Intensywnie nawilżający krem MIYA myWONDERbalm - recenzja

Dziś chciałabym napisać Wam kilka słów o produkcie do pielęgnacji. Dzisiejszą gwiazdą jest intensywnie nawilżający krem MIYA Cosmetics Mywonderbalm I'm coco nuts, jak sama nazwa wskazuje, o zapachu kokosowym.



Krem intensywnie nawilżający MIYA COSMETICS myWONDERbalm



Dobre bo polskie?


MIYA Cosmetics to polska marka, która stawia na prostą, jak najbardziej naturalną pielęgnację cery, która ma dodać nam pewności siebie i zaoszczędzić czas spędzony na porannych przygotowaniach do aktywnego dnia.

Kolejnym atutem, którym szczyci się marka są składy pozbawione parabenów, silikonów, olejów mineralnych, sztucznych barwników, PEG-ów, parafiny i glikolu propylenowego. Deklarację tę umieszczono również na opakowaniu każdego produktu. Zamiast sztuczności i szkodliwej chemii znajdziemy wiele naturalnych składników m.in. olej kokosowy, olejek sezamowy, witaminę E oraz prowitaminę B5.

Brzmi dobrze? 
Mnie skusiły wszystkie obietnice i zalety, którymi szczyci się marka MIYA Cosmetics, zachęcona również wieloma pozytywnymi opiniami w internecie, postanowiłam wypróbować jeden z tych wspaniałych kremów. Wybór padł na wersję kokosową, w moim przypadku nie mogło być inaczej, ponieważ kocham kokos i wszystko, co z nim związane.

I'm coco nuts?


Krem jest bardzo gęsty i treściwy, obawiałam się, że będzie zbyt tłusty do mojej mieszanej cery. Jednak nic bardziej mylnego, okazało się, że nie obciąża skóry, tylko faktycznie ją odżywia i nawilża, bez pozostawienia tłustego filmu. Krem bardzo szybko się wchłania, właściwie natychmiast po jego nałożeniu możemy aplikować podkład i wykonać makijaż. Jest to dla mnie ogromny atut, ponieważ nie lubię czekać na wchłonięcie się pielęgnacji, często był to też powód, dla którego zdarzało mi się do tej pory pomijać ten krok o poranku.

Krem MIYA świetnie "trzyma" cały makijaż, nie wpływa negatywnie na jego trwałość, poprawia wygląd produktów na twarzy. Mam wrażenie, że dzięki nieco tępemu wykończeniu, które pozostawia krem po wchłonięciu, podkład się do niego klei, zamiast ślizgać po powierzchni cery.

Wszystko to sprawia, że z pewnością będę sięgała po ten krem częściej i chętnie wypróbuję pozostałe warianty, a także słynny już myPOWERelixir - naturalne serum rewitalizujące.

Jedyny minus, jaki zauważyłam do tej pory jest taki, że mojej cerze nie służy używanie kremu w nadmiernej ilości. Po zimie miałam sporo suchych skórek i podrażnień na twarzy, postanowiłam więc skorzystać z nawilżających właściwości produktu i zaaplikowałam go solidną ilość, niestety obciążył mi skórę. Nic podobnego nie dzieje się jednak, gdy stosuję go z umiarem.

Za 75ml kremu zapłacimy 29,99zł - zdecydowanie warto się nim zainteresować ;)






Znacie już produkty MIYA Cosmetics? Jeśli nie, skusicie się na któryś?






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz