczy zebrać nadmiar sebum za pomocą chusteczki. Makijaż nadal wygląda dobrze.


Podsumowując, REVLON COLORSTAY sprawdzi się wszystkim tym, którzy poszukują trwałego podkładu zarówno do codziennego użytkowania, jak i na większe wyjścia. Cera po jego zastosowaniu wygląda naturalnie, nie fundujemy sobie warstwy szpachli i dodatkowego obciążenia. Podkład dostępny jest w bogatej gamie kolorystycznej, co sprawia, że każdy znajdzie odcień dla siebie.

Moje kolory:

150 BUFF - bardzo jasny beż o neutralnym odcieniu, odpowiednik 51 Healthy Mix Bourjois
180 SAND BEIGE  - neutralny średni beż, bardzo ładnie wygląda na muśniętej słońcem skórze, powiedziała bym, że to coś pomiędzy 52 a 53 Bourjois.
Niestety, przed publikacją tego posta wyrzuciłam nieopatrznie puste opakowanie po podkładzie w odcieniu 180, nie mam więc możliwości pokazać Wam jak wygląda w zestawieniu ze 150.

Poniżej porównanie koloru 150 Buff z innymi popularnymi podkładami, mam nadzieję, że da Wam to punkt odniesienia.







Cena: ok. 30zł (w drogeriach internetowych, stacjonarnie sporo drożej), często można go upolować w promocji nawet za 23 zł.



Znacie ten podkład? Opinie na jego temat są mocno podzielone, chętnie dowiem się co o nim sądzicie.






Paleta cieni JUVIA'S PLACE MASQUERADE - recenzja

Paleta cieni JUVIA'S PLACE MASQUERADE - recenzja

JUVIA'S PLACE to amerykańska marka, która przebojem weszła na polski rynek i zawładnęła sercami wszystkich entuzjastek makijażu, blogerek i wizażystek. W ofercie JUVIA'S znajdują się przede wszystkim palety cieni w pięknych żywych kolorach, a także pędzle.

Długo zastanawiałam się, którą paletę wybrać, ponieważ wszystkie są absolutnie piękne ;) W końcu wybór padł na MASQUERADE, ponieważ według mnie jest najbardziej wszechstronna i ma cudowne kolory.



JUVIA'S PLACE MASQUERADE



Dobór kolorów i formuła cieni


Znajdują się w niej zarówno brązy, rudości czy burgundy, kolory cieszące się niesłabnącym powodzeniem w makijażowym świecie, ale także bardziej żywe barwy jak błękit, zieleń, czy fuksja. Mamy do dyspozycji trzy wykończenia: matowe, z drobinami i metaliczne.

Cienie mają miękką formułę, która kojarzy mi się z cieniami ZOEVA. Idealnie trzymają się pędzla i pozwalają się transferować na powiekę bez osypywania. Pigmentacja jest bardzo intensywna, dlatego polecam nakładać je stopniowo, żeby uniknąć plam. Produkt jest do tego stopnia napigmentowany, że mam wrażenie, że barwi skórę podczas aplikacji.

Poniżej mała próbka ;)



Cudowna pigmentacja cieni JUVIA'S


Radość tworzenia


Cienie wybitnie łączą się ze sobą, ale również z innymi produktami. Każdy kolor pozostaje widoczny na powiece i tak wyraźny i intensywny, jak sobie tego życzymy, nie zanika w trakcie blendowania i budowania koloru.

Metaliczne cienie będą dobrze wyglądały nakładane sysntetycznym pędzlem wprost z opakowania, ale 100% swoich możliwości zaprezentują dopiero aplikowane na mokro, najlepiej na klej do brokatu lub Duraline z Inglota. Efekt jest warty grzechu ;)

Jeśli chodzi o trwałość, to nie mam im absolutnie nic do zarzucenia, pozostają w niezmienionym stanie przez wiele godzin. Dla sprawiedliwości muszę jednak dodać, że nie mam większych problemów z trwałością żadnych cieni, więc i te nie mogły sprawić mi zawodu. Pewnie wszyscy już to wiedzą, ale powtórzę dla przypomnienia - żadne cienie nie sprawdzą się na powiekach bez bazy dedykowanej do tego celu, albo jak w moim przypadku zastygającego korektora.

