Pomada do brwi WIBO EYEBROW POMADE - recenzja

Pomada do brwi WIBO EYEBROW POMADE - recenzja

Bez podkreślonych brwi nie ma dla mnie dobrego makijażu. To właśnie brwi stanowią oprawę oczu i decydują o uwydatnieniu rysów twarzy a nawet o odbiorze naszego wizerunku. Sposobów na nadanie brwiom pożądanego wyglądu jest wiele, ja najczęściej sięgam po kredkę i cień, ponieważ jest to najszybsza i wybaczająca ewentualne błędy metoda przy codziennym makijażu.

Coraz częściej i chętniej sięgam jednak po pomady do brwi, ze względu na ich lepszą trwałość i precyzję, z jaką mogę wyrysować kształt i uzupełnić miejsca, gdzie włoski rosną nieregularnie. Dzisiejszy post poświęcony będzie właśnie pomadzie - WIBO EYEBROW POMADE.



WIBO EYEBROW POMADE



Konsystencja i trwałość


Pomada WIBO ma miękką, masłowatą konsystencję, która sprawia, że bardzo łatwo się ją aplikuje. Jednocześnie produkt pozwala na dużą precyzję rysunku brwi i domalowanie pojedynczych włosków. Pomada zastyga na skórze i staje się zupełnie matowa, zapewnia więc bardzo naturalny wygląd brwi. Dodatkowo nie pozostawia wyczuwalnej, twardej "skorupy", jest niezwykle komfortowa w noszeniu, do tego stopnia, że czasem zapominam, że mam cokolwiek na brwiach.

Jak już wspomniałam, pomada zastyga po aplikacji, co wiąże się również z godną pochwały trwałością. Producent deklaruje, że jest to produkt wodoodporny, ja powiedziałabym raczej, że wodooporny, można go usunąć wodą oraz płynem micelarnym, ale pocieranie suchym palcem nie robi na nim wrażenia.



WIBO EYEBROW POMADE na skórze



Kolorystyka i pigmentacja


Pomada występuje w czterech odcieniach: blonde, soft brown, dark brown i black brown. Wybrałam dla siebie soft brown i to był strzał w dziesiątkę! Kolor jest neutralny, ani za ciepły, ani zbyt chłodny, świetnie współgra z naturalnym kolorem moich brwi.

Pigmentacja jest bardzo dobra i można ją stopniować, dzięki temu nie przesadzicie z nią, osiągniecie dokładnie taki efekt, na jakim Wam zależy.



WIBO EYEBROW POMADE Soft Brown



Pomada WIBO EYEBROW POMADE to produkt, który bardzo miło mnie zaskoczył. Jest miękka i szybka w użyciu, nie trzeba wkładać wysiłku i nadzwyczajnej precyzji w szybkie wyrysowanie brwi. Do tego jest komfortowa w noszeniu, zupełnie niewyczuwalna na skórze, a dodatkowy plus należy się jej za trwałość.

Polecam ten produkt wszystkim miłośniczkom makijażu, zwłaszcza tym, które miały chęć zacząć używać pomad do brwi, ale nie znalazły produktu odpowiedniego dla siebie.

Cena: ok. 24 zł/3,5g



Znacie pomadę WIBO? Co o niej sądzicie?





Paleta cieni MAKEUP REVOLUTION ELIXIR CHOCOLATE - recenzja

Paleta cieni MAKEUP REVOLUTION ELIXIR CHOCOLATE - recenzja

Lubicie cienie do powiek? Ja nie wyobrażam sobie bez nich makijażu, uwielbiam!
Znacie słynne czekoladki od MAKEUP REVOLUTION? Chyba każda miłośniczka makijażu już je zna. Jeśli słyszałyście o nich, ale nadal zastanawiacie się nad zakupem, przychodzę z recenzją, która być może ułatwi podjęcie decyzji.

Dziś przedstawię Wam czekoladową paletę MAKEUP REVOLUTION CHOCOLATE ELIXIR.



