Kosmetyki do makijażu SINSKIN - recenzja

Kosmetyki do makijażu SINSKIN - recenzja

Dzisiejszy post poświęcony będzie recenzji marki dostępnej na wyłączność w Rossmannie - SINSKIN. Do jego napisania zabierałam się dość długo, ponieważ zamierzałam jak najlepiej przetestować kosmetyki, zanim napiszę co o nich sądzę.

Na stronie producenta czytamy: "SINSKIN to profesjonalne kosmetyki do makijażu, które zostały stworzone we współpracy z wizażystami. Bazując na ich doświadczeniu i analizując potrzeby kobiet, stworzyliśmy produkty, które spełniają zarówno wysokie wymagania codziennego makijażu, jak i idealnie sprawdzą się podczas sesji zdjęciowych czy pokazów mody."

Czytając opis nie sposób nie wymagać wiele od tych produktów, w końcu producent powołuje się na autorytet profesjonalistów, choć z drugiej strony nigdzie nie znalazłam informacji, jacy wizażyści uczestniczyli w tworzeniu kosmetyków SINSKIN (poprawcie mnie proszę, jeśli się mylę).

Nie zamierzam jednak czepiać się szczegółów, przejdę więc do konkretów.



Kosmetyki SINSKIN

Profesjonalna jakość?


Zacznę od tego, że ceny produktów nie należą do najniższych, nie są z pewnością drogeryjne:

Podkład - 73,99 zł

Puder - 88,99 zł

Pomadka - 64,99 zł

Cień - 48,99 zł

Czy znajdują one uzasadnienie w jakości produktów? Mam mieszane odczucia w tej kwestii...
Od gamy kosmetyków współtworzonych przez wizażystów oczekiwałabym przede wszystkim trwałości oraz komfortu użytkowania. 

Tym, co kojarzy mi się z profesjonalną jakością, jest ekskluzywność produktów, przez którą rozumiem ich nienaganny wygląd na twarzy, po wykonaniu makijażu chciałabym zobaczyć efekt WOW, który zachęci mnie do dalszego użytkowania kosmetyków.

Czy produkty SINSKIN wywołały u mnie głębsze emocje? Zapraszam do recenzji ;)

Podkład SINSKIN Must.Have HD Perfecting Foundation


Przy wyborze skusiło mnie to, że miał być HD, czyli pięknie odbijać światło i wyglądać dobrze na zdjęciach. Niestety, nie mam pojęcia, gdzie szukać tego HD, bo wykończenie podkładu jest całkowicie matowe i płaskie. Według mnie najlepiej wygląda na twarzy stosowany z rozświetlającą bazą, solo daje nieco papierowy efekt. Doczytałam również, że ma się dopasowywać do koloru cery, tej właściwości również nie zaobserwowałam. Krycie podkładu określiła bym jako średnie, co czyni go odpowiednim do wykonania codziennego makijażu.

Konsystencja jest średnio gęsta, łatwa w szybkiej aplikacji, zarówno palcami, jak i pędzlem. Podkład nie robi smug, po zastygnięciu ma pudrowe wykończenie.

Kolor, który wybrałam to W10 Light Beige, ma ładny żółty odcień, odpowiedni dla osób o średniej karnacji.


Podkład SINSKIN Must.Have HD Perfecting Foundation






 

 





 Puder mineralny SINSKIN Must.Have Mineral Loose Powder




Wybrałam kolor Natural, w Rossmannie wydawał mi się dość jasny, jednak na twarzy daje widoczny kolor, ciemniejszy niż w opakowaniu, warto więc aplikować go uważnie, w niezbyt dużej ilości. Po pudrze mineralnym spodziewałam się wygładzenia cery i nadania jej zdrowego, naturalnego wyglądu, jednak na mojej twarzy wygląda on dość matowo, nie zauważyłam efektu WOW, powiedziałabym raczej, że efekt jest poprawny, przeciętny.

Puder mineralny SINSKIN jest drobno zmielony, ma aksamitną konsystencję, dość mocno się pyli. Opakowanie jest niezbyt praktyczne, ponieważ zamiast odkręcanej pokrywki ma podnoszone wieczko z lusterkiem, nie ma więc na co wysypać produktu, co sprawia że próby jego użycia zawsze kończą się u mnie sporym bałaganem.

Produkt jest mocno perfumowany, zapach jest bardzo specyficzny, choć nie mogę nazwać go nieprzyjemnym. Intensywny zapach kosmetyków do makijażu zazwyczaj mi nie przeszkadza, ale ten to już dla mnie zbyt wiele.