Paletą JUVIA'S PLACE MASQUERADE możemy wyczarować zarówno dzienny makijaż, jak i smoky w ciepłych barwach, ale również szaloną propozycję na wyjście. Do tego ostatniego szczególnie Was zachęcam, w końcu mamy karnawał ;)

Inspiracją może być makijaż wykonany przeze mnie tą paletą - MAKIJAŻ FUKSJA I BŁĘKIT



JUVIA'S PLACE MASQUERADE



Popatrzcie sami na to cudo, czyż nie chce się natychmiast chwycić za pędzle i zacząć tworzyć?



Makijaż fuksja i błękit - JUVIA'S PLACE MASQUERADE

Makijaż fuksja i błękit - JUVIA'S PLACE MASQUERADE

Witajcie!

Nareszcie znalazłam czas na nowy makijaż i porządne przetestowanie palety JUVIA'S PLACE MASQUERADE (recenzja już niebawem ;) ). Od kiedy zobaczyłam ją pierwszy raz, miałam na myśli makijaż w kolorze fuksji i błękitu. Soczyste, intensywne kolory zachęcają do eksperymentów i szaleństw, choć spokojnie można tą paletą wykonać także makijaż dzienny.

Dziś mocniejsza propozycja, mimo bardziej zwariowanej kolorystyki, chętnie wyszła bym w takim makijażu w miasto ;)



Cienie JUVIA'S PLACE MASQUERADE










UŻYTE PRODUKTY


Twarz:

- podkład INGLOT HD Perfect Coverup + MAKEUP FOREVER Water Blend
- korektor ASTOR Perfect Stay + CATRICE Camouflage Cream
- puder SENSAI Translucent + puder sypki INGLOT
- bronzer KOBO PROFESSIONAL Matt Bronzing & Contouring Powder
- róż INGLOT Freedom System
- rozświetlacz LOVELY Silver Highliter

Oczy:

- pomada do brwi INGLOT AMC
- żel do brwi GOLDEN ROSE Longstay Brow Styling Gel
- cienie JUVIA'S PLACE Masquerade Palette
- rzęsy z Aliexpress

Usta:

- pomadka HEAN Luxury Matte Liquid Lipstick









Jak Wam się podoba ta propozycja? Znacie już cienie Juvia's Place?









Paleta do konturowania KAT VON D SHADE + LIGHT CONTOUR PALETTE - recenzja

Paleta do konturowania KAT VON D SHADE + LIGHT CONTOUR PALETTE - recenzja

Dziś mam dla Was recenzję palety do konturowania marki KAT VON D, która przebojem wdarła się na polski rynek kosmetyczny. Szaleństwo na punkcie produktów wykreowanych przez znaną tatuażystkę (to właśnie w sztuce tatuażu wsławiła się Kat, zanim zaczęła tworzyć kosmetyki kolorowe) zaczęło się nad Wisłą w dniu premiery - 22 września 2017. 

Kultowe od dnia premiery


Produkty KAT VON D już od pierwszych chwil dostępności (na wyłączność) w Sephorze cieszyły się ogromnym powodzeniem. Mimo wielkiej ciekawości tematu, postanowiłam jednak poczekać aż pierwszy pył opadnie wokół wysp w perfumeriach i wybrałam się na łowy, jakieś dwa tygodnie później.

Na mojej liście zainteresowań znajdowało się (w zasadzie nadal się na niej znajduje) kilka produktów: słynne matowe pomadki w płynie, korektor oraz podkład Lock it, a także paleta do konturowania Shade and Light Conour Palette.

Na pierwszy ogień poszła właśnie paleta, ponieważ zebrała najwięcej zachwytów na wszelkiego rodzaju blogach oraz vlogach i wydała mi się najbardziej praktycznym zakupem. Brakowało mi do tej pory produktu, w którym znalazła bym komplet pudrów do konturowania w uniwersalnych kolorach, bez konieczności kompletowania pojedynczych wkładów, czy dokupowania osobnych produktów.



KAT VON D Shade and Light Contour Palette



6 w 1 - czy można mieć wszystko?


Paleta Shade and Light Conour Palette zawiera sześć matowych pudrów do konturowania: 3 rozjaśniające oraz 3 bronzery w kolorach od neutralnego po ciepły. Odcienie wszystkich wkładów są bardzo uniwersalne, dają się łatwo ze sobą łączyć, więc paleta idealnie sprawdzi się w przypadku wszystkich typów urody.