MAKEUP REVOLUTION CHOCOLATE ELIXIR



Kilka technicznych szczegółów


W palecie znajdziemy 16 cieni o wykończeniu matowym, satynowym oraz perłowym. Dwa z wkładów są większe od pozostałych, ponieważ są to cienie, po które zazwyczaj sięgamy najczęściej - cielisty beż oraz perłowy szampański, który doskonale rozjaśni środek powieki lub wewnętrzny kącik. Oba są bardzo jasne, dla mnie mogłyby być nieco ciemniejsze, jak np. w poprzedniej mojej czekoladce Death by chocolate.

Palety-czekoladki od MAKEUP REVOLUTION są inspirowane czekoladowymi paletami TOO FACED, nie ulega to wątpliwości, jednak temat został już szeroko opisany w blogosferze, nie będę więc go rozwijała. Każdy dokona oceny sam, mnie ten fakt zupełnie nie przeszkadza ;)

Wracając do meritum, czekolady od MUR stworzone są w taki sposób, by były samowystarczalne, stąd obecność w każdej cielistego cienia, kolorów transferowych, które posłużą do łagodzenia przejść między cieniami, a także ciemnych matów oraz perłowych cieni rozświetlających.



MAKEUP REVOLUTION CHOCOLATE ELIXIR


Czy paleta rzeczywiście jest samowystarczalna?
Wszystko zależy od Waszych preferencji. Dla mnie zaproponowany przez producenta zestaw cieni jest wystarczający, choć niestety cielisty cień jest zbyt jasny i nie jest całkowicie matowy, raczej satynowy, pozostawia delikatną poświatę pod łukiem brwiowym. Dla mnie efekt jest do zaakceptowania, choć pewnie znajdą się również jego przeciwniczki. Dodatkowo, cień jest bardzo słabo napigmentowany, co sprawia, że trudno jest nim korygować ewentualne błędy, np. przy zbyt wysokiej aplikacji cieni.

Niska cena vs. jakość


Paleta kosztuje 39,90 zł, więc jej cena jest bardzo atrakcyjna, czy mamy zatem podstawy, by stawiać jej wysokie wymagania?

Jeśli chodzi o pigmentację poszczególnych cieni, jest bardzo nierówna, najlepiej wypadają tu ciemne, matowe odcienie, nieźle radzą sobie również perłowe, do czego MAKEUP REVOLUTION zdążyło już przyzwyczaić swoich fanów. Jasnym matom trzeba za to okazać nieco więcej serca i trochę się z nimi pobawić, by wydobyć ich głębię.

Poniżej swatche wszystkich kolorów z palety, wykonane bez bazy, na "gołej" skórze.






Bawiłam się tą paletą już kilka razy i niestety, muszę stwierdzić, że możliwość budowania intensywności makijażu oka jest w jej przypadku bardzo ograniczona. Cienie mają swoją określoną pigmentację, której nijak nie da się "nadbudować". Odniosłam wrażenie, że w miarę dokładania kolejnych kolorów na siebie tworzy się jednobarwna plama, zamiast gradientu.

Powiem tak, raczej nie jest to paleta do ambitnych, skomplikowanych makijaży, ale też nie oczekiwałam tego od niej. Kupiłam ją jako codzienną i w tej roli sprawdza się idealnie. Mogę wykonać nią prosty, ładny makijaż i nie stracić na to wielu godzin. Kolory są bardzo "moje", ponieważ mamy tu ciepłe brązy i burgundy, nie wieje nudą, można puścić wodzę fantazji przy łączeniu kolorów.

Opakowanie palety wykonano z grubego plastiku z elementami rose gold na wieczku (uwielbiam ten kolor! <3 ), wewnątrz znajduje się duże lusterko, które ułatwia wykonanie makijażu nawet w trudnych warunkach ;)

Dodam jeszcze, że cienie intensywnie pachną czekoladą, co stanowi dodatkowy atut, która z nas nie lubi czekolady?? :D 



MAKEUP REVOLUTION CHOCOLATE ELIXIR



Podsumowując, paleta jest warta ceny, jaką musimy za nią zapłacić. Szczególnie polecam ją osobom, które potrzebują produktu wszechstronnego i szybkiego w zastosowaniu do wykonania codziennego makijażu. Cienie w MAKEUP REVOLUTION CHOCOLATE ELIXIR oferują bezproblemową aplikację i szybki efekt, jednak bez fajerwerków, przy większych ambicjach ich użytkowniczek.