Puder SINSKIN Must.Have Mineral Loose Powder


Pomadka matowa w płynie SINSKIN Must.Have


Mój kolor to 421 Play It Safe, czyli uniwersalny, bardzo twarzowy brudny róż. Konsystencja pomadki bynajmniej nie przypomina płynnej, raczej określiła bym ją jako bardzo gęsty, lekki mus. Równomierna aplikacja nie sprawia szczególnych trudności, choć pomadka dość tępo sunie po ustach. Jednak już od pierwszych sekund po nałożeniu uczucie nie jest komfortowe, daje się odczuć suchość produktu, jego noszenie również nie należy do przyjemnych. Pomadka SINSKIN niestety wysuszyła mi usta na wiór, z pewnością nie zaliczę jej do ulubieńców.

Trwałość produktu pozostawia wiele do życzenia, mam wrażenie, że mimo suchego wykończenia na ustach, pomadka nie zastyga, co skutkuje tym, że szybko znika z warg.



Pomadka w płynie SINSKIN Must.Have


Cień w płynie SINSKIN Must.Have


Odcień 341 Topping od razu wpadł mi w oko, jest to przepięknie połyskujący, cień w kolorze starego złota z miedzianymi refleksami. Nie mogłam przejść obok niego obojętnie.

Po nałożeniu na skórę zastyga i pozostaje nie do ruszenia przez cały dzień. Wydawało się, że trafiłam na produkt idealny i nie będę miała ochoty się z nim rozstawać... Niestety, mój zawód był ogromny, kiedy okazało się, że bardzo trudno jest go równomiernie zaaplikować na powiekę i wydobyć pełnię uroku.

Próbowałam nakładać go na inne cienie, ale robił w nich tylko dziury, nie chciał się łączyć z innymi produktami, nakładany na sam korektor również się nie sprawdził. Brakuje mi już pomysłu, jak go aplikować, żeby nie zepsuć już wykonanego makijażu :-/

Jak dla mnie, ten produkt to kompletny niewypał, jeśli macie na niego sposób, chętnie poczytam, jak wydobyć z niego to co najlepsze i sprawić, że będzie wyglądał pięknie na powiece.



Cień w płynie SINSKIN Must.Have


Czy warto?


Z pewnością po lekturze posta domyślacie się już, jaka będzie moja odpowiedź. Podsumowując w kilku słowach produkty SINSKIN, które testowałam, z pewnością należy powiedzieć, że nie są warte swojej ceny. Oczywiście, biorę pod uwagę fakt, że mogą one nie być dostosowane do mojej cery i oczekiwań ;) Jakość części z nich jest poprawna i zamierzam je nadal używać. Jednak kiedy pomyślę o tym, że zamiast nich mogę kupić produkty np. INGLOT, które znajdują się na tej samej półce cenowej, bez wahania wybiorę tę drugą opcję.

A co Wy sądzicie o produktach SINSKIN? może którejś z Was sprawdziły się kosmetyki tej marki?













Makijaż klasyczny - kreska i czerwone usta

Makijaż klasyczny - kreska i czerwone usta

Ostatnio na blogu pojawiło się sporo recenzji, więc dziś dla równowagi mam dla Was post z makijażem. Tym razem postawiłam na klasykę, czyli stonowane, matowe cienie na oczach, delikatnie rozświetlony środek powieki i czerwone usta o metalicznym wykończeniu. Co Wy na to? :)










UŻYTE PRODUKTY

Twarz:
- podklad HEAN Never Be Better + INGLOT HD
- korektor LOVELY Liquid Camouflage
- puder SENSAI Translucent pod oczy, na całą twarz LAURA MERCIER Translucent
- bronzer GOLDEN ROSE Mineral Terracota Powder (niezmiennie od wielu miesięcy, nie ma sobie równych) + do poglębienia konturowania KOBO PROFESSIONAL
- róż INGLOT Freedom System
- rozświetlacz INGLOT Soft Sparkler

Oczy:
- cienie INGLOT What a Spice + ZOEVA Cocoa Blend
- eyeliner GOLDEN ROSE Longstay
- pomada do brwi WIBO
- rzęsy z ALIEXPRESS

Usta:
- konturówka GOLDEN ROSE
- metaliczna pomadka NABLA Dreamy











Co sądzicie o takiej odsłonie? Wolicie klasykę, czy jednak chętniej stawiacie na szaleństwo w makijażu?