Konsystencja pudrów jest niezwykle miękka i drobno zmielona, co sprawia, że nieco pylą się przy kontakcie z pędzlem i brudzą opakowanie, ale jest to kwestia drugorzędna. Największą zaletą palety do konturowania KAT VON D jest fakt, że pudry są świetnie napigmentowane, warto więc nakładać je lekką ręką, by uniknąć powstania plam na policzkach.

Paleta Shade and Light Contour Palette, dzięki swoim właściwościom i przyjemnej dla użytkownika formie, da się okiełznać każdemu, kto rozumie i zna choćby podstawy techniki konturowania twarzy. Jest to ogromny atut tego produktu. Możemy stworzyć dzięki niej zarówno intensywnie zaznaczone rysy twarzy, jak i subtelny kontur. Efekt daje się stopniować poprzez aplikację kolejnych warstw, które dodatkowo przepięknie się łączą zarówno ze sobą, jak i z innymi produktami. Blendowanie pudrów to czysta przyjemność, mam ochotę dokładać je bez końca, trudno jest przestać ;)


KAT VON D Shade and Light Contour Palette


Warto wspomnieć jeszcze o opakowaniu palety Shade and Light. Wykonano je z grubej tektury porządnej jakości. Już przy pierwszym kontakcie można odczuć, że mamy do czynienia z wysoko półkowym produktem. Dodatkową zaletą jest fakt, że umieszczono w nim duże lusterko, którym możemy posiłkować się przy wykonywaniu makijażu.

Jest jeszcze za wcześnie na ocenę trwałości samego opakowania, ale sądzę, że zniesie ono wiele i będzie dobrze chroniło zawartość.

Niezastąpiona


Shade and Light Conour Palette od Kat von D towarzyszy mi już od kilku miesięcy, mogę więc powiedzieć, że zdążyłam już porządnie ją przetestować. Powiem Wam, że od kiedy użyłam jej pierwszy raz, nie mam już potrzeby sięgać po inne produkty.

Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym nie testowała i nie próbowała używać innych marek, w końcu o to właśnie chodzi w tym blogu, jednak jeśli miała bym postawić tylko na jeden produkt z tej kategorii, bez wahania wybieram KAT VON D ;)



KAT VON D Shade and Light Contour Palette



A czy Wy znacie tę paletę? Chętnie dowiem się co o niej sądzicie, czy spodobała się Wam tak samo jak mnie?

 Może polecacie inny produkt tego typu, Wasz numer 1?





Kosmetyczne podsumowanie 2017 roku - ulubieńcy w makijażu

Kosmetyczne podsumowanie 2017 roku - ulubieńcy w makijażu

Witam Was w 2018 roku! 
Jak tam nastroje? Może jakieś noworoczne postanowienia?

U mnie sporo się ostatnio działo, skorzystałam więc ze świąteczno-noworocznej przerwy i postanowiłam zrobić sobie wolne od wszelkich obowiązków, zebrać siły na nadchodzący rok, stąd przerwa w publikowaniu postów. 

Urlop się skończył, wystartowałam już w nowym roku na dobre i planuję regularnie dla Was publikować, zrobię wszystko co w mojej mocy, aby dotrzymać noworocznego postanowienia.

Podsumowania, plany i postanowienia


Początek każdego roku sprzyja, w moim przypadku, refleksji i podsumowaniom, też tak macie? Nadszedł więc czas na zebranie wszystkich ciekawostek makijażowych, które wpadły mi w ręce w 2017 roku.

W związku z tym, że postanowiłam rozkręcić bloga na poważnie i staram się zajmować nim tak regularnie, jak to tylko możliwe, testowanie nowych kosmetyków dla Was uważam za swoją powinność (z której czerpię oczywiście mnóstwo satysfakcji i radości). W minionym roku wpadło mi w ręce wiele nowości, które szybko stały się perełkami w moim kufrze, sprawiając, że nie mam ochoty się z nimi rozstawać. O większości produktów miałam już okazję wspominać, jest również kilka takich, które z pewnością doczekają się bardziej obszernej recenzji.

Nie przedłużam zatem i zapraszam na moje zestawienie kosmetyków i przyborów do makijażu, które zasłużyły na wyróżnienie w 2017. 






Piękna cera na pierwszymi miejscu


Uważam, że perfekcyjny makijaż nie istnieje bez odpowiedniego przygotowania cery, z pewnością większość z Was się ze mną zgodzi. Rzadko wychodzę z domu bez podkładu na twarzy, nie mam z tym wprawdzie problemu, ale lepiej się czuję z makijażem, dlatego w moim kosmetycznym niezbędniku nie może zabraknąć podkładów. Najczęściej na mojej półce w łazience jest ich kilka, lubię mieć wybór ;)

Rok 2017 należał do dwóch produktów z tej kategorii: REVLON Colorstay oraz  HEAN Never Be Better Coverage. Pierwszy to już klasyka wśród fanek makijażu, występuje w dwóch wersjach do cery suchej i normalnej oraz tłustej i mieszanej, ja posiadam tę drugą. 

Często spotykam w internecie opinie, że jest to podkład ciężki i nie nadaje się na codzień, jednak nie zgadzam się z nimi, dla mnie to aktualnie numer jeden, jeśli chodzi o codzienny makijaż. Mogę na nim polegać, pozostaje na twarzy przez długie godziny, twarz pozostaje matowa, jednocześnie wygląda naturalnie, nie robi maski. Jest to jeden z produktów, o którym będę chciała opowiedzieć Wam szerzej w osobnej recenzji.

Podkład polskiej marki HEAN został już przeze mnie zrecenzowany TUTAJ, więc nie będę się o nim ponownie rozpisywać. Napiszę tylko, że jest to jeden z niewielu drogeryjnych podkładów, które zrobiły na mnie tak duże wrażenie. Zasługuje na wyróżnienie ze względu na trwałość oraz fakt, że cera prezentuje się nieskazitelnie. Efekt jest widoczny, ale nie sztuczny i przesadzony.



Ulubione podkłady w 2017r. - REVLON COLORSTAY i HEAN NEVER BE BETTER COVERAGE



Skoro mamy już ujednoliconą cerę, warto zadbać o ukrycie cieni pod oczami. Przez cały 2017 rok służył mi do tego przede wszystkim korektor ASTOR Perfect Stay. Sprawdził się nie tylko do ukrycia mankamentów obszaru pod oczami, ale także jako baza pod cienie. 

Krycie produktu jest średnie, dużych cieni niestety nie zamaskuje w 100%, ale na największe zasinienia można użyć dodatkowo kamuflażu. Konsystencja jest lekka, więc nie obciążamy nadmiernie cienkiej skóry wokół oczu. Na podkreślenie zasługuje fakt, że jest to korektor, który zastyga, możemy więc liczyć na jego trwałość. Występuje niestety tylko w dwóch kolorach Ivory - bardzo jasny, z delikatnie różowymi tonami i Sand o bardzo ładnym beżowym odcieniu.

Kiedy już zakryję co potrzeba, wypada przypudrować twarz, ze szczególnym uwzględnieniem zabezpieczenia korektora. Absolutnym hitem i najlepszym pudrem, na jaki do tej pory trafiłam jest SENSAI Loose Powder Translucent. Zakochałam się w nim bez reszty! To, jak wygląda pod oczami (mam bardzo suchą i cienką skórę w tym obszarze) i na twarzy za każdym razem przyprawia mnie o zachwyt. Jest drobniutko zmielony, dosłownie robi efekt Photoshopa, cera jest niesamowicie wygładzona i rozświetlona. Co ważne, nie bieli twarzy i jest niewidoczny na zdjęciach.



Korektor ASTOR PERFECT STAY i puder SENSAI LOOSE POWDER TRANSCULENT



Podkreślenie i rozświetlenie


W zestawieniu kosmetycznych ulubieńców 2017 nie mogło zabraknąć bestsellerowej palety do konturowania Shade + Light Contour Palette od KAT VON D. Paleta zawiera sześć pudrów do o miękkiej i aksamitnej konsystencji. Pozwalają one na stopniowanie intensywności kolorów i cudownie się rozcierają. Pigmentacja jest bardzo intensywna, dlatego warto nakładać produkt etapami. Dobór odcieni pudrów sprawia, że możemy ich użyć do podkreślenia rysów twarzy zarówno osób o bardzo jasnej karnacji, jak i posiadaczek ciemniejszych cer.

Paletę czeka własne 5 minut na moim blogu, ponieważ chciała bym Wam opowiedzieć o niej znacznie więcej ;) Jesteście ciekawe?