Jak Wam się podoba czekoladka w tym wydaniu? Skusicie się na nią? A może po mojej recenzji emocje nieco opadły?






Intensywnie nawilżający krem MIYA myWONDERbalm - recenzja

Intensywnie nawilżający krem MIYA myWONDERbalm - recenzja

Dziś chciałabym napisać Wam kilka słów o produkcie do pielęgnacji. Dzisiejszą gwiazdą jest intensywnie nawilżający krem MIYA Cosmetics Mywonderbalm I'm coco nuts, jak sama nazwa wskazuje, o zapachu kokosowym.



Krem intensywnie nawilżający MIYA COSMETICS myWONDERbalm



Dobre bo polskie?


MIYA Cosmetics to polska marka, która stawia na prostą, jak najbardziej naturalną pielęgnację cery, która ma dodać nam pewności siebie i zaoszczędzić czas spędzony na porannych przygotowaniach do aktywnego dnia.

Kolejnym atutem, którym szczyci się marka są składy pozbawione parabenów, silikonów, olejów mineralnych, sztucznych barwników, PEG-ów, parafiny i glikolu propylenowego. Deklarację tę umieszczono również na opakowaniu każdego produktu. Zamiast sztuczności i szkodliwej chemii znajdziemy wiele naturalnych składników m.in. olej kokosowy, olejek sezamowy, witaminę E oraz prowitaminę B5.

Brzmi dobrze? 
Mnie skusiły wszystkie obietnice i zalety, którymi szczyci się marka MIYA Cosmetics, zachęcona również wieloma pozytywnymi opiniami w internecie, postanowiłam wypróbować jeden z tych wspaniałych kremów. Wybór padł na wersję kokosową, w moim przypadku nie mogło być inaczej, ponieważ kocham kokos i wszystko, co z nim związane.

I'm coco nuts?


Krem jest bardzo gęsty i treściwy, obawiałam się, że będzie zbyt tłusty do mojej mieszanej cery. Jednak nic bardziej mylnego, okazało się, że nie obciąża skóry, tylko faktycznie ją odżywia i nawilża, bez pozostawienia tłustego filmu. Krem bardzo szybko się wchłania, właściwie natychmiast po jego nałożeniu możemy aplikować podkład i wykonać makijaż. Jest to dla mnie ogromny atut, ponieważ nie lubię czekać na wchłonięcie się pielęgnacji, często był to też powód, dla którego zdarzało mi się do tej pory pomijać ten krok o poranku.

Krem MIYA świetnie "trzyma" cały makijaż, nie wpływa negatywnie na jego trwałość, poprawia wygląd produktów na twarzy. Mam wrażenie, że dzięki nieco tępemu wykończeniu, które pozostawia krem po wchłonięciu, podkład się do niego klei, zamiast ślizgać po powierzchni cery.

Wszystko to sprawia, że z pewnością będę sięgała po ten krem częściej i chętnie wypróbuję pozostałe warianty, a także słynny już myPOWERelixir - naturalne serum rewitalizujące.

Jedyny minus, jaki zauważyłam do tej pory jest taki, że mojej cerze nie służy używanie kremu w nadmiernej ilości. Po zimie miałam sporo suchych skórek i podrażnień na twarzy, postanowiłam więc skorzystać z nawilżających właściwości produktu i zaaplikowałam go solidną ilość, niestety obciążył mi skórę. Nic podobnego nie dzieje się jednak, gdy stosuję go z umiarem.

Za 75ml kremu zapłacimy 29,99zł - zdecydowanie warto się nim zainteresować ;)






Znacie już produkty MIYA Cosmetics? Jeśli nie, skusicie się na któryś?






Podkład adaptujący AVON TRUE COLOUR Flawless Liquid Foundation - recenzja

Podkład adaptujący AVON TRUE COLOUR Flawless Liquid Foundation - recenzja



Dzisiejszy post będzie poświęcony najnowszemu podkładowi na mojej półce z codziennymi kosmetykami. Mam dziś dla Was recenzję produktu dostępnego w ofercie AVON - w roli głównej adaptujący podkład True Colour Flawless Liquid Foundation.



AVON TRUE COLOUR FLAWLESS LIQUID FOUNDATION



Na początek charakterystyka i obietnice ze strony avon.pl :
"Maksimum perfekcji, zero kompromisów. Poczuj lekkość innowacyjnego, idealnego krycia ze 100% efektem naturalności.
  • pełne krycie bez efektu maski
  • naturalny wygląd dzięki technologii niebieskich pigmentów IQ
  • redukuje błyszczenie się skóry bez wysuszania
  • lekka, bezolejowa formuła z filtrem SPF 15
  • trwałość przez cały dzień" 
Tradycyjnie, producent sporo nam obiecuje, a jak wypadają obietnice w konfrontacji z rzeczywistością?

Formuła i właściwości


Podkład ma średnio gęstą, kremową konsystencję. Bardzo dobrze się go aplikuje i rozprowadza na twarzy, nie ma najmniejszego problemu ze smugami, czy nierównym rozłożeniem produktu. Nakładam go palcami i metoda ta sprawdza się świetnie, jest to dla mnie najszybszy i najwygodniejszy sposób podczas wykonania codziennego makijażu. 

True Colour nie zastyga w 100%, w kontakcie ze skórą staje się jakby lekko pudrowy, daje czas na równomierną aplikację, nie muszę się z tym spieszyć. Wykończenie jest matowe, więc produkt podkreśla suche skórki, dlatego uważam, że najlepiej sprawdzi się w przypadku cery mieszanej lub normalnej.

Mimo, że wykończenie jest matowe a konsystencja treściwa, podkład jest niezwykle komfortowy w noszeniu, nie czuć go na twarzy. Muszę przyznać, że nie przepadam płaskim efektem matu, więc najpierw używam bazy rozświetlającej, ewentualnie spryskuję gotowy makijaż mgiełką odświeżającą Inglot. Zabieg ten sprawia, że cera wygląda na prawdę pięknie.







Krycie i trwałość


Najciekawszy dla mnie punkt programu ;) 
Testowałam już kilka podkładów z AVON i żaden szczególnie mnie nie zachwycił, dlatego nie spodziewałam się zbyt wiele również po tym produkcie. Tym większe było moje zaskoczenie w trakcie pierwszej aplikacji. Okazało się, że podkład ma bardzo dobre krycie. Wystarczy niewielka ilość, by pięknie ujednolicić koloryt i pokryć niedoskonałości. Nie jest to krycie całkowite, ale też nie zależy mi na takim w codziennym makijażu, nie mam ochoty cały dzień chodzić z tapetą.

Jak się ma rzecz z trwałością, którą również obiecuje producent?
Tutaj sprawdzian również wypada celująco. Po 8-9 godzinach wygląda tak samo jak zaraz po nałożeniu (z czasem, kiedy wtopi się w skórę, nawet ładniej, pięknie wtapia się w skórę).

Podkład świetnie współpracuje z innymi produktami, można na nim budować produkty pudrowe (kremowych jeszcze nie aplikowałam).






Kolory


Produkt dostępny jest w 9 odcieniach, zarówno o różowych, jak i żółtych oraz neutralnych tonach. Niestety, jeśli chodzi o podkłady AVON gama kolorystyczna zaczyna się od stosunkowo ciemnych odcieni, nie wiem czy bladziochy znajdą odpowiedni kolor.

Na zdjęciu poniżej porównanie podkładu w kolorze Light Nude z REVLON Colorstay w kolorze 150 Buff.