KAT VON D SHADE + LIGHT CONOUR PALETTE



Wisienką na torcie w makijażu jest rozświetlacz. Uwielbiam wszystko co połyskujące, więc produktu z tej kategorii nie mogło zabraknąć w zestawieniu najlepszych produktów kolorowych w 2017. W roli gwiazdy ubiegłego roku występuje rozświetlacz BECCA Shimmering Skin Perfector w kolorze Opal. Jest to produkt, dzięki któremu uzyskać można intensywny, ale bardzo elegancki blask. Nie ma w sobie drobinek, więc nie robi na twarzy dyskoteki, pozostawia gładką, odbijającą światło taflę. Konsystencja jest nietypowa, bardzo miękka, co ułatwia osiągnięcie i stopniowanie efektu rozświetlenia. Sam kolor jest trafiony w dziesiątkę, jeśli chodzi o mój typ urody, to piękny, szampański odcień, ani za chłodny, ani za ciepły.



Rozświetlacz roku 2017 BECCA SHIMMERING SKIN PERFECTOR



Trwały kolor ust i podkreślenie oczu


Najczęściej w tym roku na moich ustach gościły matowe pomadki w płynie, to zdecydowanie ulubiona formuła, gwarantująca trwałość i świetną pigmentację (w większości testowanych przypadków). W tej kategorii prym wiodły trzy produkty: ZOEVA Pure Velurs Lips, GOLDEN ROSE Longstay Matte Liquid Lipstick oraz HEAN Luxury Matte Liquid Lipstick. Wszystkie je łączy imponująca trwałość (choć HEAN pozostaje w tej kategorii nieco poza konkurencją) i komfort noszenia (tu nieznacznie przegrywa GOLDEN ROSE).

Więcej możecie przeczytać na ich temat w niedawnym wpisie o ulubionych pomadkach na jesień: JESIENNE POMADKI.

A TU więcej na temat pomadki HEAN.

Ostatnim produktem z kolorówki, który zasługuje na miejsce w podsumowaniu roku jest paleta cieni HUDA BEAUTY Textured Shadows Palette Rose Gold Edition. Na polskim rynku dostępna jest od niedawna, ale spokojnie można nazwać ją paletą kultową. Zebrała skrajne opinie wśród profesjonalistów, jak i amatorów. Ja zdecydowanie należę do fanek tego produktu i ostatnimi czasy sięgam po niego niemal za każdym razem, gdy wykonuję makijaż.

Na czym polega jej fenomen? Myślę, że wrażenie robią przede wszystkim cienie foliowe, mnie osobiście urzeka dobór kolorów, który daje ogromne możliwości - idealnie sprawdzi się w codziennym makijażu, a wieczorowym lookom doda blasku i wyjątkowości.

Macie ochotę na więcej? Polecam recenzję: HUDA BEAUTY Textured Shadows Palette



Ulubione pomadki i cienie 2017



Skarby wśród pędzli


Najlepsze zostawiłam sobie na koniec - pędzle :) Ale nie jakieś zwyczajne, przeciętne, tylko prawdziwe perełki, stworzone przez wizażystkę dla wszystkich, którzy cenią jakość wykonania i wysokiej klasy narzędzia, które ułatwią wykonanie makijażu i uczynią go jeszcze przyjemniejszym.

Mowa o MBRUSH by MAXINECZKA, marce wykreowanej przez znaną Youtuberkę. Pędzle jej projektu wyróżniają się eleganckim designem i niespotykanymi dotąd na rynku modelami. Tym co je wyróżnia jest fakt, że produkowane są z włosia naturalnego układanego ręcznie, zwieńczonego pozłacaną skuwką.

Praca z nimi to czysta przyjemność, włosie jest miękkie, idealnie chwyta produkty i pozwala na ich aplikację bez plam. 

Zachęcam do lektury recenzji z opisami posiadanych przeze mnie modeli MBRUSH.

W Święta moja rodzinka MBrushy powiększyła się o trzy kolejne sztuki i z pewnością na tym się nie skończy, ponieważ są one wspaniałą inwestycją i jednymi z lepszych narzędzi do wykonywania makijażu, jakie posiadam (a trochę się już ich uzbierało ;) ).



MBRUSH BY MAXINECZKA







A jacy są Wasi ulubieńcy ostatnich miesięcy i całego roku 2017? Może wśród Waszych faworytów znalazł się któryś z moich?