Bardzo dużą zaletą podkładu jest fakt, że nie oksyduje, nie ma ryzyka nieprzyjemnych niespodzianek ze zmianą koloru w chwilę po aplikacji.



Podkład adaptujący AVON TRUE COLOUR i REVLON COLORSTAY 150 Buff



Gwiazda w ofercie?


Według mnie podkład adaptujący od AVON jest najbardziej udanym "dzieckiem" marki w kategorii produktów do makijażu. Jest komfortowy w noszeniu i trwały, kilka godzin noszenia nie stanowi dla niego wyzwania, nie ściera się ani nie znika.

Doskonale współgra z innymi produktami do makijażu.

Krycie zasługuje na słowa uznania, dawno już nie miałam okazji testować taniego podkładu o tak dobrym stopniu krycia. Ponadto, pomimo swoich właściwości kryjących i zastygającej formuły, nie stwarza żadnych kłopotów przy aplikacji.

Przed aplikacją pamiętajcie o odpowiednim nawilżeniu cery, dobre efekty daje również użycie go na bazę rozświetlającą.

Opakowanie produktu posiada pompkę, jest szklane i ciężkie, daje poczucie, że trzymamy w dłoniach drogi, ekskluzywny kosmetyk. Jednocześnie, nie jest to najlepszy produkt do zabrania w podróż, możecie być pewne, że odczujecie jego obecność w kosmetyczce ;)

Jestem pewna, że podkład ten zagości u mnie na dłużej, jest idealny na codzień.

Za opakowanie o pojemności 30ml zapłacimy ok. 28 zł (w zależności od katalogu).



AVON TRUE COLOUR FLAWLESS LIQUID FOUNDATION





Miałyście już do czynienia z tym produktem? A może zachęciłam Was do wypróbowania go?








Pędzle JESSUP BEAUTY z Aliexpress - recenzja

Pędzle JESSUP BEAUTY z Aliexpress - recenzja

Dziś mam dla Was recenzję kolejnych pędzli zakupionych na Aliexpress. Marką, której produkty chciałabym Wam przybliżyć jest JESSUP BEAUTY, założona w Hong Kongu w 2013 roku. W ofercie firmy znajdują się zarówno pędzle z włosia naturalnego, jak i syntetycznego, do wyboru mamy modele w praktycznych kształtach do makijażu oczu i twarzy.



Pędzle JESSUP BEAUTY



Cena vs. jakość


Posiadam dwa zestawy, 25 sztuk do twarzy i oczu z włosia naturalnego i syntetycznego, a także 13 sztuk z czarnymi trzonkami, włosie syntetyczne. Kilka modeli się dubluje, ale nie mam nic przeciwko, ponieważ żadna ich ilość nie będzie nadmiarem ;)

W ofercie są również pędzle o ciekawych i bardzo użytecznych kształtach, których mi do tej pory brakowało.

Pędzle JESSUP są bardzo tanie, czy wobec tego warto się nimi zainteresować? Zwłaszcza jeśli mówimy o produkcie chińskim (wiadomo, z jakością bywa różnie i często jest to loteria).






Z pewnością pierwsze, na co zwracamy uwagę przy wyborze narzędzi do makijażu jest ich jakość, w tym przypadku mam na myśli konkretnie jakość włosia. Jest ono bardzo  miękkie i delikatne, tyczy się to również tego syntetycznego, co było dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Żaden z pędzli nie drapie skóry twarzy czy delikatnej powieki. Włosie jest sprężyste, bardzo dobrze pracuje się z produktami o różnych konsystencjach.

Niektóre z pędzli mogłyby mieć nieco bardziej zwarte włosie, ale i dla nich znajduję zastosowanie.

Ceny zestawów wahają się od ok. 59 do 130 zł w zależności od kolekcji oraz oczywiście kursu dolara. Bez wahania Wam je polecam, zwłaszcza jeśli tak jak ja potrzebujecie wielu egzemplarzy do pracy, ale nie chcecie rezygnować z wysokiej jakości. 

Całą ofertę producenta znajdziecie w oficjalnym sklepie JESSUP na Aliexpress. Pędzle są również dostępne w polskich sklepach internetowych, jednak za komplet 25 sztuk musimy zapłacić ok. 180 zł. Nie wiem jak Wy, ale ja jednak wolę poczekać nieco dłużej na przesyłkę.

Nie jest to pierwszy zakup pędzli z Chin, zapraszam także do recenzji innych zakupionych na Aliexpress:



 

 

Podróbka czy inspiracja?


Patrząc na pędzle JESSUP trudno się oprzeć wrażeniu, że twórcy mocno się inspirowali modelami z oferty ZOEVA. Spokojnie mogę powiedzieć, że zestaw z białymi trzonkami to kopia pędzli niemieckiej marki, powielają się nawet nazwy poszczególnych egzemplarzy oraz nadane im numery. Na pewno zapytacie, czy jakość jest tożsama. W wielu przypadkach włosie i kształty są niemal identyczne. Zasadnicza różnica polega na stopniu zbicia włosia, zwłaszcza w modelach do blendowania cieni. Są one mniej zwarte, przez co nabiera się na nie mniej produktu, a samo jego rozprowadzenie i budowanie intensywności zajmuje nieco więcej czasu. Jednak praca z pędzlami JESSUP należy do bardzo przyjemnych.

Pędzle JESSUP bez dwóch zdań są inspirowane ZOEVĄ, nie uważam jednak, żeby można je było nazwać podróbką, ponieważ znajdą się także różnice. Według mnie jest to bardzo udana, i co najważniejsze, tania alternatywa.

Poniżej kilka zdjęć porównawczych. Pozostawiam je Waszej ocenie ;)



Model nr 228 do blendowania



Modele nr 317 do eyelinera i nr 322 do brwi



Pędzle nr 106 do pudru



Pędzle nr 127 do różu



Pędzle nr 105 do rozświetlacza






Pędzle nr 222 do nakładania cieni na całą powiekę





Jak Wam się podobają pędzle JESSUP? Mnie podobają się bardzo, na pewno będę dokupowała kolejne komplety.
A może macie inne propozycje pędzli z Aliexpress, którymi warto się zainteresować?









Makijaż cut crease złoto, bordo i fiolet NABLA Dreamy

Makijaż cut crease złoto, bordo i fiolet NABLA Dreamy


Zabaw z paletą NABLA Dreamy Eyeshadow Palette ciąg dalszy :D

Jako, że pracuje mi się z nią niezwykle przyjemnie, znowu wykorzystałam paletkę w makijażu. Tym razem postawiłam na cut crease z różowym złotem w roli głównej.

Jeśli jesteście ciekawe użytych produktów, zapraszam do opisu poniżej.



Makijaż wykonany paletą NABLA DREAMY EYESHADOW PALETTE









UŻYTE PRODUKTY:


Twarz:

- podkład INGLOT HD + MAKEUP FOREVER Water Blend
- puder trensparentny SENSAI (pod oczami) + puder transparentny LAURA MERCIER

Konturowanie:

- ocieplenie twarzy GOLDEN ROSE Mineral Terracota Powder
- kontur bronzer KOBO
- róż - mieszanka z paletki ZOEVA Pink Spectrum
- rozświetlacz BECCA Opal (nie mogę się z nim rozstać ;) )

Brwi:

- pomada INGLOT
- cienie z palety ZOEVA Brow Spectrum

Oczy:

- paletka NABLA Dreamy
- cień w kolorze Rose Gold przykleiłam na klej do brokatu KRYOLAN
- rzęsy z Aliexpress

Usta:

- matowa pomadka w płynie HEAN Luxury



Jak Wam się podoba efekt końcowy?




Paleta NABLA Dreamy Eyeshadow Palette - recenzja + makijaż

Paleta NABLA Dreamy Eyeshadow Palette - recenzja + makijaż

Nadszedł wielki dzień, kiedy i w moje ręce wpadła paleta cieni NABLA Dreamy!
Gdy pierwszy raz pojawiła się na naszym rynku, już prawie miałam ją kliknąć w sklepie internetowym, jednak rozmyśliłam się, ponieważ kolory specjalnie mnie nie porwały. Paleta nie wydała mi się niczym nadzwyczajnym. Mimo to, cały czas o niej myślałam... Kiedy jednak zdecydowałam się na zakup, okazało się że jest już niedostępna i nie zanosi się na szybkie uzupełnienie stanów magazynowych w sklepach.

Powróciła do sprzedaży w lutym i wyprzedała się w mgnieniu oka, tym razem jednak udało mi się ją zamówić. W dzisiejszym poście chcę podzielić się z Wami wrażeniami.



NABLA DREAMY EYESHADOW PALETTE



Cały ten hałas


Paleta NABLA Dreamy szybko zyskała status gwiazdy kosmetycznego świata, nie przypominam sobie żadnej palety, ani w ogóle kosmetyku, który zrobiłby taką furorę i wyprzedawał się w takim tempie. Mam wrażenie, że posiadanie jej stało się pewnego rodzaju punktem honoru wszystkich kosmetykomaniaczek. Przyznaję szczerze i uczciwie, że również się do nich zaliczam, musiałam mieć tę perełkę w swoim kufrze, nie było rady ;)

Ale czy ta gwiazda faktycznie zasłużyła na cały splendor i zgiełk, który ją otacza? Czy Wy również musicie ją mieć?

Pigmentacja i konsystencja


W palecie znajduje się 12 cieni o wykończeniu matowym, perłowym i metalicznym. Konsystencja jest miękka i aksamitna.  Cienie wyróżniają się doskonałą pigmentacją, wystarczy już lekkie dotknięcie pędzlem, by przenieść na powiekę dużą ilość koloru. Sugeruję więc nakładać je lekką ręką i stopniować intensywność, by uniknąć powstawania plam.

Cienie doskonale się budują i łączą ze sobą, co sprawia, że praca z nimi jest czystą przyjemnością. Rozcierają się fantastycznie, nie muszę wkładać w blendowanie żadnego wysiłku, są to jedne z tych cieni, których używa się intuicyjnie.



NABLA DREAMY EYESHADOW PALETTE



Kolorystyka


Kolory pozornie nie wydają się szczególnie odkrywcze, jednak z każdym kolejnym spojrzeniem na paletę, przychodzą do głowy kolejne inspiracje. NABLA Dreamy pozwala nam stworzyć zarówno szybki, dzienny makijaż, jak i bardziej intensywny look na wieczorne wyjście lub inną okazję.

Mamy do dyspozycji brązy, brudny róż, czy burgund, aż po opalizujące złoto i fiolet. Moimi faworytami są Rose Gold i Delirium, który jest absolutnie wyjątkowy. Delirium, poza tym, że wyróżnia się kolorem, ma inną strukturę niż pozostałe cienie, po dotknięciu pędzlem zachowuje się jak prasowany pigment, ma postać jakby metalicznych płatków.

Popatrzcie tylko na tę piękność :D






Tym, czego brakuje do pełni szczęścia, jest matowy beżowy cień, który sprawiałby, że paleta byłaby samowystarczalna. Z drugiej jednak strony ten brak można uzupełnić np. pudrem, który każda z nas przecież ma w kosmetyczce ;)

Poniżej zdjęcia pierwszego makijażu, jaki nią wykonałam. Dla zwiększenia efektu błysku na środku powieki przykleiłam na cień Delirium odrobinę fioletowego brokatu.













Musicie ją mieć?


Cóż... paleta nie zmieni Waszego życia, ale z pewnością je umili ;) Nie da się ukryć, że jest przepiękna i cieszy oko. Nie wspominałam jeszcze o opakowaniu, wykonane jest z tektury, bardzo solidne i estetyczne. Rogi palety posiadają okucia, przypomina mi ona książkę w ozdobnej okładce. Mamy do dyspozycji lusterko dobrej jakości, które niestety znacząco wpływa na wagę produktu, co w moim odczuciu nie jest zaletą, ponieważ stanowi dodatkowe obciążenie w kufrze.

Jeśli któraś z Was zastanawia się jeszcze nad zakupem, powiem że zdecydowanie warto, zwłaszcza jeżeli nie macie dużej ilości palet cieni do powiek, i poszukujecie takiej, z którą mogłybyście stworzyć wiele różnych makijaży.

Jakość cieni w palecie NABLA Dreamy jest doskonała, to absolutnie najwyższa półka, sprawią że będziecie czerpały ogromną radość z makijażu, świetnie sprawdzi się również na początek makijażowej drogi, będzie zachęcała do nauki i kolejnych prób jej wykorzystania.



NABLA DREAMY EYESHADOW PALETTE



Jesteście już szczęśliwymi posiadaczkami NABLA Dreamy? A może zastanawiacie się nad zakupem? Powiem Wam, że paleta zachęciła mnie do wypróbowania innych produktów marki, co według Was jest jeszcze godne uwagi w asortymencie NABLA?










Korektor CLARINS Instant Concealer - recenzja

Korektor CLARINS Instant Concealer - recenzja

Dzisiejszy post poświęcony będzie perełce, o którą wzbogaciłam swój kufer stosunkowo niedawno.

Jeśli śledzicie moje posty, wiecie że największą moją zmorą są wyraźne cienie pod oczami i problematyczna, cienka skóra w tym obszarze. Dobry korektor, który ma duże krycie, ale nie obciąża oraz aksamitny puder wygładzający nierówności skóry są nieodzowne w moim codziennym makijażu. Poszukiwałam również produktu, który będę mogła stosować na klientkach.



CLARINS Instant Concealer



Mowa o korektorze CLARINS Instatnt Concealer. Według producenta ma on za zadanie redukowanie cieni oraz oznak zmęczenia. Rozprasza światło, dzięki czemu optycznie zmniejsza i wygładza zmarszczki. Zawiera w składzie kofeinę oraz ekstrakt aloe vera, które pielęgnują skórę.

Krycie


Najważniejszą dla mnie cechą produktu jest jego krycie, im większe tym lepsze. Czy ten produkt radzi sobie z moimi sińcami?











Jestem oczarowana tym efektem! Obszar pod oczami nie jest niestety gładki, co widać na zdjęciu, ale taka już moja uroda, nic nie poradzę ;) Poza tym, widać wyraźnie, że kolor jest ujednolicony, a zasinienie zakryte. Korektor na zdjęciu jest utrwalony moim ukochanym pudrem transparentnym SENSAI, który dodatkowo rozjaśnia cerę.

Konsystencja


Korektor jest gęsty i treściwy, zaskoczył mnie fakt, że jest niezwykle wydajny. Wystarczy odrobina wielkości połowy ziarna grochu, by zakryć niedoskonałości pod okiem. Ponadto CLARINS Instatnt Concealer jest produktem zastygającym, wiec po aplikacji nie "rusza" się na twarzy, jednak jeśli nie utrwalimy go szybko, może zebrać się w załamaniach skóry.

Zagruntowany zachowuje pełnię swych właściwości aż do momentu gdy wykonujemy demakijaż.

Dzięki świetnej pigmentacji i treściwej konsystencji korektora, możemy używać go w niewielkiej ilości, co sprawia, że nie obciąży on nadmiernie delikatnej skóry wokół oczu.

Podsumowanie


Jest chyba w tym przypadku zbędne, ale w kilku krótkich słowach - znalazłam w końcu korektor, do którego nie mam żadnych zastrzeżeń.

Wspaniale radzi sobie z moimi cieniami pod oczami, nie zbiera się w załamaniach skóry, nie obciąża jej.

Produkt występuje w trzech odcieniach, co jest jego jedyną wadą według mnie, ja wybrałam najjaśniejszy 01, neutralny beżowy kolor. 

Za 15ml korektora musimy zapłacić 125zł, co, biorąc pod uwagę jego mega wydajność, nie wydaje mi się zbyt wygórowaną ceną.






Znacie korektor Clarins? Chętnie poznam Waszą opinię na jego temat :)